20 czerwca 2014

Rozdział 21

Wkurwiłem się. Pojechałem do Harry'ego. Leżała na kanapie. 
- Co odwalasz? - stanąłem nad nią.
- Jak się zmienisz to porozmawiamy. Mam dość tego, że ciągle się dąsasz, o wszystko denerwujesz, a w towarzystwie zachowujesz jakbyś był lepszy od innych.
- Wcale nie. Dąsam? Nie. Nienawidzę jak każdy usilnie próbuje mnie nakarmić.
- Bo się o Ciebie martwimy, ale tego też nie umiesz docenić.
- Umiem. To choroba.
- To się lecz.
- Ale żyje. To tylko jedzenie. Nie przesadzajmy. Postaram się ale nie wymagaj że będę jadł wszystko i dużo od razu.
- Chodzi o Twoje zachowanie.
- Wiem że nie jest najlepsze ale mam problemy.
- Od tego masz mnie, miałeś Harry'ego.
- Harry był na leczeniu - wziąłem ją na kolana.
- A teraz nie chce z Tobą rozmawiać bo zachowujesz się jak frajer
- Jezu bo wyszedłem ? Tak bo nie miałem humoru. Więc nie chciałem psuć imprezy
- Jak zwykle. A pomyśl jak poczuł się Harry, Darcy, Ja ? - Pocałowałem ją we włosy. 
- Masz rację. - położyłem ją i wstałem.
- Harry poprosił mnie, żeby była matką chrzestną ich dziecka. Summi jest w ciąży, ale na to też pewnie nie masz humoru.
- No to fajnie że jest.
- Aż szalejesz z radości.
- No cieszę się. To nie ja ojcem będę więc to nie ja mam szaleć. Nie wchodźmy w paranoje.
- Czyli teraz to moja wina tak ?! Przepraszam, że nie mogę dać Ci dziecka !
- Nie? O nic cię nie obwiniam. - powiedziałem spokojnie.
- Czy ja kiedyś wspominałem że chcę dziecka? Zalilem się? Zmuszalem cię?  Nie. - Rozpłakała się. Jezu..
Usiadłem i ją tuliłem uspokajając. - No nie płacz. Nie masz powodu.
- Mam.
- Jaki? 
- Taki, że nigdy nie będę miała takiego życia jak Summer.
- No to dobrze. Nie chcesz być bita.
- Harry bezgranicznie ją kocha. Popełnił błąd.
- Wiem. Poczekaj. Nie będziesz mieć życia jak Summer bo?
- Bo nie będę mieć dzieci.
- To adoptujemy.
- Nie dostaniemy dziecka.
- Dostaniemy. Skarbie ja jestem policjantem.
- I siedziałeś w więzieniu
- I nadal mogę dużo.
- Ja siedzialam i do tego jestem ' niepoczytalna '
- Nie martw się. Chodź - zabrałem ją autobusem do domu.
- Gdzie samochód ? Zostawiłeś gdzieś ?
- Tak.
- Mhm.. Rozumiem. - Wróciliśmy do domu. Od razu zasnęliśmy. Byłem bardzo zmęczony.
Rano zrobiłem jej śniadanie i pojechałem do pracy. Oczywiście zatrzymałem Stylesa za szybką jazdę.
- Daj mi ten mandat.
- Za dużo roboty. - zresetowałem radar. - Jedź, jedź.
- Dziękuję, panie inspektorze.
- Gratuluję drugiego dziecka.
- Dzięki.
- Aha no i nie bądź zły. Wolałem zostawić was w miłym towarzystwie.
