23 lipca 2014

Rozdział 28

- Louuiii - Nialler wlazł do mojego domu.
- Czego dusza potrzebuje ?
- Cześć wujku. - mały James Horan we własnej osobie.
- No hej.
- Zajmiesz się nim ? Ja mam troche rzeczy na głowie, a przecież dziewczyny na aerobik idą.
- Jasne.
- Dzięki bardzo.
- Nie ma sprawy.
- Bądź grzeczny James. A no i Hazz podrzuci Darcey. - uciekł. Kurwa no.
- No to ten... - James jest dzieckiem, któremu nic nie trzeba. Wziął sobie zabawkę i sam się bawił. Tak samo Miki. Poczekamy na Stylesa. Jestem pewny ze tutaj  będę musiał się bardziej postarać. O dziwo nie.
Wziąłem ich do salonu. Rysowaliśmy. Darcy malowała coś ze spuszczoną głową.
- Co jest smyku?
- Nic wujcio. Cemu ?
- Taka smutna jesteś - przytuliłem ja.
- Nie jestem.
- No dobrze.
- Tatuś powiedział, żebym była bardzo grzeczna.
- Jesteś grzeczna.
- No, ale on powiedział, że ty nie jesteś moim tatusiem i, żebym Ci nie przeszkadzała.
- Oj skarbie. Zawsze jesteś grzeczna - Przytuliła się do mnie mocno Pocałowałem ją w czoło.
- Wiesz, że kocham tatka ?
- Wiem.
- Tato. - Mikayla spojrzała na mnie z zazdrością
- Słucham ? - ją też przytuliłem Darcy uciekła do Jamesa. Przyznam, że 4 letnie dzieci w air maxach wyglądają conajmniej głupio. Horan. Kolejny które wychowuje dziecko na pieniądzach . Nie wypowiadam się na ten temat. Pocałowałem córkę w czoło. Mój mały skarb.
- James jest fajny. - szepnęła Miki. Mhm. Jeszcze wojny o Jamesa brakowało.
- Tylko się nie pobicie.
- Czemu Darcy ma wszystko co chce ?
- Bo jest tak wychowywana. Nie zaczynaj takiej rozmowy jakby Ci czegoś brakowało. O cholera - wstałem szybko. Prezenty na święta.
- Co tatusiu ?
- Nie nic.
- Kocham Cie.
- Ja ciebie też. -Pobiegła się bawić Następnego dnia poszliśmy kupować prezenty. Miki nie bardzo wiedziała co się dzieje. Biedactwo pewnie nigdy nie miało prawdziwych świąt
- Będzie choinka. - Powiedziałem.
- A co to ?
- Takie drzewo - pokazałem.
- A. Fajne.
- I prezenty.
- Louis zobacz. - Mercy pokazała mi malutkie air maxy.
- Nie.
- No czemu ? Śliczne są.
- Każdy je ma. Nuda. Idziemy dalej.
- A te ? - pokazała mi Jordany.
- Conversy.
- Jordany.. - zrobiła oczy szczeniaka. w sumie Stylesówna Jordanów nie ma.
- Dlatego ze to święta.
- Kocham Cie.
- Ja ciebie też. -  Moja mała. Zapłaciłem za te kurewsko drogie buty i wyszlismy z centrum. Wszystko mam.
Moje konto maleje. Ech. Wróciliśmy do domu. Miki szybko usnęła, a ja poszedłem na długą kąpiel. Wziąłem telefon później i zadzwoniłem do matki. Powiadomiłem, że będziemy na święta. Ucieszyła się. No to dobrze. Następnego dnia pakowaliśmy się do wyjazdu. Przerwał mi dzwonek do drzwi.
- Tak? - Otworzyłem.
- Wujcio ! - mała Darcy przebrana za śnieżynkę wisiała na rękach Harry'ego.
- Cześć. Wchodźcie. - Jest i Summi grubasek. Weszli do salonu i usiedli.
- Chodź Darcy - wziąłem Darcey i zanioslem do choinki. Kucnąłem biorąc jedno z pudełek.
- A ja mam coś dla wujcia.. - machała słodko nóżkami.
- Co takiego?- zaśmiałem się podając jej zabawki.
- Dziękuję wujcio. Zobac - podbiegła do mnie z pudełkiem. Otworzyłem jej i zobaczyłem misia z jej i moim zdjęciem.
- Jezu jakie śliczne. Dziękuję - podrzuciłem ja.
- Sama wymyśliła. - powiedziała Summer. Grubasek źle wyglada. Mały daje jej pewnie popalić
- To dziecko jest inteligentne, ładne, słodkie i grzeczne po mamie.
- Nastepne jest po Harrym. - mruknęła trzymając się za brzuch.
- To współczuję - pocałowalem jej policzek. Musi wytrzymać. Jest silniejsza niż jakakolwiek laska, którą znam. Stylesom tez dałem prezenty. Oni oczywiście wszystko z rozmachem
- Więcej się nie dało.
- Daj spokój. Stać nas.
- Ehem.
- Jakie plany na Święta ?
- Doncaster- mruknąłem.
- O prosze.. - zaśmiał się.
- Tsaa..
- My Holmes Chapel
- To lepiej.
- Ann zaprasza Was na drugi dzień świąt.
- Jak mnie matka wypuści.
- Powiedz, ze do Ann to puści.
- Dobra. Mercy chodź tu !
- Co tam Lou ? O hej.. - stanęła przy moim boku
- No hej.
- Będziemy się zbierać. Grubasek musi się położyć
- Ojej. Biedna Sunny.
- Nawet mi nie mów Lou. - razem z Harrym odprowadziłem ją do samochodu.
- Trzymajcie się. Jedz ostrożnie.
- Wesołych świąt
- Nawzajem.
- Dzieki. - odjechał. Darcy pomachała mi z tylnego siedzenia. Odwzajemniłem gest. Zabrałem rodzinę do auta.
- Gdzie jedziemy tatuś ?
- Do babci.
- Fajnie. - Uśmiechnąłem się. Ruszyłem do Doncaster. Mercy była taka podekscytowana. Miałem dobry humor. To ich sprawa.
- Tata zobac !
- Co takiego?
- Żyrafa
- Co ?!
- Na rysunku.
- Jezu..
- Co ?
- Nie strasz
- Kocham Cie tatku
- A ja ciebie.
- Nudzę się tatku.
- Zaraz dojedziemy.
- Ok. - Zaparkowałem pod domem w Doncaster. Miki czekała aż wezmę ją na ręce. Weszliśmy do środka.
Od razu zleciały się moje siostry.
- Cześć młode.
- Louis tak dawno Cie nie było ! - Fizzy tuliła się do mnie.
- No trochę. Ale jestem.
- Ciesze się ! Tęskniłam !
- Poznaj Mercedes i Miki.
- Jestem Fizzy.. - Przytuliła się do Mercy.
-Mercy.
- A to na 100% nie jest Twoje dziecko. Ty byś takiego ładnego nie zrobił.
- Dzięki...
- Przecież żartuje. Śliczna jest.
- Ale racje masz.
- Hm ?
- No racje.
- Ale z czym ?
- Z tym pierwszym - wywróciłem oczami.
- To ładnie z Twojej strony. - Poszedłem po prezenty i je przyniosłem. Miki siedziała na kolanach mojej mamy.


