19 maja 2014

Rozdział 17

- Właśnie, słyszałem o jakiejś Sophie. No widzisz. Bo chyba ja tu jestem najrozsądniejszy. Ty się za łatwo wkurwiasz i reagujesz, Zayn prowokuje, Niall się nie przejmuje, a Liam... musi wszystko przemyśleć zanim coś powie.
- Liaś zaczął nam palić.
- Uu jaki bad boy cholera.
- No widzisz.
- Tatusiu ! - Darcy wybiegła z domu, ale Summer złapała ją zanim mała zdążyła dorwać się do schodów. Zniosła ją na dół. Maluszek podbiegł do Hazza i weszła mu na ręce. Mercy do nas podeszła. Wziąłem ją na ręce i pocałowałem w usta. Harry przytulał swoją córeczkę obserwując Summer idącą powoli w naszą stronę. 
- Jesteś teraz fejm. Piątka - przybiliśmy piątkę. - Jednak She has power. - Oparła głowę o jego ramię, a on objął ją w talii.
- Nie będziemy wam przeszkadzać.
- Chodźmy do domu. - Hazz podał mi Darcy i poszliśmy do domu.
- Albo... Mogę zostawić u was Mercy na noc? - spytałem.
- Czemu ? Lou.. - dziewczyna spojrzała na mnie smutno.
- O nic się nie martw. - przytuliłem ją. - Rano ci powiem. Mogę?
- Lou.. - spuściła głowę.
- Wyjątkowo - szepnąłem jej do ucha. - Spędzisz czas z Sunny.
- Ale powiedz mi ..
- Jadę na wyścig.. - Popatrzyła na mnie rozczarowana. - No co ?!
- Rób co chcesz.. - powiedziała tylko. Harry szeptał coś do ucha Summer, a Darcy weszła mi na kolana.
- Wujcio zostanie ?- spytała robiąc te smutne oczy.
- Muszę iść.
- Wujcio nie ! - rozsiadła się na dobre.
- Darcy..- spojrzała na mnie zaciekawiona - - Dobra, pojadę kiedy indziej. 
- Wujcio kocha Dalcy.. - zaczęła śpiewać kołysząc się na moich kolanach Zaśmiałem się całując ją w czoło.
- Wujku zobac.. - pokazała mi jakiś rysunek. - Ty jest tata, tu mama, to ja, a to Ty i ciocia Melcy.. - dała mi go.
- Śliczny. Dla mnie?
- Tak !
- Super, powieszę z ciocią na lodówce.
- A tata mi nie pozwala cukielków !
- Boże, okropny jest twój tata.
- Ale mama i tak mi daje..- szepnęła mi na ucho i zaśmiała się. Też się zaśmiałem. Słodka jest.
Przeszła na kolana Mercedes i złapała jej włosy w swoje małe rączki. Bawiła się nimi, aż w końcu mój skarb miał niebieskie wąsy.
- Supel wyglądaś.
- Dzięki.
- A wujcio też ma wąsy !
- No ma. - zaśmiała się.
- A mój tato nie ma.
- Nie ma.
- A co tato ma ?
- Małego....- mruknąłem pod nosem .nie słyszała.
- Louis pytała o mnie, nie o Ciebie. - Harry usłyszał. Zaśmiałem się tylko.
Oparłem głowę o rękę i tak sobie siedziałem. Spokój.Z 20  kilo na moich kolanach.
Pocałowałem ją we włosy. Chcę zagrać..
- Daj mi ją. - Harry wyciągnął ręce po swoją córkę.
Oddałem jemu Darcy .
Przytulił ją i delikatnie kołysał. Usypia ją.  Summer zaprosiła nas na obiad. Bleeeeeeeeeee.
Mercy popchnęła mnie w stronę jadalni dając nieme sygnały, żebym się zachowywał. Siedziałem i więcej rozmawiałem niż jadłem. Jak tutaj cicho kiedy Darcy śpi.  Nie piszczy i nie skacze.
W porównaniu do więziennego jedzenia, Summer zajebiście gotuje.
W końcu pojechaliśmy do domu. Mój kochany domek.
- Chodźmy spać.
- Jest dopiero 16.. - rozglądała się po wnętrzu
-  To nie chodźmy spać
- Jest dość duży.
- Umm.. whow. - Pokazałem jej co gdzie jest. Jest taka sztywna.
- Co chodzisz jakbyś kij połknęła?
- Wydaje Ci się Lou
- Nic mi się nie wydaję.
- Właśnie, ze tak.
- Jasne.
- Oj no nic. - oparła brodę o mój tors. Pocałowałem ją we włosy.
- Zimno mi.. - Założyłem jej moją bluzę - A przytulisz.  ?
- Chodź.  - Objąłem  ją. Wtuliła się we mnie oddychając niespokojnie
- Co się dzieje?
- Nic. Co ma sie dziać Lou ?
- Dziwna jakaś jesteś.
- Bo nie lubie być w obcych miejscach.
- To nasz dom
- Twój dom
- Nasz.
- Nic nie rozumiesz.
- Najwidoczniej - puściłem ją i poszedłem do kuchni.
- Lou.. - poszła za mną
- Słucham ?
- Jezu nie krzycz. - wyszła z kuchni
- Nie złość się.
- Nie złoszczę.

- Przecież widzę
- Jesteś głodna?
- Nie
- Co chcesz robić?
- Nie wiem.
- No cóż.
- A ty ?
- Też  nie wiem.
- Chodźmy na spacer
- Okay - wyszliśmy do parku. Trzymałem ją za rękę. Było dobrze. Nawet bardzo. Objąłem ją i pocałowałem w czoło. Uśmiechnęła się nieśmiało.
- Kocham cię.
- Kocham Cie.
- Idziemy na lody.
- Dobrze. - Poszliśmy na deser. Trzymała mnie ciągle za rękę Do domu wróciliśmy pod wieczór. Poszła pod prysznic. Zrobiłem jej kolację. Próbowałem wymigać się od jedzenia, ale pilnowała mnie.
I znów czułem się grubszy. Gdy zasnęła, pojechałem do kasyna. Niektórzy mnie tam znali. Grałem przy stole z pokerowym wyrazem twarzy. Wszystko szło dobrze Wróciłem nad ranem. Zrobiłem śniadanie.
- Powiesz mi gdzie byłeś całą noc ?


~~~~*~~~~~
Dzisiaj tym razem ja dodaję rozdział. Zapraszamy do albumu. http://prisoners-album.tumblr.com/

11 maja 2014

Rozdział 16

- Musisz się przyzwyczaić. No wskakuj do łóżka.
- Czy jak znajdę pracę i będę miała pieniądze to będę mogła coś pozmieniać ? Kupić jakieś kwiaty, zasłony, dywany ?
- Po pierwsze rób co chcesz, po drugie nie musisz mieć pracy.
- Jak to nie ? Muszę..
- Nie musisz. - przykryłem ją kołdrą i pocałowałem w czoło. - Mamy pieniądze. Ale wiesz. Jak chcesz studiować, pracować czy cokolwiek to masz do tego prawo. Spij dobranoc. - zgasiłem światło i poszedłem do drzwi.
- A gdzie idziesz ?
- Na dół. Chcę żeby ci było wygodnie.
- Chodź tu.. Nie chcę spać sama. Będę się bała.  - Przebrałem się i położyłem obok niej. Po chwili zasnęła. Ja za nią. Rano obudziłem się pierwszy. Ubrany w jeansy zszedłem na dół. Wziąłem jabłko i usiadłem przed komputerem. Musiałem wykonać przelew. Wybrałem dom dziecka i dużą kwotę. Usłyszałem pukanie do drzwi. Nacisnąłem enter i jedząc owoc poszedłem do holu.  Wyjrzałem przez okno. Naczelnik policji. Co on tutaj robi ?
- Dobry - otworzyłem mu.
- Panie Tomlinson. - skinął głową.
- Skąd ta miła wizyta? 
- Chcieliśmy prosić, aby wrócił pan w szeregi policji. - Zakrztusiłem się jabłkiem.
- Słucham?
- Jest pan niewinny. Był pan jednym z naszych najlepszych ludzi. Chcemy, żeby pan wrócił.
- Zastanowię się. Dzięki za pamięć.
- Czekamy na wiadomość z Pana strony. - zasalutował i odszedł.
 Zajebiście - poszedłem do kuchni i zrobiłem śniadanie Mercedes.
- Louis.. - zbiegła przerażona na dół. 
- Słucham?
- Widziałam policję pod domem..
- Proponowali mi pracę.
- Przestraszyłam się.. - przytuliła się do mnie. Objąłem ją i pocałowałem we włosy. Posadziłem dziewczynę na krześle i podałem śniadanie.
- Dziękuję. Jadłeś ?
- Jadłem. 
- A co ? 
- Jabłko. - Zbeształa mnie wzrokiem. - Ale coś zjadłem. Zajęty byłem.
- Tylko się nie przejedz. Dzisiaj zrobię obiad i masz go zjeść. Co robiłeś ? 
- Przelewy. 
- Summer jest taka fajna. I dziewczynka jest cudowna.
- Tak to prawda. - posprzątałem. - Dobra idziemy na zakupy. Znaczy ty idziesz. 