- Fajnie było się przyjaźnić. - wsiadł do samochodu i odjechał z piskiem opon.Prychnąłem tylko. Po pracy pojechałem w ulubione miejsce i później na spotkanie z gangiem. Harry dużo gadał ja się tam nie wtrącałem. - Nudne to. Chcecie to się bawcie w okradanie. Proszę. Styles jesteś szefem - zostawiłem broń i wyszedłem. Gdzie jest.moje auto?! Harry pewnie pomógłby mi szukać, ale jest na mnie zły. Może Sunny ?
Przeszedłem się tam gdzie je zostawiłem. Wsiadłem i wróciłem do domu. Mercedes już czekała na mnie z obiadem. Super. 
- Cześć kochanie.
- Hej. chodź jeść
- Jak muszę - poszedłem do kuchni.
- Musisz musisz. - przyznam, że pachnie i wygląda ładnie. Zjadłem wszystko. Nawet deser.
- Wiesz, że byłam dzisiaj z Summer i Darcy u dentysty. Malutka była przerażona ! - i tak przez 40 minut słuchałem o biednej Darcy i jej przygodach. Gdy w końcu skończyła poszliśmy na górę. Mała się kapala, a ja sprawdzałem swoje konto. Harry dbał o moje finanse bo jest więcej niż wcześniej. A podobno zły był. Wiem, że wraca jutro do ośrodka. Mercedes wróciła z łazienki i ku mojej wielkiej radości przypomniała jej się jeszcze jedna historia z Darcy w roli głównej. Zasnąłem w połowie opowieści. Chyba wiem co muszę zrobić, żeby przestać rzygać Darcy. Właściwie to mi się to przyśniło. Gadaliśmy z Mercedes o adopcji. Trzeba się tym zająć. Jak najszybciej bo powoli obrzydzają mi moje ulubione dziecko.
- Mercedes idę do pracy. Potem pojedziemy do domu dziecka. Zorientujemy się co i jak.
- I tak nie dostaniemy dziecka.
- A ty możesz raz myśleć pozytywnie? Dziękuję .- wyszedłem. Kogo złapałem za przekraczanie prędkości ? Styles. Ale tym razem inny Styles.
- Wczoraj twój mąż dzisiaj ty. Błagam.
- Louis za 4 minuty mam bardzo ważne spotkanie ! Dawaj mandat i mnie nie ma !
- No więc...Proszę dokumenty. - Podała mi wszystko z miną mordercy.
- Złość.piękności szkodzi. Diabeł się cieszy gdy się człowiek spieszy.
- Louis chodzi o 4 miliardy. Pomyśl sobie co zrobi mi i Tobie Harry jak się dowie.
- Harry i Harry. Jedź dziecko. - wypisałem jej mandat i puściłem. Ciekawe gdzie małą zostawiła. Odpowiedź dostałem kiedy tylko wszedłem do domu. Cudowne dziecko Darcy. Świetnie.
- Wujcio !
- Darcey. - Wyciągnęła do mnie rączki. Jak tą dziewczynkę trzeba tulić, aby zadowolona była ? Wziąłem na ręce. Pociągnąłem Mercy i poszliśmy do auta. Zapialem młodą w foteliku i ruszyłem.
- Wujcio a do taty jedziemy ?
- Nie. Tata w pracy.
- A gdzie wujcio ?
- Do domu dziecka. - Zaczęła ryczeć.
- No i czego płaczesz?
- Chce do mamy !
- Zaraz. - zaparkowałem. - Chodź i nie płacz. - wziąłem ją na ręce. W trójkę weszliśmy do środka.
- Nie zostawiaj mnie wujcio. - trzymała się mocno mojej kurtki.
- Ale ja cię nigdzie nie zostawiam Darcey. - kierowaliśmy się do dyrektora.