Czytasz - komentuj :) 

19 lipca 2014

Rozdział 27

Obudziłem się wtulony w jej włosy. Leżałbym tak ale praca.Po prysznicu zszedłem na dół. Mama karmiła Miki oglądając z nią bajki.
- Cześć dziewczyny - pochyliłem się zakładając buty. Nawet wypastowane. Muszę jakoś wyglądać.
- Synku śniadanie.
- Muszę już iść.
- Jedna kanapka i herbata.
- Dobra.
- Dziękuję. - Zjadłem i poszedłem do pracy. W robocie jak zawsze zapierdol. W końcu jestem tu jedynym pracownikiem. Wróciłem po kasynie do domu. Przepieprzyłem mnóstwo hajsu. Na szczęście nie było już mojej matki.
- Cześć dziewczyny.
- Tatuś ! - Miki podbiegła do mnie i wyciągnęła rączki. Wziąłem ją na ręce i pocałowałem.
- Wujcio. - mhm. Jest i maruda Styles.
- Hej królewno- ech. Podniosłem i drugą. Hmm. Który Styles ? Summer czy Harold ? Wchodze do salonu i niespodzianka. Niall z Jamesem. Sprawie sobie wywieszkę przedszkole. Przyda się. Witam ich.
Nigdzie nie było Mercy.
- Gdzie Mercedes hmm?
- Na aerobiku. Dzisiaj była Twoja kolej na przedszkolankę, ale Cie nie było.
- Wybacz. Pracuję. Aerobiku - prycham.
- Przecież się nie złoszczę. Uwielbiam się z nimi bawić. - Bo macie taki sam poziom inteligencji ? Nie no tego mu nie powiem.
- Niedługo będzie jeszcze jedno. - Miki bawiła się lalkami, a Darcy wisiała mi na szyi. Mały pieszczoch.
- A cieszysz się ze będziesz mieć braciszka?
- Tak. Ale i tak mnie tatuś kocha najbardziej na świecie.
- Oczywiście. - egoistyczne dziecko.
- Tatuś tak mówi.
- Super. - Spojrzała na mnie obrażona i poszła do Nialla. Boże.. co za dziecko.
- Jeszcze w kącie stań.
- Zostaw ją w spokoju Louis. - Niall już ją przytulał i całował. Jasne. Wejdźcie jej bardziej w dupe.
Poszedłem do kuchni. Zrobiłem im jedzenie. Musze sobie syna adoptować. Potrzebuje prawej ręki.
- Gdzie moje ulubione dziecko ? - Harry wszedł do kuchni przez drzwi od garażu.
- Dopieszczane przez Nialla.
- Coś jej powiedziałeś ? Bo dzwoniła do mnie i powiedziała, że wujcio już nie jest wujciem.
- Powiedziałem super.
- Od kiedy masz Miki Darcy dla Ciebie nie istnieje.
- Wcale. - kręcę głową. - W ogóle. Nie przesadzasz? Super. Stylesowna była od zawsze. Rozpieszczona przez każdego. Ja umiem dzielić uwagę na nie dwie. Ale to ona jest zazdrosna. Nie jest przyzwyczajona.
- Wiesz, że mam pieniądze. Darcy ma wszystko czego chce. Była pierwsza, dlatego każdy jest do niej najbardziej przywiązany. Potem był James.
- Nie powinna. Harry. Nie powinna mieć wszystkiego. Chcesz mieć dobrą dziewczynę a nie księżniczkę z bogatego domu traktująca wszystkich z wyższości ą? To rób tak ze dostanie coś za coś.
- Ale ona jest księżniczką z bogatego domu i nie będę skąpił jej pieniędzy bo ktoś ich nie ma. - wzruszył ramionami.
- To się nie zdziw gdy jej koledzy będą samymi sepami. Tak ją wychowasz ze nie odróżni przyjaciela od wroga
- Ty mnie nie ucz jak mam dziecko wychowywać.
- Ja ci tylko mówię jak będzie Harry. To jest najgorszy błąd. Dawać jej wszystko bo ona chce.
- Zobaczymy jak ty swoją wychowasz.
- Na pewno nie dam jej Wszystkiego bo jej się tak podoba.
- No właśnie. Pomyśl co możesz jej dać bo jak na tą chwile to przejebałeś wszystko w kasynie.
- A to akurat nie twoja sprawa. Wiesz wydaje mi się ze dziecku potrzeba kilku zabawek i miłości rodzica. A nie wszystkiego czego zapragnie.
- Darcy ma mnóstwo miłości. Wychowujemy ją jako MAŁŻEŃSTWO w ciepłym domu. Zawsze chodzi roześmiana
- No widzisz. I nie trzeba dziecka psuć pieniędzmi.
- Ja jej nie psuję. Po prostu stać mnie na to. - mała Stylesowna weszła do kuchni i prawie wskoczyła mu na ręce.
- No właśnie o tym mówię. - westchnąłem. Każdy mu to powie. Rozpieszczanie nie jest dobre.
- O tym, że przytulam moje dziecko ? Faktycznie dziwne.
- Nie nie o tym. Nie zmieniaj tematu. - wywrocilem oczami. Dałem dzieciakom jeść.
- Zajmij się swoim Louis
- Jesz to jedz - mruknąłem. Niedługo święta. Będziemy musieli pojechać do Doncaster.
Już 2 dni później Doncaster przyjechało do mnie a dokładniej moja siostra Lottie.
- A Cześć...
- Bede z Tobą mieszkać ! - Wyplułem sok. 
- Co? Może tak zapytała byś mnie.
- Jesteś moim bratem i mnie bardzo kochasz wiec zgadłam, ze nie będziesz miał nic przeciw.
- Primo czemu masz tu mieszkać , po drugie zapytaj się Mercy.
- Kogo ? Zaczynam studia.
- Wynajmę ci mieszkanie.
- Chcę zostać tylko na tydzień. Potem przeprowadzę się do przyjaciela.
- Chcesz to zostawaj. Po prostu wiem, że lepiej mieszkać samemu. - Zaprowadziłem ją do salonu.
- Dlatego zostanę u Ciebie tylko na tydzień bo on.. musi się kogoś pozbyć.
- Kogo? I kto to?
- Nie znasz. Jego była musi się wyprowadzić. - jakbym słyszał historie Zayna i jego byłej.
- Powiedz kto to. Chcę wiedzieć, czy jesteś bezpieczna
- Mój przyjaciel znam go z 10 lat. - Tyle ile ja przyjaźnie się z Zaynem.
- Jak wygląda?
- Brunet, wysoki. Powinieneś odejść z policji bo nawet siostrę przesłuchujesz.
- Mulat?
- Ciapaty.
- Zaraz wracam. Mercy! Zajmij się Lottie - wyszedłem.
- Gdzie idzies tata ?
- Zaraz wrócę słoneczko - pocałowałem małą i wsiadłem do auta. Pojechałem do Zayna. Wszedłem cicho do jego domu. Siedział z Darcy. Kurwa. Wyjąłem telefon i puściłem mu sygnał.
- Louis słyszę Cie, możesz tu przyjść.
- Słuchaj, znasz Lottie?
- No raczej. To Twoja siostra. - mały gówniarz Styles mnie ignoruje. Machnąłem na nią ręką. Dziecko z fochem forever.
- A znasz ją mniej czy więcej?
- Do czego dążysz ? - bawił się jej lokami. Tez lubiłem to robić.
- Mniej czy więcej? - założyłem ręce na klatkę.
- Nie przeleciałem Ci siostry. - cieszył się do Darcey nie zwracając na mnie uwagi. Tęsknię za przytulaniem tego malucha. Ale ja się nie mogę łasić do dziecka. Kocham ją, ale nastroje zmienne co piec minut mnie drażnią.
- Ona ma u ciebie mieszkać?
- Tak. I co ? - spojrzał na mnie wstając z nią na rękach.
- Wykluczone.
- Bo ? Mnie prawie nie ma w domu, uczelnie ma po drugiej stronie ulicy. Nie bedziemy sobie wchodzic w drogę.
- To kupie jej tu dom.
- Wiesz, że masz gówno do gadania ? Wasza mama się zgodziła, Lottie też.
- A Lottie zdanie mnie mało obchodzi. Z tobą nie zamieszka.
- No to żebyś się nie zdziwił tak Darcey ? - wszedł Styles.
- Jeszcze tego mi tu brakuje. Styles ty chyba najlepiej wiesz jaki jest Zayn tak? Może zacznij być raz po mojej stronie? Dzięki przyjacielu -.Wywróciłem oczami. Darcy. Darcy. Darcy. Ja pierdole. Lou jest be, teraz Zayn jest fajny.