A ty ?
- Ja pojadę z autem na przegląd.
- Ty i to Twoje auto..
- Trzymaj - rzuciłem jej kartę.
- Głupio mi tak..
- Przestań. - pocałowałem ją. - Co tam chcesz to sobie kupuj.
- Nic nie potrzebuję.. - oddała mi kartę
- Weź to. - oddałem jej. - Cokolwiek jak będzie trzeba to w razie czego masz. Mówiłaś o kwiatach, dywanach itd. Nie chcesz ?
- Powinniśmy wybrać to razem..
- Mogę z tobą iść ale ja się na tym nie znam więc będę na wszystko kiwał głową.
- Nie wiesz co Ci się podoba a co nie ? 
- Po prostu ważne żeby tobie się podobało.
- Możemy iść na kompromis.
- To znaczy ?
- No dogadamy się Lou.
- Ja i tak zgodzę się na wszystko. - Uśmiechnęła się i pocałowała mnie krótko. Moje słoneczko. Wziąłem ją za rękę i wyszliśmy. Rozglądała się dookoła jakby ciesząc się każdym liściem, drzewem. W końcu wreszcie była na wolności. Wzięła mnie za rękę.  Pocałowałem jej dłoń. Pojechaliśmy do sklepu. Przez całą drogę trzymałem dłoń na jej kolanie. Zaparkowałem auto i dałem jej całusa w policzek. Weszliśmy do sears'a.  Chodziłem za nią z białą karteczką i wypełniałem luki. Tam były napisane nazwy mebli, sprzętów i inny ozdób. Była taka przejęta tym wszystkim. Więc i ja nie mogłem marudzić.
- Patrz jakie super ! - rzuciłem się na duże poduszki. 
- Pasowałyby do salonu..
- No widzisz ? Jestem geniusz. - zaśmiała się i stanęła w miejscu.
- Coo ? - przyciągnąłem ją. 
 - Zobacz jakie ładne..- pokazała mi mebelki do pokoju dla dziecka.
- Tak, śliczne. Kiedyś jakieś wybierzemy. - Nic już nie powiedziała. wybrała pełno jakiś roślinek i tyle.
- To wszystko?
Dywany wybraliśmy, zasłony i firanki też. Rośliny są. Wszystko.
- To teraz jedziemy po ubrania.
- Ja nic nie potrzebuję Louis..
- Nie masz ubrań kochanie.
- Mam. Tylko w swoim starym mieszkaniu.
- I na pewno nie chcesz nowych ? 
- Nie chcę, żebyś wydawał na mnie swoje pieniądze.
- Co moje to i twoje.
- Przestań. Nie chcę być takim pasożytem.
- Nie jesteś żadnym pasożytem i shh - pocałowałem ją czule w usta.
- Ciężko pracowałeś na wszystko co masz.
- I chcę to dzielić z tobą.
- Ale..
- Ale nie dyskutuj ze mną. Co moje to i twoje i masz to zapamiętać. Tylko ten jakbyś chciała prowadzić Juniora to błagam ostrożnie. 
- Nie mogę prowadzić samochodu Louis.
- Nie masz prawa jazda. Okay.
- Po pierwsze. Po drugie jestem "niepoczytalna "
- Ale to niedługo zostanie zmienione. Chodź na lody - pojechaliśmy na jakiś deser i do Summer. Przecież obiecałem Darcy.
- Wujcio ! - dziewczynka ruszyła w moją stronę, ale potknęła się o własne nóżki. Najlepsze było to, że upadła, powiedziała bam, zaśmiała się i pobiegła dalej. Wziąłem ją na ręce i podrzuciłem.
- Cześć.- Summi wyszła z kuchni.
- Hej. - Mercy się z nią przywitała. 
- Aaa zjem Cie. - wycałowałem malutką. 
- Wujcio nie jedz ! Tatuś będzie tęsknił ! - śmiała się słodko.
- Patrz Mercy do ciebie przyszła.
- Ceść Melcy ! - pomachała jej i wyciągnęła rączki. Podałem ją na ręce dziewczyny. Spojrzałem na Summer. Coś jej jest.
- Pójdziecie na huśtawkę? - spytałem przenosząc wzrok na Mercy.
- Pewnie. - wzięła dziewczynkę i wyszły.
- I co jest ? Gdzie patrol 24/7 ? 
- Harry jest w pracy. Nic. - jest lato, a ona ma bluzkę z długim rękawem. 
- Zła odpowiedź.
- Napijesz się czegoś ? - unikała mojego wzroku.
- Siadaj - posadziłem ją na sofie. - W tej chwili masz mi powiedzieć co się stało.
- Kto Ci powiedział, że coś się stało ?
- Oczy mam i widzę. Mów, jezu no.
- Wkurzył się o to, że Darcy znalazła się obok Zayna. Zrobił awanturę. Nic więcej.
- Pozwól - zdjąłem z niej bluzkę, została w podkoszulku.
- Zadowolony ? - splotła ręce na piersi ukrywając przedramiona dłońmi.
- Widzę jego awantury. Wiesz co Summer? Nie będę ci już współczuć. Nie ma czego. Rób co chcesz dziewczyno. Ja ci powiedziałem jedno. On może się wyleczyć, ale wy swoje. nie ma sprawy - wyszedłem do ogrodu. Akurat Harry podjechał pod dom. Wysiadł z samochodu. Ciul ma podbite oko. Ciekaw byłem czy to jeszcze ja po wczorajszym. Podszedł do mnie. Miał też rozwaloną wargę. To nie ja.
Gwizdnąłem. Ktoś się postarał. I bardzo dobrze. Ja się do niego nie odezwę.
- Daaaarcy chodź tu. - podbiegła do mnie. Wziąłem ją na ręce kiedy się śmiała.
- Louis.. - powiedział cicho Harry. Popatrzyłem na niego i z powrotem zająłem się małą.
- Możemy pogadać ? 
- Raczej ja mam słuchać twojego monologu. Mów, mów.
- Nie przy dziecku. - Mercedes ją zabrała do Summer. Oparłem się o drzewo.
- Nie mam siły.. Chcę zniknąć. Nie chcę, żeby ona więcej przeze mnie cierpiała.. Wczoraj mnie pobiła..
- Summer! Jesteś moje guru! - krzyknąłem do niej i potem znów na niego spojrzałem. - Jak nie chcesz to idź na leczenie.
- Połamała mi żebra. Wykrzyczała mi prosto w twarz wszystko co jej zrobiłem. Nie było jej w domu przez całą noc, a ja nie mogłem nic zrobić.
- Bardzo dobrze zrobiła Harry. Po pierwsze traktujesz ją jak psa. Summer to, Summer tam to.Tego ci nie wolno i dlatego dostaniesz po dupie bo swojego pana nie słuchałaś.
- Nasze małżeństwo zawsze takie było. Ona robiła to czego ja chciałem bo to ja jestem tutaj facetem Louis.
- Nie masz prawa jej rozkazywać Harry - odparłem. - Też jestem facetem, ale nie traktuje Mercedes jak pracownika. Nie wyobrażam sobie, abym powiedział do niej Tego ci nie wolno, bo mi się to nie podoba.
- Nie chcę, żeby Zayn się do niej zbliżał po tym jak ją pocałował..
- Matko...Dobra, wszystko rozumiem. Ale to jest nasz przyjaciel. To był błąd.
- I moja żona wiesz ? Jak ty byś się poczuł gdybym ja pocałował Mercedes ? Ona odpychałaby mnie,a ja siłą wsadziłbym jej język do gardła ? 
- Wkurwiłbym się, ale to bym ci jeszcze wybaczył. Gorzej z tym jakbyś ją uderzył.
- A gdybym groził ci, że zgwałcę Twoją żonę i zabiorę dziecko ?
- Prawdopodobnie jesteś do tego zdolny, ale ja bym cię zabił.
- On mi to powiedział. Chciał tknąć moją Baby.
- On był naćpany.
- Bez Ciebie wszystko się zjebało. Cały gang. Nasza przyjaźń. Wszystko. Nawet związek Liama z Danielle.

2 maja 2014

Rozdział 15

- Bo ?
- Bo ty potrzebujesz czegoś czego ja Ci nie dam..
- Nie potrzebuję seksu.
- Byłbyś ze mną przez całe życie gdybym z Tobą nie sypiała ?
- Tak.
- I nie zdradzałbyś mnie ?
- Przecież cię kocham.
- Harry też kocha Summer, ma z nią dziecko, a ją zdradził..
- I do tego sypia z Summer, no widzisz. Różnie bywa. Nie jestem Harry.
- Nie chce żebyś się marnował..
- Przestań.
- Nie musisz cierpieć przez moje krzywdy.
- Przestań - powtórzyłem. Robiła się nudna. - Nie obchodzi mnie łózko.  - Wtuliła się we mnie i słuchała mojego serca. Pocałowałem ją we włosy.
- Kocham Cie Louis.
- Ja ciebie też kocham.
- Pocałujesz ? - Złapałem jej twarz i złączyłem nasze usta. Wplotła palce w moje włosy. Objąłem ją ramieniem w talii.

~*~

Siedzieliśmy na sali sądowej czekając na ostateczny wyrok. Trzymałem dłoń Mercy w swojej. Harry i Summer załatwili najlepszych prawników.
