30 czerwca 2014

Rozdział 23

 Mała chowała się ciągle za moimi nogami. Zapaliłem światło i pokazywałem jej, że nie ma potwora.
- A tam? - wskazała paluszkiem na łóżko.
- Tam też nie.
- A gdzie tatuś ?
- Tatuś bardzo zmęczony śpi
- A ja chcę do taty. - Kucnąłem.
- Kochasz tatusia i chcesz, żeby się z tobą bawił?
- Tak !
- To musisz dać mu odpocząć.
- A ja co mam robić bez tatusia ?
- Spać.
- Ale ja już nie chcę.  Kolację chcę !
- Dobrze, chodź - złapałem jej rączkę i sprowadziłem na dół. Śpiewała coś wesoło maszerując ze mną.
Dobrze ją widzieć taką ucieszoną. Zrobiliśmy jedzenie. Nakarmiłem młodą. A potem Miki.
- TATA ! - zeskoczyła mi z kolan i pobiegła do Harry'ego.
- Chodź Mikayla idziemy. - Wyciągnęła do mnie rączki zmęczona. Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy do domu. Mercy jeszcze nie było. Wziąłem malutką i poszedłem ją wykąpać. Ochlapała mnie i pół łazienki.
- Mała - zaśmiałem się. Posprzątałem gdy ją uśpiłem. Jest po 23, a Mercedes jak nie było tak nie ma. Wziąłem telefon i zadzwoniłem do niej. Nie odebrała. Zadzwoniłem do Lellie.
- Louis jak dobrze, że dzwonisz !
- Co się dzieje ?
- Mercy jest kompletnie zalana.
- Eh, gdzie wy jesteście? - Podała mi nazwę baru i  w skrócie jak tam dojechać. Wziąłem kluczyki i pojechałem po nią. Lell i Soph siedziały z nią na ławce.
- Idziemy do domu - wziąłem ją n ręce. - Chodźcie dziewczyny.
- My czekamy na Liama.
- Dobra. - poszedłem do auta. Jestem na nią zły. Musiałem zostawić dziecko same. Położyłem ją do łóżka i sam spałem na kanapie. Chyba ją opierdolę. Albo mam lepszy pomysł...Rano nie zamieniam z nią ani słowa.
Biedna Miki. Gdyby obudziła się jak mnie nie było to nie chcę wiedzieć co by się stało.Wściekły zabrałem córkę do pracy. Siedziała na biurku gdy przesłuchiwałem.
- Tato.. - ciągle mi przeszkadzała.
- Czekaj skarbie.
- Ale tato..
- Co księżniczko?