- O czym gadacie ? - Styles
- O tym, żę Lottie ma z nim zamieszkać a ja sie nie zgadzam. Masz lizaka - wyciągnąłem rękę do Darcey. Jak nie weźmie to ja nie wiem. Obsypać ją mam złotem?
Wyciągnęła do mnie łapki. Uśmiechnąłem się i ją wziąłem. Otworzyła sobie jakoś lizaka i jadła go patrząc na mnie swoimi zielonymi ślepkami.
- Śliczna jesteś.
- Dziękuję.. - powiedziała nieśmiało. Pocałowałem ja w policzek.
- Wujcio ? - Ciągnęła mnie za włosy. Lubie jak to robi.
- Słucham mała ?
- Jesteś na mnie zły ? Bo tak powiedział tatuś.
- Nigdy nie jestem.
- A czemu tak tatuś powiedział ?
- Może się mylił?
- Tatuś ? Nie..
- Każdy człowiek się myli. Styles cho na moment - poszliśmy na dwór z mała. - Pomóż mi z Lottie.
- Ale co ? - Tuliłem malutką do siebie. Tęskniłem za nią.
- Nie będzie z nim mieszkać.
- Daj spokój. Zayn jej nie tknie. - wzruszył ramionami.
- A twoja żonę chciał.
- Przestań. - warknął. - Summer jest seksowną kobietą i nie powiesz, że nie. Lottie to jeszcze dziecko.
- Dziecko? Harry ona ma 20 lat i studiuje.
- Jest młodsza od Zayna o 5 lat. Poza tym on woli inny typ dziewczyn.
- Tak? Jego ostatnia to tez blondi lubiąca robić słodkie selfie.
- Słodkie ? Raczej przyprawiające o mdłości.
- No to Lottie robi to samo
- Co zamierzasz ?
- Wiesz co? Jej życie jej sprawa. Przyjdzie zapłakana to będzie mieć nauczkę. Jedziesz ze mną na lody?- Wybuchnął śmiechem 
- Sorry stary, ale mam żonę.
- Nie ciebie pytałem.
- Jestem z Darcey w pakiecie.
- Niestety. No chodź. - Poszła do ojca na ręce i pojechaliśmy osobno do rynku. Zjedliśmy lody i poszliśmy na spacer.
- Darcey Darcey. - szła ze mną za rączkę i śpiewała. Wziąłem ją i podrzuciłem. Dzisiaj zabieram Miki do kina po obiedzie. Albo do parku rozrywki. Gdziekolwiek byleby nie była zaniedbana. Po godzinie wróciłem do domu.
- A gdzie byłeś tatuś ? - wyciągnęła do mnie rączki
- U wujka Zayna. Jadłaś obiad ?
- Tak. Ciocia mi dała jeść i gdzieś uciekła
- A gdzie mama
- O tam. - wskazała paluszkiem ogród
- Chodź - poszliśmy do niej.
- No hej. - spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Cześć. Idziemy dzisiaj do Luna Parku
- Idźcie. - przytuliła się do mnie.
- Ty też. - objąłem ją ręką. - Ty masz jakąś rodzinę ? Bo nie wiem co ze świętami
- Moja rodzina wydziedziczyła mnie, kiedy dostałam wyrok.
- Debile. No trudno. To jedziemy do mnie.
- Nie musisz brać mnie ze sobą Lou.
- Nie zaczynaj. Jesteśmy rodzina tak? Tak.
- No tak. - wtuliła się w moją szyję.
- To idziemy do Luna parku.
- No przytul mnie
- No przecież przytulam- na jednej ręce dziecko trzymam, drugą obejmuje brunetkę.
- Kochasz mnie ?
- Kocham.
- To nie bądź zimny.
- Nie jestem.
- Tak trochę jesteś. Nie wiesz, gdzie poszła Lottie ? Nic nie powiedziała.
" Mercedes wyglądała cudownie " ;) 
- Pewnie do Malika
- A po co ?
- To jej przyjaciel.
- Zayn jest uroczy. Był tu wczoraj, bawił się z Miki.
-  Ojej będę  rzygać tęcza. - wywróciłem oczami. pojechaliśmy do Luna parku. Mercedes wyglądała
cudownie. Przynajmniej w końcu się uśmiechała. Miła odmiana. Pocałowałem ją w skroń kiedy jeździliśmy kolejką. Miki szalała na moich kolanach.
- Jezu dziecko spokojnie - zacząłem się śmiać..
Spojrzałem na nią i wybuchnąłem śmiechem. Włosy rozwiał jej wiatr i wyglądała jak lew.
- Mój tygrysek.
- Tatuś ! - krzyknęła kiedy kolejka szybko zjechała w dół. Pocałowałem ją w policzek. Później poszliśmy na pizze i spacerem do domu. Chciałem zagrać.
Niestety KTOŚ pokrzyżował mi plany.