- Będzie dobrze.
- Z dostarczonej przez prawnika panny Parker analizy psychologicznej wynika, że w momencie dokonania zbrodni oskarżona była niepoczytalna. W związku z tym Panna Parker zostaje uniewinniona, lecz skazana na środek zapobiegawczy w postaci grupy wsparcia. - Świetnie. To i tak sukces. Uśmiechnąłem się do Mercy.
- Pana Tomlinsona uznaje sie za niewinnego dokonania czynu karalnego. Prawnik dostarczył alibi potwierdzone przez świadków oraz policyjny system monitoringu. W momencie dokonania zbrodni pan Tomlinson był w pracy. - spojrzałem na Summer. Złośliwy uśmieszek wkradł się na jej usta. Spryciula. Zadowoleni wyszliśmy z sądu. Wziąłem Mercy na ręce i zakręciłem.
- Zadowolony ? - Summer i Harry stanęli obok nas trzymając się za ręce.
- Jak cholera. A ty i tak masz wpierdol.
- Jedziemy po wasze rzeczy, a potem do domu. - Hazz poprowadził nas do auta.
- Do jakiego domu?
- Naszego. Obiecaliśmy Darcy, że przywieziemy wujcia. - moje kochane dziecko.
- Aaa, chyba że tak.
- Chodźcie. - wsiedliśmy do samochodu. Nie mogłem się doczekać, aby małą zobaczyć. Moja kruszynka. Pocałowałem Mercy w policzek. Ciągle się uśmiechałem. Byłem kurwa wolny. Zaczynamy z Mercy nowe życie. Gdy byliśmy u Hazzy bawiłem się z Darcy. Wymęczyła mnie. Dwulatka, a ma power jak diabli. Raz jest tu, raz tam. No i włazi na te schody. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Uznałem, że dostanę skrętu szyi. W końcu zasnęła na dywanie. Wziąłem mojego aniołka na ręce i usiadłem na kanapie. Przytuliłem ją i pocałowałem w czoło. Stęskniłem się za tym maleństwem. - Wujcio.. - mruknęła przez sen i mocniej się przytuliła. Summer obserwowała nas z uśmiechem. Moją uwagę przykuła czerwona plama na jasnej kanapie. Harry podążył za moim wzrokiem i spuścił głowę. Aż tak ją zlał ? Zacisnąłem zęby i nie odezwałem się na ten temat. Mercedes wpatrywała się w Darcy z uśmiechem. Malutka jest śliczna.
- Nie oddam jej przez najbliższe dwie godziny - zastrzegłem. Spojrzałem na Harry'ego. - A nawet przez cały dzień.
- Przypuszczam, że ona Ciebie też nie puści. - Summer przykryła Darcy kocykiem.
- No pewnie.
- Zrobię coś do jedzenia. - Summer zniknęła w kuchni, a Hazz zakrył krew na kanapie jakimś kocem. Mercedes usiadła obok mnie. Uśmiechnąłem się do niej.
- Adoptujemy.
- Jeżeli mówisz o mojej córce Louis to lepiej to cofnij. - mruknął Harry obserwując swoje dziecko.
- Nie no stary. Nie mówię o Darcy. 
- Mogę ją potrzymać ? - spytała cicho Mercy. Podałem jej Darcy. Dziewczynka wtuliła się w jej włosy i coś mruczała przez sen. Bardzo słodko wyglądały. Zrobiłem im zdjęcie. Summer przyniosła jedzenie. Jezu. Wziąłem Darcy i poszedłem zanieść ją do pokoiku. Stałem nad jej łóżeczkiem.
- Louis chodź. - Summer przyszła za mną. Musiałem spytać o tą krew.
- Co to za plama na kanapie ?
- Umm.. wino. - kłamie.
- Summer?
- Moja krew, a co ma być ?! 
- Nie krzycz, dziecko śpi.
- Chodź tu. - poszliśmy do ich sypialni.
- Wytłumacz tą krew.
- Harry mnie uderzył i to krew z łuku brwiowego.
- Za dużo krwi z łuku brwiowego. Summer ja byłem śledczym. Nie rób ze mnie idioty. - Odchyliła koszulkę i pokazała mi bliznę na plecach.
- Rzucił mną o szklany stolik.
- Nie no zajebiście. - zbiegłem na dół.
- Louis przestań.. - złapała mnie za ramię.
- Puść mnie. Harry chodź tu ! 
Co tu się dzieje ? Kochanie ? - Styles podszedł do nas.
- Mówiłem, że masz wpierdol? Mówiłem. - podwinąłem rękawy koszuli.
- Przestań.. - Mercedes złapała mnie za ręce, a Summi zasłoniła Hazze.
- Poczekaj Summer, bo może zaraz znów wylądujesz na SZKLANYM STOLIKU. Lepiej się odsuń.- Oczy Harry'ego pociemniały.
- Wiesz co teraz zrobię? Najpierw ci wjebię, a potem zaciągnę na leczenie do ośrodka.
- Przestań Louis. - Summer gładziła jego policzki. Głupia. Odsunąłem ją od niego. Mercedes grzecznie przestawiłem obok. Najpierw dostał w brzuch. Uważałem na splot słoneczny, bo mógł mi tu umrzeć. W sumie dostał w twarz pięścią i kilka razy w brzuch,. Potem pociągnąłem go za koszulę i wsadziłem do auta sam do niego wsiadając. Nawet z nim nie dyskutując zawiozłem kretyna do ośrodka. Już prawie tam byliśmy kiedy on zgasił silnik i uderzył mnie mocno w tył głowy. Potem czułem tylko jak przerzuca mnie z siedzenia kierowcy i odjeżdża. Ocknąłem się w jego domu. Głowę miałem na kolanach Mercedes. Summer czyściła rany Harry'ego. I tak tam trafi. Ja się do niego nie odzywałem, ale jedno było pewne. Pójdzie na leczenie. Wstałem i wyszedłem zapalić. Ona jest tak głupia czy tylko taką udaję? Harry mógłby ją zabić, a ona mu buty wycałuje.
- Louis. - usiadła obok mnie. - Ty tego nie rozumiesz. To moja wina.
- Zamknij się. To jego wina.
- Ja go sprowokowałam. To ja jestem winna. - pod dom przyjechał znajomy mi samochód .
- Louis ! - Nialler się na mnie rzucił. Dosłownie. 
Odepchnąłem go. 
- Posłuchaj mnie dziecko. - spojrzałem na Summer. - Prowokacja a czyn to co innego. Jest debilem i cię bije a ty jesteś na każde zawołanie. Jak masz dalej się tłumaczyć jako winna to się nie odzywaj. Cześć Niall - poklepałem go po plecach.
- Zejdź z niej i Hazzy. To Zayn jest tu winny Louis. - jak na zawołanie mulat podjechał pod ich dom. 
- Winny jest Harry. Nie panuje nad sobą.
- Już panuje. Bardzo się zmienił. Chodź lala. - blondyn podniósł ją ze schodków i weszli do domu. Dokończyłem papierosa i do ogrodu wybiegła Darcy. Wziąłem ja na ręce.
- Wujku, a kochas mnie ? - podszedł do nas Malik
- Tak. 
- Cześć Tommo, Darcy. - mała mu nie odpowiedziała. Dziwne. 
- Cześć. - odpowiedziałem. - Przywitaj się z Zaynem.
- Tatuś nie pozwala.. - szepnęła mi na ucho.
- Przywitaj się. Przecież tatuś cię nie uderzy.
- Ale będzie zły.. tatuś mnie nie bije. Kocha mnie i mamusię.
- Nie wątpię. To tylko pomachaj. Bądź grzeczna.
- Louis. - Summer podbiegła i zabrała mi Darcy. - Mała powiedziała, że tatuś jej zabronił. Nie zrozumiałeś ?!
- Pojebało was do końca. - wziąłem małą i posadziłem na huśtawce. Jedno gorsze od drugiego.
- Cześć Summer.
- Uważaj bo ci odpowie. Mąż jej zabronił. - powiedziałem tonem Stylesa.
- Cześć Zayn. - włożyła w to chyba cały jad jaki w sobie miała.
- Chowaj się bo nas pobije.
- O co ci chodzi? - spytał ją.
- Dobrze wiesz. To przez Ciebie mnie pobił. To Ty dałeś mi narkotyki w piciu.
- Właśnie. Pobił cię. Udowodniłem tylko, że nie miał prawa.- o tak mam sojusznika. Nie wyobrażam sobie abym mógł kiedykolwiek Mercy coś nakazać czy zarządzić. Mogę doradzić lub namówić, ale nie zmuszać. No i na pewno jej nie grozić. 
- Prawie rozwaliłeś moje małżeństwo Zayn. - wzięła Darcy i poszła do domu. Styles już stał na górze schodów. Podeszła do niego. Przyciągnął ją i pocałował w czoło, a potem wziął Darcy i weszli do domu.
- Nie przejmuj się. Chociaż to było chamskie.
- To trwa już kilka tygodni. Tylko Liam ze mną gada.
- No i ja.
- Taa.. Chodźmy tam. - Weszliśmy do środka. Niallowi i jemu przedstawiłem Mercedes. Styles trzymał za rączki Darcy stojącą na jego stopach. Usiadłem obok Mercy i objąłem ją ramieniem.