- To po co tu ? Ciocia Gemma zawsze mówi, że jak będę niegrzeczna to mnie odda do domu dziecka.
- Bo musimy z ciotką Mercy coś załatwić maluchu.
- A ja z Tobą ?
- A ty tak. Dzień dobry. - Schowała się w mojej szyi. Darcy się speszyła więc jest spokój.
- Dzień dobry.
- My ee w sprawie adopcji.
- Proszę się rozejrzeć i że tak powiem wybrać sobie dziecko. - Mercy gdzieś zniknęła.
- A pan niech to przejrzy - podałem mu dokumenty o nas. Poszedłem za swoją dziewczyną. Trzymała jakąś zapłakaną dziewczynkę. Przerażona Darcey wczepiła się we mnie jak rzep w psi ogon.
- Spokojnie. - kołysałem ją. - Obie spokojnie. - Spojrzałem na Mercy, która miała świeczki w oczach.
- Hej nie płacz - mówię do małej dziewczynki. Spojrzała na mnie wielkimi oczami. - Chodź. - ją też wziąłem.
Darcy się trzęsła. Patologia. Malutka dziewczynka przytuliła się i uspokoiła.
- Jak masz na imię kochanie?
- Miki. - szepnęła
- Miki? To skrót ?
- Mikayla.
- Śliczne imię dla ślicznej dziewczynki.
- A ty ? Jak mas na imię ?
- Jestem Louis a to Darcey. Darcy. - Mały Styles chował się w mojej szyi.
- Nie wstydź się.
- Chce do mamy. - już prawie płacze.
- Mama jest w pracy Darcy. Nic ci się nie dzieje. Nie możesz się mazać bo ojciec będzie zły.
- Te dwie ? - dyrektor podszedł do nas, a ja jakoś mocniej przycisnąłem do siebie Darcy. Styles by mnie chyba zabił.
- Nie. Jedna. Ta jest moja. - odparłem. - Możemy adoptować Mikayle? Wiem że to sprawa w sądzie, ale moglibyśmy ją wziąć do siebie.
- To nie takie łatwe. Teraz kurator musiałby z państwem jechać, sprawdzić warunki mieszkaniowe. Wszystko.
- Na co czekamy? - spytałem. Warunki mieszkaniowe? Mam najdroższy dom w tej dzielnicy.
- Uparł się Pan ?
- Jak cholera.
- Z policją się kłócił nie będę. - Mercy wzięła Miki na ręce
- Bardzo dobre wyjście .- zaśmiałem się.
- TATA ! - Darcy nagle ożyła. Odwróciłem się i zobaczyłem tykającą bombę, czytaj Stylesa, a zaraz za nim przerażoną Summer.
- A ty co nie w ośrodku? Ma pan adres.- podałem kuratorowi kartkę. Oddałem Summer małą. - Chodźcie.
- zwracam się do Mercedes. Wyszliśmy przed budynek i gdyby nie refleks to dostałbym w pysk.
- A tobie o co znowu chodzi? Melisy się napij - nie wzruszają mnie już jego humory. Nudny się robi.
- Jakim prawem przywiozłeś tutaj moje dziecko ?!
- Było pod nasza opieką bo twoja żona walczyła o 4 miliony czy coś. Nie sraj się tak. - opierdoliłem go wzrokiem. - Okresu dostaniesz .- wziąłem Miki i zapiąłem w foteliku
- Co ty jej powiedziałeś, że tak się boi ?
- Komu?
- Darcy !
- Nic. No wiesz jak widzi ciebie takiego to przepraszam ale nie dziwię się, że się boi.