15 lipca 2014

Rozdział 26

- To, że masz  29 lat i nie masz własnych dzieci. Harry ma 24 i ma dwójkę dzieci !
- Mam jedno. Wystarczy. Dziękuję. I jak chcesz porównywać mnie do Stylesa to możesz wyjść i do niego jechać.
- Co ty dziecka spłodzić nie umiesz ?
- Nie widzę problemu w tym że jest adoptowana.
- Ja dłużej nie wytrzymam. - wzięła torebkę i wyszła trzaskając drzwiami.
- Uff. - odetchnąłem .
- Dlaczego jesteś dla niej taki okropny ?
- To ona jest okropna. Jak się dowiedziała że mała jest adoptowana to nie chce na nią patrzeć. I najlepiej gdybym był Stylesem.
- Tatusiu dlaczego babcia mnie nie lubi ? - złapała mnie za nogawkę od spodni.
- Lubi skarbie tylko ma zły dzień.
- A nie kłamiesz ?
- Jasne że nie myszko. Chodz zjesz obiadek - wziąłem ją na ręce. Zjedlismy obiad. Ja tyle co córka. Spotkałem się z krzywym spojrzeniem Mercy, ale to zlałem. Uśpiłem malucha i pojechałem do chłopaków, bo kazali mi przyjechać na spotkanie.gangu. przy okazji wypłaciłem pieniądze aby iść dziś do kasyna. 
- Cześć - wszedłem do nich.
- Dzisiaj akcja. - Niall wyszczerzył się.
- No to świetnie. A na co to zaplanowaliście?
- Na kasyno.
- Po.co robicie akcje na kasyno?
- Po pieniądze Louis..
- Mają dobrą ochronę. Nie dacie rady.
- Mamy swoje wtyki. - mruknął Harry.
- Jak chcecie .
- Twoje zadanie polega na tym, że masz grać i kontrolować ręce rozgrywającego przy Twoim stoliku.
- Chwila, chwila. A kto powiedział że ja wracam do gangu.
- Ja. - powiedział Liam, a po nim powtórzyła reszta.
- Nie chcę...- mruknąłem pod nosem.
- Proszę.. - powiedział Horan i popatrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami Teraz to wyglądał jak dziecko któremu naprawdę zależy. - Jasne. Ale po akcji jadę gdzie indziej. - dużo kasyn w końcu jest.
- Okej. - Zebraliśmy się i pojechaliśmy. Wszystko zgodnie z planem. Przy okazji dowiedziałem się że.moja własna matka nocuje u Stylesów. Zawsze może sobie wymienić syna.
- Zołza jedna. Niedługo Darcy będzie jej babciu mówić.
- Co ty chcesz od tej mojej księżniczki. - mruknął na mnie.
- Nic nie chce. Cholera jasna. Chodzi mi oto że kurwa mój przyjaciel jest lepszy niż jej własny syn.
- To z nią pogadaj, ale nie z twoim klasycznym fochem tylko normalnie.
- Nie chcę mi się. Dziecka mi obrażać nie będzie.
- U nas cały czas płacze i zmoczyla Summi już 3 rękawy.
- To niech ryczy. Ciekawe z jakiego powodu skoro nic nie zrobiłem. Powiedziałem tylko że mi adoptowane nie przeszkadza i wyszła.
- Bo jej nic nie powiedziałeś.
- Tak? Ale gdy weszła i zobaczyła małą to się ucieszyła. Tylko jak już się okazało, że adoptowana to źle.
- Myślisz, że to jest dla niej łatwe ?
- A czemu przepraszam nie? Wnuczka to wnuczka.
- Jezu.. nie zrozumiesz.
- No to słucham. Przecież idealny Styles wie lepiej. Wytłumacz proszę. 
- Spierdalaj okej  ? Staram się pomóc.
- Dlatego mi to wytłumacz.
- To inne uczucie kiedy bierzesz na ręce swoje dziecko zaraz po urodzeniu. Wiesz, że jest całe Twoje.
- A co ma do tego moja matka?
- Tak samo czują babcie.
- Jasne - prychnąłem. - Trudno. Powiedz jej że innego wyjścia nie ma.
- Sam jej to powiedz.
- Muszę coś załatwić. Gratuluję udanej akcji. Masz - oddałem mu to co dał mi Niall ze zdobytej kasy.
- Mi to nie potrzebne. - wsiadł do swojego auta  i odjechał. Rzucilem blondynowi i też odjechalem. Naprawdę gang mnie nie jara. Robię bo chcą. Pojechałem do innego kasyna. Wygrana poprawiła mi humor. Zrezygnowany ruszyłem do Stylesów po matkę.
- Louis ? - zdziwiona Summi otworzyła mi drzwi.
- Hejo .
- WUJCIO ! - mała torpeda wparowała do przedpokoju.
- Skarbie. - Wyciągnęła rączki i czekała aż ją podniosę. Wziąłem ją na ręce i poszedłem do salonu. Harry rozmawiał z moją mamą.
- Wiem nowy syn lepszy.
- Przestań do cholery. - mruknęła Summer zabierając ode mnie Darcy. Stylesowie się ulotnili. Stałem czekając aż powie w czym ma problem. Ale ona milczała.
- Wychodzisz, straszysz moje dziecko, teraz płaczesz. Może się dowiem czemu odstawiasz przedstawienie?
- Po co przyjechałeś skoro i tak masz w dupie mnie i swoje siostry ? Jutro wracam do domu, nie martw się.
- Słuchaj - poszedłem do niej wściekły. - nigdy kurwa nigdy nie miałem w dupie swoich sióstr. Ciebie też nie. Ale zauważ że to ty masz w dupie moją rodzinę.
- Bo nic mi o niej nie powiedziałeś ?
- Nie miałem czasu. Dużo problemów.
- Przestań Louis.
- To akurat prawda.
- Każdy ma czas, tylko nie Ty ?
- Bo ja miałem sprawy wszystkich dookoła. Jezu czy to ważne? Już wiesz.
- Wyobraż sobie, że Miki nie powiedziała Ci o tym, że ma dziecko.
- Miki jest u nas od niecałego miesiąca. Miałem czas.
- Za co jesteś na mnie zły ?
- Za nic, to ty jesteś.
- Louis nie traktujesz mnie jak matki.
- Traktuję
- Nie wygląda. - Przytuliłem ją po prostu. Popłakała się.
- Ciii.
- Ona jest Twoją żoną ?
- Nie. Mówiłem. Dziewczyną.
- Ładna.
- Wiem. Zabrałem ją do domu 30 minut później. Mikayla spała, kobiety rozmawiały, a ja liczyłem dzisiejszą wygraną w gabinecie. Niezła suma. Schowałem pieniądze, poszedłem pod prysznic i położyłem się do łóżka.
Przyszła Mercy Też się położyła obok. Przewróciłem się na klatkę wtulając twarz w poduszkę.
Wywróciłem oczami i przyciągnąłem ją do siebie. Nie chciałem się już kłócić. Zasnęliśmy przytuleni do siebie.

Polecam :

http://feeling-louistomlinson.blogspot.com/

http://dirty-love-harry.blogspot.com/

http://psychic-fanfiction-harry.blogspot.com/

I zapraszam na pierwszy rozdział mojego nowego bloga http://insomnia-zaynmalik.blogspot.com/

/ Horanowa.:)

12 lipca 2014

Rozdział 25

Obudziłem się w domu, na maksymalnym kacu. Hazzuś mnie odwiózł. Jaki on kochany. Powleklem się po tabletki.
- Pijak.
- Och naprawdę? - syknąłem.
- Wyobraź sobie.
- Witaj w klubie.
- Mnie nie wnosili do domu w 3 !
- Bo ja nie ważę 50 kilo. Już wiesz jak się czułem. Tyle że ją nie jestem matką i głównym autorytetem.
- Wzruszające wystąpienie.
- Dziękuję. - wyszedłem z kuchni.
- Nie ma za co ?! - Wziąłem córkę i wyszliśmy na spacer. Bawiła się w piasku gdy ja paliłem szluga, a cholera mnie trafiała . Jak ja mam do niej mówić ?! Kurwa.
- Tatuś na huśtawkę! - Darcy. Harry wyglądał jakby go za męczarni wyciągnęli. Posadził ją i kołysał. Nawet mnie nie zauważył.
- Ciesc wujek - Miki się z nim przywitała.
- Oo.. Cześć Mikayla. - usiadł koło mnie zostawiając dziewczynki w piaskownicy.
- Papieroska? - wyciągnąłem rękę.
- Wiesz, że nie palę. Sunny by mnie zabiła.
- Aha. Słuchaj się bab dobrze wyjdziesz.
- Przeszkadza jej to, a ja to szanuję. Poza tym to chce mi się rzygać, więc nie ryzykuję.
- Jezu weź się nie tłumacz. Gadam bo mnie każda baba kurwa wkurwia . Oprócz tych tam - pokazałem na piaskownice
- Co tym razem Mercedes zrobiła ?
- Jak się dopierdoliłem że pijana wróciła to nic się nie stało.
- Kontynuując ?
- Ale jak ja pijany wróciłem to kurwa grób sobie mogę kopać.
- Tak zawsze jest Lou.
- Wiem i dlatego coś mi się robi.
- Nie mam takich problemów.