- Możemy już iść? Zmęczony jestem. - spytałem ją cicho.
- Dokąd iść ?
- Nie martw się oto. Mam dom.
- Więc chodźmy.  - Pożegnałem się z każdym po kolei. Podrzuciłem Darcy do góry i pocałowałem w nosek.
- Nie ma za co Louis. - powiedziała sarkastycznie Summer. Pocałowałem jej policzek i szepnąłem do ucha. - ty wiesz że dziękuję. Jak się coś stanie to mów. A ty słodziaku śliczna jak mamusia. - Sunny uśmiechnęła się i wzięła Darcy. Podała mi kluczyki.od auta. - Stoi na podjeździe.
- Moje auto! - wyleciałem z domu. - moje kochanie- przytuliłem się do maski.
- Wujcio wlóć ! - mała płakała na rękach Summi. Matko ją chcę spać. Łeb mnie boli, przez jej popierdolonego ojca ale jej nie odmowie. Wróciłem do niej. - Przyjadę jutro.
- Obiecas ?
- A czy ja kiedyś okłamałem moją królewnę?
- Nie. Papa wujcio ! - pomachała mi i weszła na ręce Stylesowi. 
- Papa skarbie. - zaśmiałem się i wziąłem za rękę Mercedes. Poszliśmy do mojego samochodu. Mój skarb.
- Ładne auto..
- Piękne. Cudowne. Idealne.
- Zaczynam być zazdrosna. - zaśmiała się.  Pocałowałem ją długo w usta.
- Więcej uczucia włożyłeś w tulenie maski. - znów się śmiała.
- No bo tęskniłem za juniorem.
- Rozumiem.. - odpaliłem silnik i ruszyłem w stronę mojego domu. Był dość duży z mega ogrodem. Muszę mieć gdzie grać w piłkę. Kiedy tylko wjechaliśmy na posesje opadła jej szczęka.  - Jak ci się nie podoba to wiesz możemy kupić inny.
- Jest.. whow..
- Chodź- wziąłem ją za rękę i poszliśmy do środka. Rozglądała się zaciekawiona. Summer musiała tutaj posprzątać. Pokazałem jej wszystko. Cztery sypialnie, biuro, siłownia, basen, muzyczny, kuchnia i kilka łazienek. Jadalnia i salon.
- Whow.. ten dom jest taki wielki.. - trzymała moją rękę.
- Błagam chodźmy spać. 
- Ja.. chciałabym wziąć prysznic..
- Jasne. Wybierz sobie łazienkę. 
- Wszystko jedno chcę tylko się umyć.
- No to mówię że wybierz. - dałem jej piżamę. Summer to kupiła.  Poszła do pierwszej, którą spotkała. Jest jakaś dziwna. Ja poszedłem do kuchni. Wziąłem butelkę wody i położyłem się w salonie na sofie. Zamknąłem oczy. Niedługo później poczułem czyjąś obecność. Otworzyłem jedno oko. Mercy stała przygryzając wargę.
- Co kochanie?
- Już. - bujała się na stopach. Wstałem i zaprowadziłem ją do jednej z sypialni. Czemu jest taka dziwna ?
- No co jest?
- Nic.. źle się tutaj czuję
- Tutaj nie mieszkała Eleanor.
- Nie o to chodzi. Nie czuje się jak w domu.. przepraszam..

26 kwietnia 2014

Rozdział 14

- Nie ty chyba sobie żartujesz.
- Chciałbym. Summer załatwiła z dyrektorką to, że Mercedes będzie z Tobą.
- Po co mi ta dzi ...El tu?
- Zabiła dziecko..
- SŁUCHAM?!
- Twoje dziecko..
- Jakie kurwa dziecko? Ja dziecka nie miałem.
- Louis zaraz po tym ja od niej odszedłeś trafiłeś tutaj. Nic Ci nie powiedziałem, bo ona mnie błagała, żebym tego nie robił. Zamordowała je..
- Harry, ja z nią nie sypiałem więc to nie moje dziecko ale to co zrobiła...Jezu.
- Powiedziała mi, że był Twoim synem.
- Ona dużo rzeczy mówi. - mruknąłem. - Boże własne dziecko zabić.
- Zabierz Mercedes do siebie. Ona zaraz tu będzie. - Zabraliśmy się za przenoszenie jej rzeczy. Ledwo skończyliśmy kiedy zostaliśmy zamknięci. Wszystkie cele zostały.
- Tylko spokojnie.. - mruknął Harry. Wieczorem pojawiła się El. Nawet nie patrzyłem na nią. Przytulałem Mercy,która była odwrócona do ściany.
- Louis to Ty ? - usłyszałem ten głos.. Ten pierdolony głos. Nie odwróciłem się. Będę sukę ignorować.
- Spójrz na mnie. - Nie spojrzałem. Całowałem Mercedes we włosy. Zasypiała.
- Spójrz, bo ona ucierpi. - Tego już za wiele.
- Zaraz ty ucierpisz. - wstałem, gdy mała spala. No złapałem ją przez kraty za włosy. Kurwa.. ale się zmieniła. Jęknęła z bólu. Byłem bliski, żeby przypierdolić jej głową o te kraty. 
- Zrobiłam to, żeby być blisko Ciebie.. - już chciałem jej pierdolnąć, ale przypomniałem sobie, że grozi mi izolatka, a Mercy z nią nie zostawię. Nie słuchałem jej. Ona jest chora psychicznie. Postaram się, aby to sprawdzili.
- Przepraszam.. - uwolniła się z mojego uścisku i położyła na łóżku. Odsunąłem je z daleka ode mnie i Mercy. Z powrotem objąłem moją królewnę. Gładziłem ją po ramionach. Nie pozwolę jej skrzywdzić.
- Louis ? - szepnęła cicho Mercy. 
- Śpij.
- Zimno mi.. - przysunęła się bliżej mnie. Okryłem ją kocami.
- Boje się jej.. - szepnęła cicho.
- Ciii.
- Obronisz mnie ?
- Zawsze. - cmoknęła mnie szybko w usta i znów się położyła. Przez całą noc nie spałem. Chciałem wyjść stąd jak najszybciej. Mercy wstała niedługo przed śniadaniem. Rzuciłem Eleanor ukradkowe spojrzenie. Wcześniej była u niej Summer. W końcu.. przyjaźniły się. Chociaż dla mnie to nienormalne. Ona jest pojebana. Poszliśmy na stołówkę. Trzymałem mocno rękę Mercy. Każ mi a ja i tak nie puszczę. 
- Louis, a zjesz ? 
- No. - pocałowała mnie krótko i uśmiechnęła się. Usiedliśmy przy stole. Mercedes poszła po jedzenie, a ja obserwowałem Eleanor. Wbijała tępy wzrok w ścianę.
 - Smacznego Lou.. - podała mi moje jedzenie.
- Ow...no dobra. - Uśmiechnęła się i zajęła swoim posiłkiem. Od kiedy jest tutaj El jest dla mnie jakaś zimna. Może w ogóle ograniczymy się do" tak, nie, dzięki"
- Louis jaki apetyt. - Harry stanął przy naszym stoliku.
- Zaraz ta papka wyląduje na twoim ubraniu. - Zaśmiał się i odszedł. Jak tylko stąd wyjdę to mu przyjebie.
- Debil - wywróciłem oczami.
- Martwi się. - powiedziała cicho i wzięła do rąk kubek z herbatą.
- A ty o co zła chodzisz?
- Nie jestem zła.
- Smutna, nie wiem ? 
- Boje się jej..
- Przestań, nic ci nie zrobi. Obiecuje.
- Boje się, że ona mi Cie zabierze.
- Oto się nie bój. Zamordowała własne dziecko.
- Ale suka.
- Zgodzę się z tobą.
- Mam ochotę jej przyjebać.
- Ty siedź i nic nie rób.
- A niby czemu ? Ty możesz wszystkich bić, a ja nie ?
- Bo ty... no weź.
- No co ?
- Po prostu nie.
- Martwisz się ?
- Tak. - Uśmiechnęła się i pocałowała mnie krótko. Oddałem pocałunek z przyjemnością. Jej drobna dłoń zacisnęła się na moim udzie.
- Chodź, wracamy.
- Dobrze. - Wziąłem ją za rękę i wróciliśmy do celi. Idąc obok Harry'ego zastanawiałem się czy już mu nie przypierdolić. Nazbiera mu się w końcu. Zaprowadziłem Mercedes do celi i położyłem się na pryczy, a ona zaparzała sobie coś do picia. - Chcę stąd wyjść.
- Ja też.
- Harry !
- No ? - stanął przy kratach.
- Kiedy wcielisz swój plan ?
- Nie mój plan. To plan Summi. Wasi prawnicy szykują się do rozprawy, która jest za tydzień.
- Aa rozumiem. Wszystko pojmuję.
- Summer jest lepsza niż sądziłem. Ja chciałem Was wyciągnąć, a ona Was uniewinni.
Kochana Sunny. Aaa wamp przyszedł. Bu! - zobaczyłem Eleanor w swojej celi. Upiorna.
- Daj sobie spokój Louis. Ona wystarczająco cierpi. - warknął na mnie Harry.