- Akurat przy mnie się nie boi. - mała patrzyła na mnie z wyrzutem w oczach. Zacisnąłem zęby żeby czegoś nie powiedzieć za dużo. Mam dość. Mam kurwa dość. Całej tej rodziny. Nie winie oczywiście małej ale mam kurwa ich dosc. Wsiadłem z Mercy do auta i odjechałem. Teraz Styles nastawi przeciwko mnie Nialla i pewnie Liama. Super. Niech robi co chce. Gang mu ostatnio oddałem,.a teraz to już mnie nie obchodzi. Jest mściwy i tyle. Rozpuścił dziecko i teraz dziwi się, że mała wszystkiego się boi..
Jak oni chodzą po sklepach i młoda dostaje co chce. To chore. Wróciliśmy do domu. Kurator przyjechał za nami. Rozejrzał się po domu, zadał milion głupich pytań i łaskawie zgodził się, żeby Miki została.
- No i fajnie. - mruknąłem. Ukucnąlem obok dziewczynki. - A ty chcesz z nam zostac?
- Tak.. - powiedziała cicho.
- To musimy zrobić zakupy. - usmiechnąłem się. Wziąłem dziewczyny i pojechaliśmy do centrum. Kupiłem małej jakieś zabawki, ubranka, mebelki do pokoju.
- Teraz obiad. - pojechaliśmy do restauracji. Małej nie zamykała się buzia. Ciągle mówiła. Ale była śliczna. Siedziała przy mnie, gadała a ja ją karmiłem .Mercedes ciągle się uśmiechała. Ja też. Byłem szczęśliwy.
Mam nadzieję, że dostaniemy ją na zawsze. Wróciliśmy do domu. Mała zasnęła w naszej sypialni.
- Louis dziękuję. - Mercy weszła mi na ręce.
- Nie masz za co. - usiadlem na kanapie biorąc ją na kolana. Bawiłem się telefonem. - Styles robi wielki problem.
- Co ?
- No słyszałaś go przecież.
- Martwi się o dziecko.
- To go nie usprawiedliwia. Summer sika po nogach a ten robi aferę. Z żadnego powodu.
- Przestraszyli się. Nie wiedzieli gdzie jesteśmy i zniknęła Darcy.
- Była pod nasza opieką więc nie zniknęła. To że się nią zajmujemy nie znaczy że mamy siedzieć w domu. Po drugie on w ośrodku był.
- Pewnie Summer po niego pojechała bo się przestraszyła.
- Są telefony.
- Do mnie dzwoniła 27 razy..
- Oh dobra nie ważne. - mruknąłem i ją pocałowałem.
Kolacji dziśnie jadłem, bo naprawde bm nie dał rady. Obejrzeliśmy film i poszliśmy spać. Miki spała z nami