- Taak kop leżącego. Proszę. Co tam.
- Wybacz.
- Nie wazne. - schowałem twarz w dłoniach.
- Też masz kaca ?
- Wielkiego. Kto mnie wnosił ?
- Nialler i Liam.
- A mówiła, że we trzech.
- Zayn asekurował. - Zacząłem się śmiać. - Podziękuję im. Potem. Jak tam gang?
- Nienajgorzej.
- Jak będziecie potrzebować pomocy to powiedz. Mam dostęp do wielu baz.
- Wróć.
- Wolałbym nie.
- Dlaczego ?
- Bo co chwila się żarliśmy.
- Teraz jest spokojnie.
- Szefowanie ci wychodzi.
- Nie bardzo.
- Tobie? Harry błagam. To nie ten budynek - pokazałem na jego firmę którą widać z końca Londynu. - jest mój.
- I tamten - z dumą wskazał drugi budynek.
- Weź się nie odzywaj. Już osiągnąlem dno, więc niżej spaść ne mogę.
- Wujcio. - przybiegła Darcey.
- Tak królewno? - wziąłem ją na jedno kolano.
- Kocham wujcia.
- Aww, ja ciebie też kocham Darcy. - Przytuliła się do mnie. Mikayla wytarła rączki z piasku i też do nas podeszła. Wziąłem ją na drugie kolano. Darcy już coś przestało pasować i poszła do ojca.
- Zazdrość. Czysta zazdrość.
- Odczep się od mojej księżniczki proszę ?
- Ja się nie czepiam człowieku. Dzieci tak mają. O ja pierdolę powiedz że to nie moja matka. - zobaczyłem kobietę obok placu zabaw.
- Nie przeklinaj i tak, to Twoja mama. - jeszcze jej pomachał.
- No co ty robisz?!
- Witam się.
- Powalilo cię? - zasłoniłem twarz ręką.
- Idzie tutaj. To my spadamy. - wstał.
- Uwierz, że zrobię to samo. Chodź Miki. Pa Darcy - ucałowałem jej czoło i szybko wyszedłem drugim wyjściem placu zabaw. O nie nie. Ja dzisiaj z moją matką gadać nie będę. Słyszałem gdzieś dalej śmiech Darcy. Pewnie się ze mnie zbijają z Harrym. Ale ja wolę nie ryzykować. Wróciłem do domu. Dziecko posadzilem na dywanie. W pośpiechu zbierałem wszystkie ubrania i zabawki.
- Mogę wiedzieć co robisz ? - Mercedes patrzyła na mnie jak na debila.
- Sprzątam nie widać? Kurwa- na czymś się prawie wyjebalem.
- Pomóc Ci ?
- Zrób obiad. Jakiś super świetny. I ubierz kieckę. Błagam.
- A powiesz czemu ?
- Matka.
- Ouu.. okej. - No i po dwóch godzinach przylazła.
- Louis jak Ty wyglądasz ?!
- Taa cześć - wpuściłem ją.
- Nie mówiłeś, że masz dom.. i dziecko. - stanęła jak wryta w drzwiach od salonu.
- Dom to ja mam od dawna. Tylko Elka tu nie mieszkała. No mam. I dziewczyna też mam. To Mikayla a to Mercedes.
- Nie mów o Eleanor z taką pogardą. Jestem Johannach. - wyciągnęła rękę do Mercy.
- Będę. Zdzira jedna - Mruknąłem. Mercy uścisnęła jej rękę.
- Mercedes.
- Napijesz się czegoś ? - zapytałem z fałszywym uśmiechem.
- Wody i nie krzyw się tak. - Trzymając nerwy na wodzy poszedłem do kuchni. Aż huknęło gdy wyjmowałem szklankę z szafki. Potem z trzaskiem ją zamknąłem. W salonie pewnie brzmiało to tak.jakbym prowadził wojnę domową talerzami.
- Tata..  kto to ? - Miki weszła do kuchni i szeptała.
- Moja mama, czyli twoja babcia.
- Nigdy nie miałam babci..
- A teraz masz.
- Das socek ?
- Już kochanie - podałem jej kartonik i poszliśmy do salonu. Wyciągnąłem rękę z wodą do matki.
- Dziękuję. Możesz mi wyjaśnić dlaczego byłeś w więzieniu i jakim cudem z niego wyszedłeś ?
- Cuda się zdarzają nie umiem ich wytłumaczyć. Ale nie byłem samotny. Miałem obok.siebie cudowną El. - usiadłem z małą na kanapie. - A tak serio to nie ważne. Było minęło.
- Jestem Twoją matką Louis. Wiem, że nie taką, jaką chciałbyś mieć, ale nadal nią jestem.
- No ja o tym wiem.
- Nie wiesz co u Summi ? Widziałam się i z Harrym i Darcy. Mała cudowna.
- Dobrze. Będą mieć dziecko. Podziel się - wziąłem sok od  córki.
- Tata! - zaśmiała się wchodząc mi na kolana. Uśmiechnąłem się do niej, napiłem i oddałem, jeszcze całując dziewczynkę w czoło.
- Ile masz lat słońce ?
- Tsy.
- Louis, a jak to możliwe ?
- Adopcja. - Wypluła wodę. 
- Możemy pogadać na osobności ?
- Noo- poszedłem z nią.
- Jaka kurwa adopcja ?! - syknęła
- Coś ci przeszkadza? - uniosłem brew.

7 lipca 2014

Rozdział 24

Kiedy obudziłem się rano łóżko było puste. Zszedłem na dół. Mercy i Miki szykowały śniadanie.
- Hej - mruknąłem zapinając zegarek.
- Hej kochanie. Usiądź zaraz będzie gotowe.
- Musimy pogadać.
- A o czym ?
- Dobrze wiesz o czym.
- Nie wiem
- Nie? Nie wiesz że w niedziele wyszłaś i do wczoraj cię trzymało?
Błagam Mercy nie rób ze mnie kretyna - warknąłem.
- Raz się zdarzyło.
- Mam nadzieję że kolejnego nie będzie.
- Chcę czasami wyjść z dziewczynami. - wzruszyła ramionami.
- I wracać pijana? Naprawdę chcesz doprowadzić do tego że zmienimy zasady?
- W Styles'a się bawisz ?
- Nie. Nie będę Harrym ale za dużo sobie pozwalasz.  Miej ograniczenia..jak już wychodzisz to nie wracaj nieprzytomna. Jasne?