- Ona cierpi? Jak ona cierpi to ja noszę habit. Jest niezrównoważona psychicznie, a gdyby tak z rozpaczy zabiła ci Darcy ?
- Przestań tak mówić Tomlinson. - warknął na mnie i odszedł.
- Będę sobie mówił co będę chciał. W najgorszym wypadku zacznę śpiewać. Czemu by nie.- powiedziałem chyba do siebie. To co zobaczyłem chwilę później przyprawiło mnie o mdłości. Mercedes podała Eleanor kubek z gorącym napojem.
- Błagam wiadro będę rzygać.  - El wróciła na swoje łóżko, a Mercy usiadła na swoim.
- Co ty odwalasz? Dokarmiasz pojebanych? No chyba że jej coś tam dosypałaś.
- Nic jej nie dosypałam. Po prostu mi jej szkoda.
- Niby czemu ?!
- Widziałeś jej ręce ?! Są całe pocięte !
- Dziecko. Zabiła dziecko. Dziecko jest bezbronne.
- Nigdy tego nie zrozumiesz. Jesteś zbyt ograniczony.
- To ty nie zrozumiesz. Dla takiego człowieka nie ma litości. Niech się tnie. Jej sprawa. I tak nie pozbędzie się wyrzutów sumienia bo zabiła WŁASNE DZIECKO. Pod sercem nosisz je 9 miesięcy a potem Kurwa zajebiesz nożem .
- Masz rację. Nie rozumiem bo nie mogę mieć dzieci.- ale dojebałeś Tommo.
- Faktycznie masz porównanie. Tym bardziej. Ona może a co zrobiła?
- To co uważała za słuszne.
- To dziecko zrujnowało nas Louis. Dlatego to zrobiłam. - zignorowałem Eleanor. 

- Czy ty słyszysz co ty mówisz? - popatrzyłem na Mercy. - Rozum ci odjelo?! Jak można.powiedzieć że zabixie bezbronnego dziecka jest według kogoś.słuszne. ona ma nasrane w głowie i pierdoli. Nigdy więcej jej nie broń. Nie zasługuje na to. - wstałem z łóżka. Harry otworzył mi cele. Mercedes zwinęła się w kłębek na łóżku i pewnie rozpłakała. Nie miałem siły. Chciałem ją pocieszyć, ale byłem za bardzo wkurwiony. Wyszedłem z Harrym na spacerniak.
- Co z Tobą Louis ?!
- Ze mną? To wy współczujecie tej suce.
- Jest chora psychicznie.
- Wiem.
- To nie jest powód do żartów.
- Ani do współczucia. - Wywrócił oczami, ale nic nie powiedział. Poszedłem do krzaków i pochyliłem się.
- Co ty robisz idioto ?
- Rzygam kretynie.
- Jesteś głupi.
- Powiedziałeś ty.
- Ja. 
- Jeszcze głupszy. 
- Od Ciebie ? Nie da się. Mercedes dowie się, że wyrzygałeś obiad.
- Coś mi winien jesteś.
- Niby co ? 
- Co wczoraj chciałeś zrobić ? 
- Wyciągam Cie z więzienia pajacu. Powinno wystarczyć.
- Sam mnie tu wpakowałeś baranie.
- Dlatego teraz Cie wyciągam. Doceń też to, że ryzykuję bezpieczeństwo Summi.
- Którą zdradziłeś i pobiłeś.
- Skończ już z tym. 
- Nie mów jej. 
- Niby czemu ? 
- Proszę. 
- Czemu ją okłamujesz ? 
- Nie okłamuję. Nie mówię. 
- Bo ? czemu nie doceniasz tego jak ona się martwi ?
- Doceniam. Popatrz na mnie, potem na siebie i poznasz odpowiedź. Jestem gruby.
- Ty ? Jesteś chyba nienormalny. Jesteś chudszy ode mnie
- Gdzie ? 
- Wszędzie.
- Ty jesteś chudy.
- Powiedziałem Ci coś. Wyjdziesz stąd, zaczniemy chodzić na siłownię.
- Ja chcę schudnąć a nie zrobić rzeźbę.
- Louis jeżeli nie będziesz jadł to cie stąd nie wyciągniemy.
- No ale..
- Ale co ? 
- No dobra. 
- Wracaj do celi. - zaprowadził mnie tam.
- Jeszcze się nie na wdychałem.
- Trudno. Dyrka się przysapie.
 - Dobra. - zamknął nas. Mercy nadal leżała na łóżku. Usiadłem i pogłaskałem jej włosy. Spojrzała na mnie zapłakana.
- Już cii...
- Jesteś taki nieczuły.
- Dla niej tak.
- Dla mnie też.
- Zdenerwowałem się, że popierasz to co robi. Gdybyś urodziła dziecko, potrafiłabyś je zabić?
- Przestań tak do mnie mówić ! Dobrze wiesz, że nie mogę ich mieć ! Po co cały czas przypominasz !
- Zobaczymy..
- Nikomu nie pozwolę się dotknąć. Nigdy.
- Wiem, wiem. Ale nie o tym myślałem. - zwinęła się w kłębek.
- To nie wyjdzie.. - powiedziała cicho.
- Co nie wyjdzie ? 
- My..

20 kwietnia 2014

Rozdział 13

 - Nie, a Tobie ?
- Nie.. Wiek to tylko liczba.
- No tak.
- Lubisz Summer no nie ?
- Lubię. 
- Ale mnie lubisz bardziej  ? 
- Ciebie kocham - uniosła się na łokciach i pocałowała mnie długo. Oddałem ten pocałunek przytrzymując jej biodra. Położyła się na mnie nadal mnie całując. Głupie więzienie. Ruchy jej bioder mnie pobudzały
Muszę to przerwać..Musiałem. Ale nie umiałem się tak odsunąć. Na szczęście uratowali mnie więźniowie, którzy wracali do cel. Harry otworzył celę i kazał mi wrócić do mojej. Kocham go.
 - Pa kochanie. - wyszedłem. - Ciasno mi w kombinezonie. Kurwa. Położyłem się pod kocem i go rozpiąłem. Chyba już mi lepiej. Spojrzałem w lewo i znów mi gorzej. Mercy miała opuszczony kombinezon do połowy. Jej piersi ukryte były pod koronkowym stanikiem. Matko. Założyła na siebie koszulkę z krótkim rękawem i legginsy, a kombinezon rzuciła w róg pokoju. Fuck. - Robisz wszystko aby doprowadzić mnie do szału.
- Ja ? Po prostu mi za gorąco..
- Mi się też zrobiło są efekty..- Uśmiechnęła się, a na jej policzkach pokazał się pokaźny rumieniec.- No właśnie.
- Przepraszam.. - dopiero w tym ubraniu zobaczyłem wszystkie walory jej ciała. 
- Jasnee - lustrowałem jej ciało.
- Przestań tak na mnie patrzeć Louis..
- Nie mogę. Harry!
- Co ? - mój przyjaciel stanął przy kratach
- Załatwisz mi izolatkę ?
- Nie. Pojebało Cie ?! Po co ?!
- Dlaczego nie?
- Wszystkie są zajęte.
- Ughh.
- Chcesz.. pobyć.. sam ? - zapytał ukrywając rozbawienie.
- Chcę. 
- Chodź.. - otworzył moją celę. 
- No przecież nie masz izolatki. 
- Ty się o to nie martw. Chodź. - zaprowadził mnie do łazienki. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Tak...nareszcie sam a nie z facetami obok. Ciepła woda rozładowała moje ciało i problem znikł.
- Louis ? - wlazł mi do łazienki. Już po spokoju.
- Czego ? 
- Zostawię Ci tu moją czarną bokserkę i zwykle spodnie. Jest gorąco, dyrektorka pozwoliła.
- Jasne. - przetarłem oczy, które drażniła woda. - Dzięki.
- Spoko. - wyszedł odkładając to przy drzwiach. Wyszedłem spod prysznica i ubrałem się. Jak wygodnie.. moje piękne tatuaże. Trzeba by się ogolić. Po 15 minutach nie było śladu po zaroście. Wyszedłem.
- Summi. - pogłaskałem ją po posiniaczonym policzku. Źle ją traktował, ale to jest taki osioł co nic do niego nie dociera. Płakała. Widać po oczach.
- Pogadam z nim.
- Powiedział, że chce rozwodu i .. i że zabierze mi dziecko.. - rozpłakała się już na dobre. Przytuliłem ją do siebie. No kurwa co za kretyn. Zacząłem ją uspokajać a gdy zobaczyłem Harry'ego nachyliłem się do jej ucha. - Idź do Mercy i siedź z nią chwilę. Zaraz przyjdę tylko z nim porozmawiam. - szepnąłem. Odeszła.
- Pan pozwoli - złapałem go za ramię i pociągnąłem do pustej celi. Takiej z zamykanymi drzwiami.
- Co Ty odpierdalasz Tommo. ?
- Patrz chciałem ci zadać to samo pytanie. Na łeb upadłeś czy coś ci się w główce uroiło?!
- O czym ty mówisz Louis ?!
- Ty poważnie chcesz ją zostawić? - spytałem spokojnie. Założyłem ręce na klatkę.