~*~
Patrzyłem jak dziewczynka się bawi, rozmawiając z Liamem. Sophia i Mercy coś gotowały. Tęsknię za spotkaniami z nimi, ale od kiedy wyszedłem wydaje mi się, że są strasznie dziecinni..
- A ty kogoś masz? - spytałem Nialla
- Kurwa Louis serio ? Lellie ? James ? - wywrócił oczami.
- Sorry. Mam zaćmienie umysłu.
- Właśnie widzę. Czemu nie ma Hazzy ? - zapytał niańkując Jamesa.
- No mówiłem ci. Leczy się.
- Wcale nie.. Widziałem go dzisiaj na mieście z Darcy.
- To dobrze. - wzruszyłem ramionami. - Mnie to już nie obchodzi.
- Jesteś jakiś inny. Chodź James. - wziął chłopca i wyszedł z ogrodu.
- Jestem inny bo nie wtrącam się w czyjeś życie. Gratuluję - poszedłem za nim.

- Jesteś inny bo zachowujesz się jak frajer wiesz ? Patrzysz na nas z góry, traktujesz jak dzieci. To trochę przykre. Okej, siedziałeś. To zmienia. Tylko nie zapominaj o tym, że my też mamy swoją wytrzymałość. Z Harrym byliście najlepszymi przyjaciółmi. Wręcz nierozłączni. Ale teraz Louisowi odjebawszy. - wsiadł do auta i odjechał. To było szczere. Aż do bólu.
Usiadlem na fotelu. Ma trochę racji ale nie będę bral winy na siebie. Każdy miesza mnie w.jebane życie Stylesow. No kurwa niech sobie radzą .chcę dostawać po mordzie niech dostaje. Ciągle słyszę o Darcy. Nie interesuje mnie to. Każdy by zwariował. Sophie ciągle gadała z Mercedes, ja z Liamem a mała zasnęła.
Męczy mnie tylko to co powiedział o przyjaźni mojej i Hazzy.. To zabolało mnie najbardziej.To prawda. I ja się zmieniłem i Harry. Nasze poglądy.Albo musimy o tym pogadać.. albo nie wiem. Wziąłem dziecko i zaniosłem do łóżka. Musiałem rano jechać do pracy. Cholernie chciałem zagrać.
- Louis co Cie męczy ? - Liam skończył swój sok.
- Życie ..- stukałem palcami o blat.
- A jaśniej ?
- Wszystko na raz. Oj Liam nie będziesz się w to mieszał.
- Powiedz. Domyślam się, że chodzi o Harry'ego.
- To też. Mam dość jego humorów.
- Ja tam go uwielbiam. Jest dla mnie jak brat.
- Co nie zmienia faktu że jest pojebany. Jak mu nie uderzyło do głowy i szanował kobiety był w porządku.
- Ma problem. Walczy z nim, ale wcale mu nie pomagasz..
- Co znowu ja? Zawiozłem go na leczenie? Zawiozłem. Teraz niech robi co chce.
- Leczenie ? On potrzebował NAS.
- Ciekawe do czego. Rozmawiałem z nim tyle razy i nie słuchał. Będzie chciał pomocy to poprosi.Nie będę się narzucał..
- Wiesz co zrobił po rozmowie ze mną ? Rozmowie, a nie opierdalaniu go ? Po tej akcji z domem dziecka poszedł na siłownię i się wyżył. Nawet nie zbliżył się do Darcy, ani Sunny.
- I widzisz? To z nim gadaj. Masz dobry wpływ.
- Ja Cie nie poznaję Louis. - pokręcił głową i założył kurtkę.
- Serio? No serio? Mam mu się do życia wpierdalać skoro tego nie chcę.
- Nie. Po prostu bądź jego przyjacielem, bo jak na razie zajmujesz się tylko czubkiem własnego nosa. - zabrał Soph i wyszli. Zaraz mnie kurwica weźmie.