- Siku. 
- Chodź- wziąłem ją na ręce i poszliśmy do łazienki. Śpiewała wesoło.
- Jeść? Pić ?
- Siku !
- Ale oprócz tego.
- Pić !
- Ale nie krzycz - posadziłem ją na toalecie.
- Dobze - ojcostwo z jednej strony to chujowa i obrzydliwa sprawa. Ale nie zamieniłbym się. Dzięki niej mam powód do uśmiechu. Trzeba by się do matki odezwać. Po pracy gdy wracaliśmy do domu zadzwoniłem do niej.
- Louis ?
- Nie. Edward Cullen.
- Nie tym tonem.
- Grzeczny ton.
- Mam nadzieję. Wyszedłeś ?!
- Dawnoo.
- Dlaczego się nie odezwałeś ?!
- Nie drzyj się do tego telefonu.
- CO ?! - Jajco. Pomyślałem. Wywróciłem oczami.
- Nic.
- Przyjedziesz ?!
- Ogłuchne!
- Wcale Cie nie słyszę Louis !
- Przyjadę. Jutro .
- To dobrze ! - Zajebiście. Pożegnałem się i rozłączyłem.
- Tata !
- Słucham.
- Piesek. - zaklaskała w rączki wesoło
- Tak piesek.. Nie będziemy mieć pieska bo mama jest uczulona. - jeszcze mi psa brakuje.
- A Dalcy ma psa.
- No to super. Nie musisz mieć wszystkiego co ona.
- Ale tato..
- Ty możesz mieć rybki.
- Chce pieska.
- Nie możesz mieć pieska.
- Bo Ty bardziej lubis Dalcy !
- Wcale nie. Ciebie kocham najmocniej.
- A pojedziemy do Dalcy ?
- Wczoraj byliśmy. - wyjalem ją z fotelika. - Dobra pojedziemy. Jak chcesz to możemy zabrać ją do nas.
- Nie bo Dalcy ma pieska !
- Ale on nawet nie jest żywy! Tylko mechaniczny - Harry czasem dobrze myśli. Darcy ma zabawę, a nie ma obowiązków przy tym.
- Wcale nie. - Postawiłem ją w salonie w domu. Mercedes leżała ledwo żywa na kanapie.
- Zjemy obiadek i pojedziemy dobrze?
- Tak tatusiu. - Wziąłem ją do kuchni. W pośpiechu zrobiłem coś do jedzenia. Jadła grzecznie Skończyłem karmienie. Mercedes rzuciłem tabletki na kaca i wyszliśmy. Taki wkurwiony nadal byłem. Chyba muszę ją nauczyć pewnych zasad bo do cholery jasnej mamy dziecko. Zatrzymalem samochód pod domem Stylesów. Wziąłem córkę i zapukalem.
- Zobacz kto przyszedł.. - Harry z Darcy na rękach otworzyli nam drzwi. Garnitur. Dopiero wrócił.
- Dalcy!                                                         
- Miki! - puściliśmy je. Pobiegły się bawić.
- Chodź. Summi nie ma.
- To dobrze bo mam dosyć bab. Z całym szacunkiem do Summer.
- Co się stało ? - zrobił kawę.
- Weź się przebierz bo mam wrażenie że rozmawiam z prezydentem - mruknąłem chociaż sam byłem ubrany w mundur. Zdjął marynarkę i krawat,  a koszulę rozpiął.
- Kobieta. Jak kobieta może się zalać gorzej niż facet. Weź mi to wytłumacz, bo kurwa nie rozumiem. Za głupi jestem.
- Nie wiem stary. Moja Baby nie pije.
- Jest w ciąży.
- Louis ona ogólnie nie pije. Czasami drinka, albo piwo. Zależy od tego jak ją ustawisz.
- Nie każdy jest taki sam.
- Chodziło mi o to, że ona musi wiedzieć gdzie są twoje granice wytrzymałości
- No tak ale Harry ja jak się wkurwiam to tylko krzyczę. Albo się do niej nie odzywam. Lepsze to niż narkotyki.
- Czy to aluzja do Summer ?
- Pff. Nie oto chodzi. Jest między nami różnica. Ja jej pozwalam na wszystko, ale ona robi to odpowiedzialnie. Ty ustalasz co może a czego nie. Decydujesz za nią.
- Bo ja wiem co jest dla niej najlepsze Louis.
- Można o tym dyskutować. Nie można komuś życia ustawiać. Kac to najlepsza kara wracając do tematu. - wypiłem kawę. - Tyle że ja śpię na kanapie - jęknąłem bo po tej nocy wszystko mnie bolało.
- Masz pokój gościnny..
- Bez łóżka. Zepsuło się od skakania Mikayli. - mruknąłem. - Ja wiem. Księdzem zostanę. Będę mieć święty spokój. Po części i tak praktykuję jak ksiądz.
- Daj spokój Louis. Zawsze możesz przyjechać tutaj.- Darcy wpadła do kuchni.
- No i zostawię Mercy samą. - wziąłem małą na ręce i poszedłem do salonu układaliśmy  we czwórkę puzzle.
- Jestem ! - Summer i jej brzuch weszli do salonu.
- Cześć słoneczko - pocałowałem jej policzek.
- Hej Louis.
- Mogę wam zostawić Miki?
- Jasne. - Sunny uśmiechnęła się do mnie.
- Dzięki - wyszedłem i pojechałem. Najpierw do kasyna potem na wyścigi. Zmęczony wróciłem oo kilku godzinach po córkę. Spała u Harry'ego na kolanach. Wziąłem moją królewne podając przyjacielowi rękę.
 - Dzięki.
- Nie ma za co.
- Ja to chyba Mercedes do ciebie przyśle żeby ją przeświecil.
- Tak się nie da Lou. Musisz sam ją opierdolić.
- No żartuję.- Uśmiechnął się Wróciliśmy do domu .od razu małą położyłem do łóżka. Mercedes spała w naszej sypialni. Poszedłem wziąć prysznic. W samych bokserkach poszedłem do sypialni. Nie będę spał na kanapie. Położyłem się do łóżka. Od razu się do mnie przytuliła. Nie objąłem jej. Zamknąłem oczy i zasnąłem. 

28 komentarzy:

  1. No i co ta Mercedes wyprawia?! ;)
    Super rozdział.
    PIERWSZA! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny ! ;3 chociaż i tak mercy to bym nakopała ;b

    OdpowiedzUsuń
  3. haha 3 biczys
    rozdział świetny :)
    teraz już wiem co to za dziewczynka w nagłówku szablonu :D
    Summer i jej brzuch weszli do salony hahah
    czekam na kolejny ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny! <3
    Do następnego ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja wiem, że jestem straszna i okropma, ale nie nawidzś Mercy. Po prostu tak mnie wkurwia! Summi, Harry i Lou są świetni, Miki i Darcy cudne po prostu. A ta cała Mercedes jest jakaś popierdolona! Kocham to fanfiction, czekam na więcej!

    @rollingrhcp

    OdpowiedzUsuń
  6. Julia Tomlinson1 lipca 2014 08:51

    Cudowny rozdział.Trochę mi jest szkoda Mercedes,ale dobrze Louis zrobił.Czekam na nn:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny , czekam na kolejny ;)
    + zapraszam do mnie na 1 rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. niezłą karę wymyślił. no nie powiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. o jaką karę chodzi bo ja nje rozumiem tego rozdziału :( ????????????????????????/

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo lubię tego bloga, ale już od dawna WEDŁUG MNIE za mało tu tej miłości lub czułości między Lou a Mercy. Niby to ona ta zła, ale występuje tutaj już jako drugoplanowy, a może raczej epizodyczny bohater :s Trochę smutno, myślałam, że będą oni sobie więcej czasu poświęcać.

    OdpowiedzUsuń
  11. a Lou ma focha haha :D świetne

    OdpowiedzUsuń
  12. Braawo Mercy.! Nievh louis sie troche pomartwi a nie

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale suuuuuuuper. Kocham to !!!!!!!!! <3 Mam pytanko ile lat ma Louis a ile Mercy ? Tak z czystej ciekawości :-D

    OdpowiedzUsuń
  14. To troche dziwne. Bo Mercy już nawet nie występuje, a głównymi bohaterami są Louis, Sunny i Harry. To smutne:((((((((((((

    OdpowiedzUsuń