- Uderzyła dziecko. Myślę przede wszystkim o Darcy.
- Uderzyła. Ale to był klaps do cholery! Ile ty razy po dupie dostałeś jak mały byłeś ? To nawet nie boli.
- Mojego dziecka nikt bił nie będzie.
- Waszego Styles. Urodziła ci ją i teraz ją zostawić chcesz jak śmiecia.
- Widziałeś co ja jej zrobiłem ?! - ukrył twarz w dłoniach. Tu Cie mam Styles.
Westchnąłem. No i teraz wychodzi na to że chce chronić je obie. - Posłuchaj. Nie panujesz nad sobą. Uderzyłeś nie raz Summer z Darcy może być tak samo. Wystarczy że Darcy trochę urośnie i cię zdenerwuje. Musisz to leczyć. 
- Zdradziłem ją, pobiłem. Ona wszystko mi wybacza. Ciągle mówi, że mnie kocha. Wolałbym, żeby mi wygarnęła, uderzyła mnie. Kara mnie w najgorszy sposób. Jak dowiedziała się o zdradzie nie odzywała się do mnie tak samo jak po pobiciu. Docisnąłem go do ściany tak wkurwiony ale tak wkurwiony że oczy to mi.na pewno pociemniały.
- JAK MOŻESZ BYĆ TAKIM IDIOTĄ?! Jak możesz ją tak traktować Harry? Miłość nie jest na papierze i w łóżku do cholery!
- Louis ? Harry ? Przestańcie. - zapłakana Sunny weszła do celi.
- Cicho. - byłem o krok od tego abym mu wpierdolił. - Po pierwsze kobietę się szanuje, po drugie się jej nie bije, nie zdradza, i traktuje jak księżniczkę nie tylko pieniędzmi. One miłości nie kupią. Gdzie? Nie skończyłem. - mocniej go przytrzymałem. - Naucz się tych zasad Harry zanim wszystko stracisz. - Spojrzał na Summer oczami pełnymi łez. Tego teatru oglądał nie będę. - wyszedłem trzaskając drzwiami i ruszyłem do celi.
- Hej - usiadłem obok Mercy. - Co tam kochanie? - mój ton od razu się zmienił. Objąłem ramieniem dziewczynę i pocałowałem zachłannie w usta.
- Ona jest bardzo miła.. Ładnie wyglądasz bez zarostu.. - powiedziała cichutko. Ciągle jest taka wstydliwa. Pociągam zębami za jej wargę i uśmiecham się.
- A u Ciebie co ?
- Odreagowałem. - wziąłem ją na kolana.
- A Harry i Summer ?- patrzyła mi głęboko w oczy.
- Są zamknięci w jednym pomieszczeniu. Ups.
- Czemu on jej to zrobił ?
- A czemu  dzieci w Afryce głodują? Nie wiem.
- Mam ochotę upierdolić mu jaja.. - wplotła palce w moje wilgotne włosy.
- Oj proszę nie powtarzajmy historii - uśmiechnąłem się całując jej nosek.
- Przecież tylko żartuję Louis.. - gładziła moje policzki.
- No wiem wiem - ciągle się uśmiechałem. Kurwa co ja ćpiem że się jaram? - pomyślałem. 
- Louis. - Summi stanęła w drzwiach celi. Miała dziwnie czerwone usta.
- Co? - Wstałem. - Coś nie tak?
- Dziękuję.. - przytuliła się do mnie.
- Za co bo nie wiem?
- Uratowałeś moje małżeństwo..
- Poważnie ? 
- Tak.
- Bardzo się cieszę. Ale idźcie na jakąś terapię.
- I co powiemy Lou ? Naszym problemem jest gang ?
- Nie o tym mowie. Chodzi mi o leczenie.
On się nigdy nie zgodzi.
- Zgodzi. Jakiś warunek mu postaw.
Wyrządził ci krzywdę.
- Ja jemu też Louis.
- Ale nie aż taką. Kurwa no bo w końcu ja wam to dziecko zabiorę. On nad sobą nie panuje.
- Pobił mnie bo pocałowałam Zayna.
- Robi się coraz ciekawiej...Ale to nie zmienia faktu, że nie miał prawa. To przykład tego że nie panuje nad agresja.- od dzisiaj będę robił za psychologa. A niedawno robiłem za psychola. Zabawnie. Pokręciła głową i wyszła. Usiadłem znów obok Mercy. Z powrotem zaczęliśmy się całować i przysięgam że jak ktoś nam.przerwie to ughhh ..
- Louis.. zaparzę Ci mięty..
- Ja nie chcę.
- Czemu ? Będzie Ci lepiej przy jedzeniu.
- Nie mów o jedzeniu.
- Wybacz.
- Spokojnie.
- Kiedy zacząłeś chorować Lou ?
- Nie wiem. Jak odszedłem od Eleanor. 
- Co byś zrobił jak ona chciałaby do Ciebie wrócić ?
- Nic. Co mnie obchodzi co ona chce? Ja chcę gwiazdkę z nieba. - Miała dziwną minę. Jakby.. złościła się o coś.
 - No co ?!
- Prawdziwy mężczyzna to taki, który szanuje swoją byłą dziewczynę. - odpowiedziała chłodno.
- Jasne. - prycham. - A czy ja jej nie szanuje? Nie obrażam jej. Tylko ona mnie obecnie obchodzi tyle co Thomas z mojej celi.
- Gdyby umarła to pewnie nawet by Cie to nie ruszyło.
- Na pogrzeb bym poszedł.
- Whow.
- Przestań. Nie jest po prostu dla mnie ważna.
- Ja też nie będę jak się pokłócimy ?! - jebana, kobieca logika.
- Nie. Ty będziesz bo cię kocham - tłumaczyłem jej łopatologicznie.
- Mhm. 
- Miaucz dalej. 
- Idź już lepiej do swojej celi Louis. 
- Zaraz pójdę. Jaka jest różnica między tobą a Elką? Na tobie mi zależy bo cię kocham.
- Dobrze. - Zacząłem ją całować. Najpierw za uchem, potem po szyi, później podbródek i usta. Wsunąłem ręce pod jej koszulkę. Nie do końca to przemyślałem. Cofnąłem je gdy się spięła. Musiałem pamiętać o jej przeszłości.
- Panno Parker. - jedna ze strażniczek stanęła w drzwiach - Będzie pani miała koleżankę w celi.
- Coo? - jęknąłem razem z nią. - Błagam niech ona pójdzie do mojej celi. - Nad jej ramieniem zobaczyłem głowę Harry'ego. Usta miał zaciśnięte w cienką linię. Wstałem i podszedłem do niego .- Co jest znowu? Dopiero ci małżeństwo ratowałem, a ty się odwdzięczyć nie możesz ?
- Louis. Mamy. Problem. Zabierz. Mercedes. Do. Swojej. Celi. I. Nie. Zostawiaj. Jej. Samej. Nawet. Na. Chwilę. - Spiąłem się zdenerwowany. Za dużo jak na jeden dzień. - Co jest? - spytałem patrząc ciągle na dziewczynę.
- Eleanor tutaj trafi.


Czytasz = komentuj 

13 kwietnia 2014

Rozdział 12

- Zajebiście. Ten debil to właśnie Harry. Nic ci nie jest ? 
- Nic mi nie jest. - wyczyściła kombinezon i usiadła na łóżku. Usiadłem przy niej. 
- Przepraszam mała.
- Za co ?
- Za te wszystkie sceny - otarłem krew.
- Mówiłam Ci, że musisz się uspokoić..
- Ja jestem nerwowy? To popatrz na niego.
- Gdyby on mną tak rzucił to też byś się zdenerwował..
- Tak to tak. Tylko że jego denerwuje wszystko. Najgorzej jest jak Summer chce gdzieś wyjść i zrobi to bez jego wiedzy. Albo podejmie sama decyzję.
- Martwi się o nią i ją kocha.
- Ja ciebie też kocham i się martwię tylko Harry ma jeden problem. Jest kontrolerem.
- Chyba przesadzasz..
- Znam go za długo aby przesadzać. On musi wszystko wiedzieć, skontrolować, zadecydować. - Przytuliła się do mnie i zamknęła oczy. Pocałowałem ją we włosy. Jezu.. Siedzimy w więzieniu, a ona tak pięknie pachnie.
- Mercy śpisz ? - Summer stanęła przy kratach nie zwracając na mnie uwagi.
- Nie.
- Mam coś dla Ciebie. - Podałem jej pudełko farby od Summer i znów przytuliłem
Mercy podziękowała. Summer spojrzała na mnie z taką dziwną emocją i przygryzła wargę. 
- No co? Przepraszam. Masz mokrą chusteczkę?- czułem że mam rozciętą wargę no i krew czasem płynęła .Weszła do celi z apteczką i delikatnie opatrzyła moją twarz. Zobaczyłem na jej policzku siniaka. Ukrytego pod makijażem, ale nadal widocznego..
- Kurwa...To ja?
- Nie. - odpowiedziała szybko.
- Co ci się stało?- posadziłem ją po swojej drugiej stronie.
- Załatwiałam Mercedes dowody na to, że jest niewinna i troszeczkę za daleko się z Zaynem wypuściliśmy. Dostaliśmy wpierdol.