czytasz = komentuj 

13 czerwca 2014

Rozdział 20

Dobrze że mają jakieś zajęcie.
- Louis. - Sunny zapukała do sypialni.
- Śpię.
- Harry prosił, zebyś go odwiedził. To tyle.
- Miałem jutro jechać
- Okej. Śpij.
- Papa. - Zamknęła drzwi. Idę spać. No śpię.  Następnego dnia po pracy pojechałem do Stylesa. Wszedłem bez problemu. Leżał na łóżku ignorując cały świat.
- No? - spytałem
- Co no ?
- Co chciałeś.
- Odkręć to.
- Nie, zostajesz tu. To wszystko?
- Dzięki. PRZYJACIELU.
- No właśnie. Znajdź definicję słowa przyjaciel, żona i mąż.
- Moja żona wszystko mi wybaczyła. Kocham ją, a ona kocha mnie. Nigdy więcej jej nie skrzywdzę bo ten anioł mnie nie zostawił tutaj na pastwę losu. Codziennie jest tutaj i mnie wspiera.
- No widzisz. Przynajmniej coś zrozumiałeś będąc tu. Bardzo się cieszę, ale po dwóch dniach nie wyjdziesz. Coś z psychiką masz jednak. Trzymaj się - wyszedłem. Zagraj, musisz zagrać - to chyba diabełek na moim ramieniu mi to powtarza. No i zagrałem...Nie zawsze się wygrywa. Życie jest przewrotne, ale ja jeszcze wygram.
Wróciłem do domu bardzo późno, bo siedziałem jeszcze w barze.
Nie było Summer, ani Darcy. Mercedes siedziała w salonie.
- a) gdzie tam te i b) czemu nie śpisz?
- a) Zayn gdzieś je zabrał b) czekałam na Ciebie.
- Jutro je odbiorę. Fajnie, miło. Idziemy spać. Chodź.
Kiedy byliśmy w połowie schodów Summer ze śpiącą Darcy weszła do domu.
- O, i nie muszę. - poszedłem do sypialni i padłem na łóżko. Nie mam siły. Od jutra robię sobie tabliczkę "psycholog ma wolne". Usnąłem. Akurat ze snem nigdy nie miałem problemu.
Sobota! Sobota... Nareszcie. Z samego rana już nie było nikogo w domu.
Zresztą mnie też. Byłem na siłowni, zakupach z Mercedes, potem z Mercedes u fryzjera. Dopiero po obiedzie wróciliśmy do domu.
- Louis, ale zbieraj się.
- Po co?
- No przecież Harry ma przepustkę, Summer robi grilla !
- No wiem. - wzruszyłem ramionami. - Zaraz.
- Bądź dzisiaj miły. Chociaż raz.
- Zawsze jestem. - odparłem. Pojechaliśmy tam. Przywitaliśmy Harryego. Zaraz Summer się ze szczęścia posika. Darcy tuliła się do Stylesa. Jest dobrze. Rozmawiałem z Niallerem, a Mercy z Sophią.
Coś mi się robiło jak widziałem jedzenie z grilla. Odruch wymiotny
- Louis sałatki ? - Summer podeszła do mnie z miską.
- Okay - przynajmniej to można było zjeść. Ona się na serio zaraz posika z tej radości.
Pocałowałem Mercedes w skroń. Była zajęta rozmową. Wyszedłem z ogrodu. Przeszedłem przez dom, aby wyjść.
- Wujcio ?! - Darcy wdrapała się po schodach. Czy ktoś zwraca na to dziecko uwagę ?! Jasne, że nie bo państwo Styles migdalą się do siebie.
- Tak słoneczko? - wziąłem ją.
- Gdzie idzies ?
- Do pracy. Czy ty masz strój pandy? - zlustrowałem ją wzrokiem.
- Tak ! - zaklaskała w rączki i się mocno przytuliła.
- Słodka jesteś - kołysałem ją na rękach i uśpiłem.
- Louis. - jeszcze Sunny sie dojebała.  Będę miły..Będę miły. Odwróciłem się z uśmiechem.
- Tak?
- Chodź do nas. - objęła mnie w pasie i poprowadziła do ogrodu. Dlaczego ja ?!?
Oparłem się głową o drzewo. Kurwa no.
- Co się dzieje kochanie ? - Mercy podeszła do mnie i wzięła moją twarz w dłonie.
- Nic, nic. Fajne przyjęcie - uśmiechnąłem się.
- Przecież widzę Lou.. Jeju Darcy jest taka słodka.
- No jest.
- Zazdroszczę im dziecka.. - Patrzyłem na nią przez chwilę po czym wróciłem do drzewa- Chodź do stołu. Są pyszne szaszłyki.
- To jedz.
- No zjedz.
- Nie.
- Proszę
- Już jadłem.
- Sałatkę ?
- Tak.
- Whow, na bogato.
- Daj spokój. Będę chciał to będę jeść.
- Pomyśl jaki przykład Ty dajesz Darcy !
- Mała śpi. To niby jaki? Zwymiotuje to. Zjem i zwrócę. Robi ci to różnice? - Pokręciła głową i odeszła wzdłuż ogrodu. A ja w końcu mogłem wyjść. Harry mnie widział ale chyba jest na mnie obrażony.
Wsiadłem do auta i odjechałem. Tym razem wygram. No i...nic znów porażka. Wściekły wsiadłem do samochodu. To nie mój dzień. Zacząłem jeździć po Londynie. W tę i z powrotem. Jechałem na autostradzie z zawrotną prędkością. Deszcz zacinał w przednią szybę odbierając mi widoczność.
To dodawało tylko adrenaliny. Ignorowałem komórkę. Z piskiem opon w końcu zawróciłem
Stanąłem na poboczu i ukryłem twarz w dłoniach. Nie miałem siły. Do tego wszystkiego. Mercy. Harry. Summer. Ja. Każdy problem . Może coś ze mną jest nie tak ? Może więzienie mnie zmieniło.
Uderzyłem głową o kierownicę. Wysiadlem z samochodu. Wsadziłem ręce w kieszenie i w deszczu szedłem sam nie wiem gdzie. Zaraz mnie jebnie od tego głupiego telefonu.
- Halo? - wytarłem twarz ręką i odebrałem.
- Wujcio wlóć .
- Księżniczko pracuję.
- Wujcio.. - pociągnęła noskiem.
- Daj ojca.
- Co ? - Harry
- Zajmij ją czymś.
- Dzięki za ciepłe powitanie i rozjebanie imprezy Twoimi humorkami. Darcy idź do wujka Nialla, Louis jest zbyt zajęty kasynem. - po tych słowach się rozłączył
- Spierdalaj. - szedłem dalej. W końcu wróciłem do domu. Chyba była trzecia w nocy.
Mercedes nie było. Kiedy poszedłem po suche ubrania zauważyłem, że nie ma większości jej ubrań.