- Dobra.
- Świetnie.
- Cudownie ?
- Skończ.
- Ty zaczynasz.
- Dziwisz się?
- Tak. - Powstrzymałem się aby nie wybuchnąć. Wkurwia mnie od rana. Wziąłem talerz i nakarmiłem Miki.
Szlag mnie kiedyś trafi, ale jeszcze nie dzisiaj. Jeszcze poczekamy. Postawiłem córcie na podłodze i zebrałem się do pracy.
- Papa tatuś ! - pomachała mi i zrobiła dzióbek czekając na buziaka. Ukucnąłem i dałem jej całusa. Później wyszedłem. Jestem nadal zły na Mercedes. Podchodzi do tego tak lekko. No błagam. Powinna mieć szacunek do siebie samej. W pracy myślałem, że coś rozniosę więc pojechałem na patrol. Byłem nieugięty
2x Styles 1x Horan 1x Payne. Jakby  trzeba było to bym i Malika zatrzymał ale miał dziś szczęście. Zarabiam na swoich znajomych. Jakoś trzeba. Kiedy już spisałem Stylesa kopnąłem w radiowóz.
- Co robisz ?
- Sprawdzam wytrzymałość samochodu z nudów.
- Samochodu za moje pieniądze z tych wszystkich mandatów. - mruknął. - Co się stało ?
- Nic się kurwa nie stało. - drugi raz w to kopnąłem. - Jest kurwa zajebiście.
- Co zrobiła Mercedes ? - oparł się o samochód.
- Nic nie zrobiła. Ja się w ogóle odzywać na ten temat nie powinienem.
- Ja tam sobie żonę wychowałem.
- Harry to nie jest pies i dobrze wiesz że nigdy nie poprę tego co robisz.
- Nie mówię o tym, że ją biłem bo to.. popełniłem błąd. Chodzi mi o zasady. Ona wie czego nie lubię i na co się nie zgadzam.
- Tak wiem o czym mówisz. Ale jak to uznała " Mam się nie bawić w Harry'ego." No to się nie bawię.
- Słucham ?! No to chyba ja ją ustawię !
- No widzisz.
- Jak z nią skończę to będzie chodziła jak  w zegarku.
- Oczywiście. Wierzysz w cuda? Ja przestałem.
- Zapytaj Darcy jak to działa. - wyjął dziewczynkę z auta.
- Wujcio ! - zaklaskała wesoło.
- Cześć mała.
- No zapytaj jak tatuś wprowadza dyscyplinę.
- No ja chyba nie chcę wiedzieć. Dyscyplinę? Ty Darcy pozwalasz na wszystko.
- Wcale nie pozwalam jej na wszystko.
- Kupujesz jej co chce.
- To nie znaczy, że na wszystko jej pozwalam. Mam pieniądze dlatego mój aniołek ma to na co zasługuje, podobnie jak Baby.
- Oj dobra - machnąłem ręką. - Idę się dzisiaj naje...napić.
- To możemy iść razem.
- Świetnie. Odholujesz mnie.
- Nie ma problemu.
- Patrz jakie lambo - powiedziałem, gdy jak strzała obok nas przejechało czerwone lamborghini. - Ty masz chyba takie samo.
- Ja mam nowsze. - już musiał się chwalić.
- Tak? Mi się wydawało, że to było to samo auto.
- Louis ja mam nowsze auto.
- Ale to auto wyglądało jak twoje jeśli wiesz o czym mówię. Jechało 120/h w obszarze zabudowanym. Ja znam osobę, która kocha szybko jeździć.
- Zayn.
- E tam Zayn. Styles. W tym miesiącu dostała już trzy mandaty.
- Przecież ja ją zabiję.
- Jest w ciąży. Nie możesz.
- No właśnie ! Jest w ciąży ! A jak coś jej się stanie ?! Albo dziecku ?!
- Na mnie się drzesz? Co ja twoja żona?
- ZATRZYMAJ JĄ KURWA !
- Kulwa! - powtórzyła mała.
- Nie mogę, przecież już pojechała.
- DARCY ! - prawie rzucił dziewczynkę w moją stronę i wsiadł do auta. Odjechał z piskiem opon. - Cześć wujcio.
- Cześć królewno. - Patrzyła na mnie tymi swoimi zielonymi oczami z tym słodkim uśmieszkiem, a do tego machała nóżkami. Coś chce.
- No co jest?
- Chodź na lody.
- Pracuję.
- Już nie.. Jak przychodzę do tatusia to tatuś już nie pracuje.
- No widzisz. A ja muszę.
- A cemu ?
- Tak już jest.
- Ale cemu ?
- No bo muszę zarabiać
- Ale wujcio.. - Boże jaka ona jest rozpieszczona.
- Nie ma wujcio. Czekamy na tatę.
- A cemu ? - A cemu masz za dużo w dupie ? Posadziłem ją na masce auta. Nie moja wina,że wkurwiony jestem.
- Bo temu.
- Któlemu ? -  no jebne. Wybuchnąłem śmiechem. Pocałowałem jej nosek.
- Kocham wujcio.
- Też cię.kocham maluchu.
- Gdzie tatuś.
- Ściga mamusię
- Głupi tatuś .
- Tak - Machała tymi swoimi nóżkami obserwując samochody. W końcu lamborghini i mercedes zaparkowały przed nami. Roześmiana Sunny i ukrywający uśmiech Hazz.
- Nie pytam. - oddałem im dziecko.
- A wujek nie chciał mnie zabrać na lody. - poskarżyła się ojcu.
- Bo wujek pracuje - powiedziałem tonem jak ona.
- Louis. Tatuś Cie zabierze. - wsadził ją do auta, a Sunny ciągle się śmiała.
- A tobie co tak wesoło?
- Dostałam klapsa. - przygryzła wargę ciągle się śmiejąc.
- I pewnie cię jeszcze zerżnął. - podszedłem do ulicy i zatrzymałem kolejne auto. Nachyliłem się nad kierowcą. - Ma pan dziś szczęście. Dzień bez mandatu - ruszył a ja uśmiechnąłem się pod nosem.
- Wcale nie ! - pokazała mi język. - My się nie " rżniemy " tylko kochamy.
- On to inaczej nazywa - buu Styles w kopany. - W ogóle to on ze mną wieczorem wychodzi.
- Pytasz o pozwolenie ? - uniosła brwi.
- Nie. Oświadczam - wyszczerzyliśmy ząbki w uśmiechu. Tak jak planowałem wieczorem pojechaliśmy się najebać. W zasadzie to ja się słowem nie odezwałem. Wkurwienie wewnętrzne. Hazz mruczał coś o Darcy, a ja w głowie cisnąłem Mercedes. Później mi się film urwał.

30 czerwca 2014

Rozdział 23

 Mała chowała się ciągle za moimi nogami. Zapaliłem światło i pokazywałem jej, że nie ma potwora.
- A tam? - wskazała paluszkiem na łóżko.
- Tam też nie.
- A gdzie tatuś ?
- Tatuś bardzo zmęczony śpi
- A ja chcę do taty. - Kucnąłem.
- Kochasz tatusia i chcesz, żeby się z tobą bawił?
- Tak !
- To musisz dać mu odpocząć.
- A ja co mam robić bez tatusia ?
- Spać.
- Ale ja już nie chcę.  Kolację chcę !
- Dobrze, chodź - złapałem jej rączkę i sprowadziłem na dół. Śpiewała coś wesoło maszerując ze mną.
Dobrze ją widzieć taką ucieszoną. Zrobiliśmy jedzenie. Nakarmiłem młodą. A potem Miki.
- TATA ! - zeskoczyła mi z kolan i pobiegła do Harry'ego.
- Chodź Mikayla idziemy. - Wyciągnęła do mnie rączki zmęczona. Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy do domu. Mercy jeszcze nie było. Wziąłem malutką i poszedłem ją wykąpać. Ochlapała mnie i pół łazienki.
- Mała - zaśmiałem się. Posprzątałem gdy ją uśpiłem. Jest po 23, a Mercedes jak nie było tak nie ma. Wziąłem telefon i zadzwoniłem do niej. Nie odebrała. Zadzwoniłem do Lellie.
- Louis jak dobrze, że dzwonisz !
- Co się dzieje ?
- Mercy jest kompletnie zalana.
- Eh, gdzie wy jesteście? - Podała mi nazwę baru i  w skrócie jak tam dojechać. Wziąłem kluczyki i pojechałem po nią. Lell i Soph siedziały z nią na ławce.
- Idziemy do domu - wziąłem ją n ręce. - Chodźcie dziewczyny.
- My czekamy na Liama.
- Dobra. - poszedłem do auta. Jestem na nią zły. Musiałem zostawić dziecko same. Położyłem ją do łóżka i sam spałem na kanapie. Chyba ją opierdolę. Albo mam lepszy pomysł...Rano nie zamieniam z nią ani słowa.
Biedna Miki. Gdyby obudziła się jak mnie nie było to nie chcę wiedzieć co by się stało.Wściekły zabrałem córkę do pracy. Siedziała na biurku gdy przesłuchiwałem.
- Tato.. - ciągle mi przeszkadzała.
- Czekaj skarbie.
- Ale tato..
- Co księżniczko?