- Przykro mi. Ale już myślałem że to Styles. - Zaśmiała się i odgarnęła włosy z lewej strony twarzy. To się kurwa nazywa siniak..
- To Harry.
- ON CIĘ UDERZYŁ?
- Ta. 
- Wybacz Summer, ale przy najbliższej okazji dostanie wpierdol.
- To była moja wina.. Sprowokowałam go. Uderzyłam Darcy.. - spuściła głowę.
- Co...- zabrakło mi powietrza. - Słucham?
- Muszę iść..
- Siedź. - warknąłem. - Jak to ją uderzyłaś ? Przecież Darcy to wasza córka. Nie możesz..
- Byłam.. Boże powiem Ci, ale nie mów Harry'emu bo on mnie zostawi..
- Byłaś naćpana.
- Tak..
- Zwariowałaś?! Jasne że mu powiem bo to jest kurwa PROBLEM. - Po policzkach Summer spłynęły łzy, a Mercy zbeształa mnie wzrokiem.
- Louis oszalełeś ?! Nie widzisz, że jest jej ciężko ? - wstała i przytuliła Sunny.
- Nie oto chodzi. Siadaj - znów je miałem po obu stronach. Obie obejmowalem. - Ty cichaj,.a ty słuchaj. To się leczy. Raz w to wejdziesz, a się uzależnisz. Możesz skrzywdzić Darcy to po pierwsze i niszczysz siebie to po drugie.
- Ja.. To było tylko raz.. więcej tego nie zrobię.. Po tym jak uderzyłam Darcy.. ale Harry nie może się dowiedzieć.. On mnie znienawidzi i zostawi !
-  Dobrze, le jeśli znów weźmiesz o wszystkim się dowie. Wtedy stracisz Darcy. Czy to jest dla ciebie odpowiednia motywacja?
- Umm.. tak. Powinniście iść na obiad. 
- Błagam nie - schowałem twarz we włosach Mercy. - Z jeden strony laska, z drugiej strony laska. Ale się prowadzę - zaśmialiśmy się we trójkę.
- Louis idź na obiad i go zjedz, a potem nie wyrzygaj. Proszę. - Summer wstała i razem z Mercy wyszły z celi.
- Mowy nie ma. - położyłem się na łóżku dziewczyny i patrzyłem w sufit. Zorientowałem się, że wzięły farbę. Matko wróci niebieska.
- Chciałam to załatwić po dobroci. - powiedziała cicho Summer, a po chwili zleciałem z łóżka. Harry złapał mnie za fraki i praktycznie zaciągnął na stołówkę. Stał nade mną jak ojciec chrzestny i pilnował czy jem.
- Mam pytanie. Co ty tu właściwie robisz? - odwróciłem jego uwagę.
- Cały czas widzę co robisz. A jak myślisz ? Pilnuję Summer.
- A twoja pierworodna?
- Jest u mojej mamy.
- Chyba że tak. Myślisz o synu?
- Myślę o rozwodzie.
- Co ty pierdolisz?
- Jedz Louis.
- Odpowiedz. Niby dlaczego ? 
- Uderzyła Darcy.
- Wiem. A ty uderzyłeś ją nie raz.
- Niby dała jej tylko klapsa, ale... Darcy płakała..
- Harry, poważnie? Dobrze uderzyła Darcy ale to nie jet wielki koniec świata. Okay, co innego gdyby zrobiła Darcy krzywdę.
- Jedz.
- Nudny się robisz. Jem.
Odpieprzył się dopiero kiedy skończyłem posiłek. Wtedy odszedł do Summer. Nie mogę przestać o nich myśleć. Dlaczego ona znów ćpa ? Dlaczego on ją bije ? Boże..
- Obydwoje pomyleni - mruknąłem. Ktoś mnie złapał za ramię. Czego znowu. Ughh odwróciłem się w stronę jakiegoś murzyna. Ej ja mu nic nie zro....dostałem w klatkę a potem w brzuch a potem upadłem. W sekundzie moi przyjaciele znaleźli się przy mnie. Harry obezwładnił go, a Summer podbiegła do mnie.
- Louis słyszysz mnie ? - Chyba nie. Kurwa mać. Splunąłem krwią którą się krztusiłem. Summer posadziła mnie dając mi lepszy dostęp powietrza. Jak dobrze.. Wziąłem głęboki oddech.
- No co ja ci zrobiłem?! Jak już pierdolisz to z powodem! - wybuchnąłem. Nie dobrze mi. Sunny i Mercy zaprowadziły mnie do toalety. Nachyliłem się nad umywalką i płukałem usta. Bleee. Dobra zabijam ale na widok krwi mam odruch wymiotny. Taka wada. Mercy gładziła mnie delikatnie po plecach, a Summer odsunęła mój kombinezon. Spojrzałem na nią jak na idiotkę 
- Hę? - Wsunęła mi za tasiemkę bokserek broń.
- Nie używaj jej. Będzie Ci potrzebna przy wyjściu z więzienia. - mruknęła i zasunęła mój kombinezon. 
 - Dobra. Dzięki. A teraz muszę się odwdzięczyć.
- Czemu ? 
- Bo nie lubię gościa od dzisiaj.
- Harry się nim zajął. Idź do celi i odpocznij.
- Dobra. - Odprowadziła nas i zamknęła w celi Mercedes.
- Fajne - pokazuje na jej włosy.
- Dzięki.. - uśmiechnęła się szeroko. - Położyłem się na łóżku również się uśmiechając. Mdłości przejdźcie.
- Masz.. - Mercy podała mi kubek z czymś parującym w środku. 
- Co to ? 
- Mięta. 
- Aa okay. - usiadłem pijąc miętę. Układała wszystkie te swoje pierdoły na półkach. Też mam w celi czajnik, ale nigdy nie zamierzałem go używać. Leżałem na łóżku z zamkniętymi oczami. W końcu poczułem jak kładzie się obok mnie. Pocałowałem ją we włosy i przytuliłem. - Lepiej się czujesz Lou ?
 - W porządku skarbie.
- Nie wiesz o co mu chodziło ?
- Nie znam człowieka. Ale pewnie chciał mnie wykończyć jak każdy tu. Gliną byłem co się dziwić.
- Naprawdę ?
- Tak. Ile masz lat?
- Ja.. Umm.. a ty ?
- No ile masz? 
- 19, a Ty ? 
- 29..
- 10 lat..
- Tak.
- Przeszkadza Ci to ?


Hejj misiaki ;) Taka mała prośba ode mnie. Jeżeli możecie to sprawdźcie kawałek mojego przyjaciela https://www.youtube.com/watch?v=YUbvF66_DpA i zostawcie na youtube jakiś miły  komentarz ;)  Proszę też o Like jeżeli podoba Wam się nagranie https://www.facebook.com/GibonBSR?ref=hl To dla mnie ważne więc byłabym wdzięczna.;) / H 

8 kwietnia 2014

Rozdział 11

Siedziałem przy niej. Myślami byłem gdzieś daleko. Nawet nie zauważyłem jej zapuchniętych policzków i czerwonych oczu dopóki nie kopnęła mnie przez przypadek w nogę.
- Płaczesz?
- Nie przejmuj się.
- Dlaczego płaczesz?
- Nie będę się użalać. - mruknęła i odsunęła tacę z nietkniętym jedzeniem. Złapałem jej twarz w dłonie.
- Czemu płaczesz ? 
- Bo czuję się taka beznadziejna. 
- Nie jesteś beznadziejna. 
- Nie wiesz jakie to uczucie Lou.. Nie zrozumiesz.. - usiadła przy nas Summer.
- Ale nie jesteś.
- Pani dyrektor chce Was widzieć. Louis Harry powiedział, ze jak nie będziesz jadł to tutaj wpadnie, nakarmi Cie siłą i zaklei Ci usta, żebyś nie mógł zwymiotować, a do tego zakuje Cie w kajdanki na plecach.
- Doprawdy?- mruknąłem.
- Przestań się na mnie złościć Tommo. Nic Ci nie zrobiłam.
- Wiem.
- Wytrzymaj. Jeszcze kilka dni.. - położyła na stoliku zdjęcie i odeszła. Wziąłem je do ręki i spojrzałem na moją chrześnicę Darcy. Niekontrolowanie się uśmiechnąłem. Moja księżniczka. Ciekawy jestem czemu przysłali tutaj Summer, a nie Zayna. On mnie mniej wkurwia. Najmniej. Zaynowi jak coś to zrobił bym coś naprawdę złego. Popatrzyłem na Mercy. Zacząłem bawić się jej włosami. Popatrzyła na mnie zmęczonymi oczami, w których gromadziły się nowe łzy. Wyciągnęła rękę po zdjęcie, które przyciskałem do serca.
- Tylko nie płacz. - ostrzegłem. Podałem jej fotografię. Przygryzła dolną wargę i szybko oddała mi zdjęcie.
- To Twoja córka ? - zapytała cicho
- Powiedzmy. Chrzestna.
- Ładna.. a ty masz dzieci ?
- Z kim? Z CKM-em?
- Przecież miałeś dziewczynę.. chyba Eleanor.
- Oj weź w ogóle mi nic nie mów.
- Przepraszam.. - bawiła się palcami. Wiem, że ona chce wiedzieć, ale boi się zapytać.