- Siku. 
- Chodź- wziąłem ją na ręce i poszliśmy do łazienki. Śpiewała wesoło.
- Jeść? Pić ?
- Siku !
- Ale oprócz tego.
- Pić !
- Ale nie krzycz - posadziłem ją na toalecie.
- Dobze - ojcostwo z jednej strony to chujowa i obrzydliwa sprawa. Ale nie zamieniłbym się. Dzięki niej mam powód do uśmiechu. Trzeba by się do matki odezwać. Po pracy gdy wracaliśmy do domu zadzwoniłem do niej.
- Louis ?
- Nie. Edward Cullen.
- Nie tym tonem.
- Grzeczny ton.
- Mam nadzieję. Wyszedłeś ?!
- Dawnoo.
- Dlaczego się nie odezwałeś ?!
- Nie drzyj się do tego telefonu.
- CO ?! - Jajco. Pomyślałem. Wywróciłem oczami.
- Nic.
- Przyjedziesz ?!
- Ogłuchne!
- Wcale Cie nie słyszę Louis !
- Przyjadę. Jutro .
- To dobrze ! - Zajebiście. Pożegnałem się i rozłączyłem.
- Tata !
- Słucham.
- Piesek. - zaklaskała w rączki wesoło
- Tak piesek.. Nie będziemy mieć pieska bo mama jest uczulona. - jeszcze mi psa brakuje.
- A Dalcy ma psa.
- No to super. Nie musisz mieć wszystkiego co ona.
- Ale tato..
- Ty możesz mieć rybki.
- Chce pieska.
- Nie możesz mieć pieska.
- Bo Ty bardziej lubis Dalcy !
- Wcale nie. Ciebie kocham najmocniej.
- A pojedziemy do Dalcy ?
- Wczoraj byliśmy. - wyjalem ją z fotelika. - Dobra pojedziemy. Jak chcesz to możemy zabrać ją do nas.
- Nie bo Dalcy ma pieska !
- Ale on nawet nie jest żywy! Tylko mechaniczny - Harry czasem dobrze myśli. Darcy ma zabawę, a nie ma obowiązków przy tym.
- Wcale nie. - Postawiłem ją w salonie w domu. Mercedes leżała ledwo żywa na kanapie.
- Zjemy obiadek i pojedziemy dobrze?
- Tak tatusiu. - Wziąłem ją do kuchni. W pośpiechu zrobiłem coś do jedzenia. Jadła grzecznie Skończyłem karmienie. Mercedes rzuciłem tabletki na kaca i wyszliśmy. Taki wkurwiony nadal byłem. Chyba muszę ją nauczyć pewnych zasad bo do cholery jasnej mamy dziecko. Zatrzymalem samochód pod domem Stylesów. Wziąłem córkę i zapukalem.
- Zobacz kto przyszedł.. - Harry z Darcy na rękach otworzyli nam drzwi. Garnitur. Dopiero wrócił.
- Dalcy!                                                         
- Miki! - puściliśmy je. Pobiegły się bawić.
- Chodź. Summi nie ma.
- To dobrze bo mam dosyć bab. Z całym szacunkiem do Summer.
- Co się stało ? - zrobił kawę.
- Weź się przebierz bo mam wrażenie że rozmawiam z prezydentem - mruknąłem chociaż sam byłem ubrany w mundur. Zdjął marynarkę i krawat,  a koszulę rozpiął.
- Kobieta. Jak kobieta może się zalać gorzej niż facet. Weź mi to wytłumacz, bo kurwa nie rozumiem. Za głupi jestem.
- Nie wiem stary. Moja Baby nie pije.
- Jest w ciąży.
- Louis ona ogólnie nie pije. Czasami drinka, albo piwo. Zależy od tego jak ją ustawisz.
- Nie każdy jest taki sam.
- Chodziło mi o to, że ona musi wiedzieć gdzie są twoje granice wytrzymałości
- No tak ale Harry ja jak się wkurwiam to tylko krzyczę. Albo się do niej nie odzywam. Lepsze to niż narkotyki.
- Czy to aluzja do Summer ?
- Pff. Nie oto chodzi. Jest między nami różnica. Ja jej pozwalam na wszystko, ale ona robi to odpowiedzialnie. Ty ustalasz co może a czego nie. Decydujesz za nią.
- Bo ja wiem co jest dla niej najlepsze Louis.
- Można o tym dyskutować. Nie można komuś życia ustawiać. Kac to najlepsza kara wracając do tematu. - wypiłem kawę. - Tyle że ja śpię na kanapie - jęknąłem bo po tej nocy wszystko mnie bolało.
- Masz pokój gościnny..
- Bez łóżka. Zepsuło się od skakania Mikayli. - mruknąłem. - Ja wiem. Księdzem zostanę. Będę mieć święty spokój. Po części i tak praktykuję jak ksiądz.
- Daj spokój Louis. Zawsze możesz przyjechać tutaj.- Darcy wpadła do kuchni.
- No i zostawię Mercy samą. - wziąłem małą na ręce i poszedłem do salonu układaliśmy  we czwórkę puzzle.
- Jestem ! - Summer i jej brzuch weszli do salonu.
- Cześć słoneczko - pocałowałem jej policzek.
- Hej Louis.
- Mogę wam zostawić Miki?
- Jasne. - Sunny uśmiechnęła się do mnie.
- Dzięki - wyszedłem i pojechałem. Najpierw do kasyna potem na wyścigi. Zmęczony wróciłem oo kilku godzinach po córkę. Spała u Harry'ego na kolanach. Wziąłem moją królewne podając przyjacielowi rękę.
 - Dzięki.
- Nie ma za co.
- Ja to chyba Mercedes do ciebie przyśle żeby ją przeświecil.
- Tak się nie da Lou. Musisz sam ją opierdolić.
- No żartuję.- Uśmiechnął się Wróciliśmy do domu .od razu małą położyłem do łóżka. Mercedes spała w naszej sypialni. Poszedłem wziąć prysznic. W samych bokserkach poszedłem do sypialni. Nie będę spał na kanapie. Położyłem się do łóżka. Od razu się do mnie przytuliła. Nie objąłem jej. Zamknąłem oczy i zasnąłem. 

27 czerwca 2014

Rozdział 22

- No rozjebie zaraz coś - warknąłem.
- Tatuś.. - zobaczyłem Miki chowającą się za framugą drzwi.
- Chodź skarbie. - Podbiegła do mnie i wskoczyła mi na ręce.
- Czemu nie śpisz księżniczko? - własne zdalem sobie sprawę że powiedziała tak po raz pierwszy do mnie.
- Chce się pobawić z Dalcy.. - wtuliła się we mnie.
- Dobra. Jutro mama cię tam zabierze
- Telaz z Tobą.
Mikayla :) 
- Ale ja pracuję.
- Wcale nie bo stoisz..
- Ale teraz jest późno.
- Nie bo jesce jasno.. Plose.. - zrobiła do mnie takie śliczne oczy.
- Tylko ty masz na mnie taki wpływ. Mercedes!
- Słucham ?
- Chodź. Będziesz moją siłą wsparcia.
- Louis ja jestem umówiona ! Nie mogę !
- Z kim?
- Z Lellie.
- Świetnie po prostu.
- I z Sophią..
- Dopiero tu była.
- Idziemy na aerobik no.. - jęknęła smutno
- No idź.
- Dzięki ! - pobiegła do domu. Pojechaliśmy do Stylesa. Szedłem tam z miną skazańca. Otworzyła Summer
- No Ciebie to się nie spodziewałam.. - wpuściła nas do środka. Chyba im coś przerwałem bo jej zazwyczaj idealna fryzura była trochę.. trochę bardzo zepsuta.
- Daj mi Darcy. Pójdziemy na plac zabaw. Tak na dwie godziny. - posłałem jej rozbawione spojrzenie.
- Harry'ego nie ma.. - pociągnęła mnie do salonu. Wszystko wiadomo. Darcy dostała chyba zestaw małego fryzjera.
- To dobrze - odetchnąłem z ulgą.
- Ale zaraz wróci. I.. o czym pomyślałeś jak mnie zobaczyłeś ? - przygryzła wargę.
- A o czym mogłem pomyśleć? - zaśmiałem się. - Jak się czujecie?
- Bardzo bardzo dobrze, a Ty ? - przygotowała mi moją ulubioną herbatę.
- Ciekawe pytanie. Zmiennie.
- Bo ?
- Bo mnie cholera z Harrym trafia - rozciąłem nożem jabłko. - My jesteśmy jak dwie połowy tego owoca.
Jak Ewa i Adam. Jak Romeo i Julia. - mówiłem z westchnieniem.
- Bo rzygnę. - za to lubię Sunny. Zaśmiałem się.
- Jak magnesy na lodówce jesteśmy.
- Załapałam..
- No i przechodząc do puenty jakaś cześć mnie chcę.go zajebać - dźgnąłem jabłko. - I na wzajem pewnie też. A reszta mnie ma ochotę obejrzeć z nim mecz.
- Harry jest spokojniejszy.. Po prostu przestraszył się o Darcy.
- Wiem.
- Porozmawiajcie na spokojnie.. - dała dziewczynkom ciastka.
- Gdzie on jest?
- Poszedł pobiegać, za 5 - 10 minut będzie.
- Masz - podałem jej pokrojone jabłko. - Zdrowe w ciąży.
- Dzięki Lou.. Zadźgałeś je i każesz jeść ?
- Wyobraź sobie, że to Harry. - poruszyłem brwiami. - Jedz, jedz. - Zjadła jabłko z uśmiechem.
- Jestem kotku. - jest i Styles.
- Patrz, mój Romeo wrócił - mruknąłem, a Summer wybuchnęła śmiechem. Pocałowała męża i poszła do dziewczynek. Poszedłem za nim do kuchni. Ładnie sobie wyrobił ciało.
- Dobra druga połówko jabłka musimy pogadać.
- Ze mną ? - napił się wody. - Słucham ?
- Nie z księdzem Mateuszem.
- Nie ten adres. Słucham ?
- Nic konkretnego. Nudzą mnie beznadziejne awantury
- Whow. Ambitnie.
- No wiem. A ciebie takie debilne spory nie wkurwiają?
- Ja mam już wyjebane na to co myślicie o mnie i o Summi.
- A ja nic nie myślę. Wasze życie wasza sprawa. Każdy do mnie skacze że mam ci pomagać. Nie to nie ale się kłócić nie mam zamiaru.
- Nie potrzebujemy pomocy. Daliśmy sobie z żoną radę. Znalazła sposób, żeby mi pomóc, lepszy niż terapia.
- Harry, czy do ciebie dociera co ja mówię? To samo stwierdziłem pięć sekund przez twoją wypowiedzią.
- Dobrze. Potwierdziłem. - Zeskoczyłem z krzesła i wyciągnąłem rękę.Spojrzał na mnie jak na debila. Czekałem. Cierpliwie. W końcu podał mi rękę. Czy on ma zarost ?! Co ?! On zawsze jest gładki jak dupa niemowlaka !
- A ty nie wiesz co to gilette?
- Jestem zmęczony Louis.. - przetarł dłońmi oczy. - Darcy nie śpi.. wcale..
- Jak? To niemożliwe.
- Nie wiem. Nie spała całą noc, dzisiaj cały dzień. Nie mam już siły
- To idź się prześpij teraz.
- Nie mogę.. - dziewczynka przyszła prawie potykając się o własne nogi ze zmęczenia.
- Chodź - wziąłem ją na ręce.
- Do taty.. - o proszę. Darcy nie chce być u mnie na rękach ? Chyba jest foch.
- Na pewno? Tata zmęczony skarbie.
- Wujcio be.
- Ok- odstawiłem ją .Wdrapała się Stylesowi na kolana i wtuliła w niego powoli zasypiając. Przecież mówił, że ona nie śpi.
- Zmiana zdania?
- Chodź. - szepnął i wstał niosąc ją na górę. Poszedłem za nim do pokoju. Położył ją do łóżeczka i w sekundzie zaczął się krzyk. Wziąłem ją na ręce. Coś nuciłem i zasnęła. Harry'emu kazałem iść spać a sam chodziłem z Darcy po pokoju. Po godzinie odłożyłem ją i nawet nie pisnęła. Spala jak zabita. Zszedłem do Summi i Miki. Bawiły się lalkami.
- Śpi. Harry też.
- To dobrze..
- Chodź Miki. Jedziemy do domu.
- Możecie zostać. Na serio ja się nudzę..
- Mąż ci zajęć nie wynajduje?
- Mąż jest w pracy, albo trenuje, albo śpi.
- Ojej. Przynajmniej  nie bije. - kucnąłem obok Miki i poprawiłem jej kucyka a później pocałowałem w główkę.
- Oj przestań już z tym.
- Zmęczona?
- Nie. Chciałabym mieć syna już  po tej drugiej stronie. - pogłaskała swój brzuch.
- Niestety musisz poczekać.
- Mam już jedno maleństwo więc o tym wiem Louis.
- No widzisz.
- Jak u Ciebie i Mercy  ?
- Dobrze. Jest na aerobiku.
- Z Soph i Lell ?
-  Zgadza się.
- Chodziłam z nimi, ale brzuch mi lekko przeszkadzał. Zaśmiałem się cicho. Poszedłem do kuchni i zrobiłem coś do jedzenia. Summer jadła, a ja karmiłem Miki.
- Wujcio. - Darcy sama schodziła po schodach.
- O nie - złapałem ją.
- Potwól !
- Jaki potwór skarbie? Nie ma potworów.
- Tam jest potwól !
- Niee.
- Idź zobac.
- Chodź - poszliśmy na górę.
~~~~~~~~
http://stupidgame-hs.blogspot.com/ - nowy blog
i pamiętajcie, że zdjęcia są w albumie :D http://prisoners-album.tumblr.com/