- Nie przepraszaj. - odparłem ciągle na nią patrząc. - Co chcesz wiedzieć ?
- Czemu tak jej nienawidzisz ?
- Bo tak. Nie kocham i nie kochałem jej. Coś mnie chyba zaślepiło albo w łeb pierdolnęło. - Nie chciałem wspominać o tym, że uwodziła męża Summer, ale chyba jednak powiedziałem wnioskując po jej minie. - Taka kłamliwa była. Chciała nas wszystkich pokłócić.
- To smutne. Summer wie ?
- Wie.
- Nie wpłynęło to na ich związek ?
- Oni to ..Ciągle się kłócą i godzą.
- A ty jak zareagowałeś ?
- Poszła w cholerę. - Nic nie powiedziała. Była jakaś inna.  - Wiesz ja raczej ciekawego życia nie mam. - Wzruszyła ramionami i zajęła się jedzeniem. - No a teraz milcząca jesteś bo?
- Bo tak.. Zjedz kolację.
- Jak nie powiesz to nie zjem.
- Bo mam zły humor, jest mi smutno i po prostu nie wiem co mam Ci powiedzieć.
- Smutno ci bo?
- Dobrze wiesz.. Zazdrość robi swoje.
- No to nie masz czego nikomu zazdrościć.
- Zazdroszczę Summer jej rodziny.
- Nie zazdrość, będziesz mieć lepszą.
- Bez dzieci. - weszła mi na kolana i mocno się przytuliła. Objąłem ją.
- Coś ci mówiłem już. Zawsze można adoptować .
- Ale to nie jest to samo.
- Praktycznie to samo. Tyle że nie rodzisz.
- Nic nie rozumiesz. - chciała zejść, ale ją przytrzymałem.
- Czego znowu nie rozumiem? Dziecko to dziecko. Kochasz je tak samo.
- Nie ważne.
- No powiedz skarbie .
- Nie. Zjedz.
- Nie, powiedz mi.
- Dopóki nie zjesz to Ci nie powiem.
- Obiecuję, że zjem. Proszę mów.
- Najpierw zjedz. - Za jakie grzechy. Jadłem, ale z trudem. Oni nie widzą jak wyglądam? Przy okazji spotkałem jeszcze pełne zadowolenia spojrzenie Summer. Głupia. Myśli, że boje się Harry'ego. To on powinien się bać mnie. Mercy wróciła do celi, a ja poszedłem do normalnej łazienki.
- Nawet nie próbuj Louis. - Summer. Jęknąłem tylko i spojrzałem na nią.
- Nie mów mi co mam robić. Proszę.
- Wiesz.. w obecnym położeniu to mam takie prawo. Wracaj do celi. - zaraz jej zajebe.
- No chyba mam prawo skorzystać z łazienki tak? Tak. Więc ?
- Doskonale wiem, że chcesz zwymiotować i przyszedłeś tutaj po to, żeby Mercedes nie widziała.
- Boże, może chcę. Muszę. Ty mnie w lustrze nie widzisz.
- Dobrze. Powiem Mercedes. - i już jej nie było. Kurwaaaa. Pobiegłem za nią i złapałem za ramię.
- Nic jej nie powiesz - syknąłem wściekły. - Mieszasz się w coś co cię nie dotyczy. Ja nie jem nie ty.
- Wiem, że jesteś chory, ale tylko się pogrążasz ! Musisz jeść !
- Nie bo jestem gruby!
- Jesteś głupi.
- To przy okazji.
- Tylko stąd wyjdziesz, a Twoja matka już Cie weźmie pod opiekę. Załatwię Ci to.
- Żebym ja ci czegoś nie załatwił Summer.
- Czy Ty próbujesz grozić mojej żonie ? - Styles. Pocałował ją w policzek i zmierzył mnie wzrokiem.
- Od razu niech tu cały gang zleci. Jasne. Pilnuj jej żeby gdzieś NIE POTRZEBNIE nie polazła.
- Louis chciał zwymiotować kolację. - powiedziała i pokazała mi język. Gówniara jedna.
- Summer - warknąłem. Dobra pierdol się jeszcze sobie poradzę. Muszę. 
- Czemu to robisz ? Wiesz jak się o Ciebie martwimy.
- No przecież jem.
- A potem wymiotujesz.
- I nadal źle wyglądam.
- Zacznij jeść. Pójdziemy na siłownię, zrobisz rzeźbę. Pomogę Ci.
- Ty mi się na oczy dzisiaj nie pokazuj. - powiedziałem do Sunny i poszedłem do celi.
- Spoko ! Wpadnę jutro ! Paaa Loooouii ! - teraz to robi wszystko, żeby mnie wkurwić.
- JESZCZE KURWA SŁOWO!
- Debil ! - Gdyby nie Harry to nie wiem. Poszła za mną do celi i zamknęła mnie tam.
- Miłej nocy Boo Bear...- nic mnie tak nie wkurwia jak ta głupia ksywa. 
- Spierdalaj.
- Nie tym tonem Tomlinson. - odeszła. Wreszcie. Jaki spokój. Jak wspaniale. Przysięgam, że jak stąd wyjdę to jej skopię dupę i nawet Styles jej nie uratuje.
- Co jest małe i wkurwiające? Summer- warknąłem i rzuciłem sięna łóżko. Spać ludzie! Chcę spać. O..zasnąłem. Już dawno nie spało mi się tak dobrze. Rano przed śniadaniem poszliśmy z Mercedes do dyrektorki. Summer nas prowadziła. Zastanawiałem się czy jak spadnie że schodów to przeżyje. Można by sprawdzić.
- Summer gdzie Harry ?! - nie odpowiedziała mi. Menda. Pociągnąłem ją za włosy. Uderzyła mnie mocno w twarz co trochę mnie zaskoczyło. Złapałem się za policzek i spojrzałem na nią ze złością.
 - Menda. - warknąłem cicho.
- Ręce przy sobie Louis. - Znów ją pociągnąłem za włosy tylko tym razem nie dałem jej nic zrobić.
- Puść mnie bo załatwię Ci izolatkę. - warknęła na mnie.
- Żebym ja ci szpitala nie załatwił.
- Dawaj. Załatw mi. Może będzie mi lepiej. - wykręciła się jakoś i otworzyła przed nami drzwi do gabinetu.
- Na pewno lepiej niż przy Harrym- dokuczałem jej. Wszedłem z Mercy do środka.
- Siadać ! - dyrektorka chyba nie jest w humorze.. Usiedliśmy, a Mercedes była widocznie przerażona.
- No dobra. O co chodzi?
- Wasi prawnicy oboje tego samego dnia, w tym samym czasie złożyli apelacje do wyroku i mają dowody, które mają Was uniewinnić. Co wy kombinujecie ?!
- Nic? - a ja o tym nie wiedziałem. Styles kocham cię normalnie.
- Panie Tomlinson był pan policjantem. To dziwne.
- Ale ja naprawdę nic o tym nie wiem.
- A ty Mercedes ?
- Nie wiem nic.. 
- Naprawdę nic nie wiemy. - objąłem dziewczynę.
- Dowiem się co robicie ! - wygoniła nas gestem ręki.
Jasne. Ale spięta. - Mercedes spojrzała na Summer i onieśmielona spuściła głowę.
 - W ogóle to cię kocham -pocałowałem ją w usta.
- Ja Ciebie też. - Summer popchnęła mnie w stronę celi. Panna zaczyna mnie wkurwiać. Wykręciłem jej nadgarstek który złapałem. No nie odpuszczę jej. Popchnąłem ją na barierkę schodów na której się oczywiście zatrzymała. Razem z Mercy wszedłem do celi. Na efekty tego co zrobiłem nie musiałem długo czekać. Rozwścieczony Harry wparował do celi Mercedes. Rzucił dziewczynę w kąt, a mnie uderzył z pięści w twarz. 
- Traktujesz tak Summer ?! Świetnie. Zobaczymy kiedy uda Ci się stąd wyjść bo ja Ci już pomagał nie będę!  
- Posłuchaj - złapałem jego ramiona i docisnąłem do ściany. - Sam mnie w to wpakowałeś a ja nie będę Summer powtarzał że ma rączki przy sobie trzymać. Nic się jej nie stało .
- A nie wpadłeś na to, że zachowywała się tak bo w pobliżu byli inni strażnicy i nie chciała wzbudzać podejrzeń ? Jesteś aż taki głupi ?!
- Nic jej nie jest! Wyobraź sobie że ja też udawać muszę. Całować jej po rękach nie mogę
- Z tego też powodu szarpiesz ją za włosy ? Rzucasz nią po barierkach ? Świetna zabawa Louis. Ona mogła spać z tych schodów !
- Nie mogła. - puściłem go i podałem rękę Mercy. Upewniłem się że nic jej nie jest- Nie chcę zabić twojej Summer. 
- Staram Ci się pomóc więc lepiej będzie dla Ciebie jeżeli okażesz Summer szacunek bo to ona natrudziła się z nowym planem. Jeżeli nie chcesz żeby ona - wskazał palcem na Mercedes - ucierpiała to dobrze Ci radzę uspokój się i nie zapominaj o tym, że nie jesteśmy jak inni strażnicy. - wyszedł z celi.