Czytasz - komentuj :) 

Jeżeli ktoś chce być informowany o rozdziałach to powstanie na blogu zakładka i tam wpisujcie się w komentarzach :) / Horanowa.:) 

7 czerwca 2014

Rozdział 19

- Nieźle się zaczyna.
- Jestem psem. Nawyki. Za przemoc. rodzinną przysługuje kara.
- Summer nie złożyła na mnie doniesienia więc chuja mi zrobisz.
- Jeszcze nie złożyła albo o tym nie wiesz.
- Nie złożyła i tego nie zrobi.
- Zamknij się. Ja mówię .
- To mów.
- Koniec z biciem Summer
- Coś jeszcze ?
- Zrozumiałes?
- Jak zasłuży to dostanie
- Nie no ciebie chyba pojebało.
- Być może - Summer zawolalem.
 - Harry właśnie jedzie do PRACY. - Po dwóch godzinach miałem święty spokój. On w ośrodku a ja grałem w lotto. Wróciłem do domu.
- I co ?! - Mercedes przybiegła do mnie.
- Na leczeniu.  Summer z nami zamieszka. Ta da.
- Biedna Summi.. - przytuliła się do mnie. Schowałem twarz w jej włosach.
- Tak. Biedna.
- Dziękuję Ci, że się tym zająłeś..
- Idę przywieźć je.
- Dobrze.
Wyszedłem z domu u pojechałem po dziewczyny. Znów zawiozłem je do siebie.
Summer sie nie odzywała. Ciągle trzymała przy sobie Darcy jakbym miał jej ją zabrać.
- To wy sobie tam róbcie co chcecie. Wychodzę.
- Dokąd idziesz ?
- Niee wiem.
- Ale wrócisz na noc ?
- Noo.
- uhmm.. dobrze - Wyszedłem z domu. Spacerowałem po najbliższej okolicy wdychając świeże powietrze. Jakoś trochę tego potrzebowałem. Usiadłem na ławce i zapaliłem szluga.
Podwójne oddychanie. Tak miło. Przeszedłem się jeszcze do sklepu i zrobiłem zakupy.
Nie chce wracać do domu. Tam czekają mnie kolejne problemy. Zrobiło się już ciemno. Powoli zmierzałem do domu.  Mercedes spała, ale za to Summer z Darcy na kolanach siedziała w salonie.
- Cześć. proszę królewno - dałem jej lizaka.
- Dziękuję wujcio.. - wzięła go w swoją malutką rączkę.
Pocałowałem ją w czoło, a Summer w policzek. Przytuliłem obie.
- W porządku? Będzie dobrze.
- Nic nie jest dobrze Louis. - płakała w moje ramię.
- Mała, on wróci do ciebie zdrowy. Będziecie szczęśliwi i nigdy nie usłyszysz " dostaniesz jak zasłużysz".
- A jak nie wróci ? Jak stwierdzi że mnie nie kocha i nie będzie chciał wracać ?
- Nie mów tak. jakby cię nie kochał to byście nie mieli Darcy, a to że mu się w głowie cos poprzestawiało to nie twoja wina.
- A czyja ?
 - Nie wiem słońce. - odgarnąłem jej kosmyki włosów. - Idź spać. Chodź księżniczko - wziąłem Darcey i zaniosłem do pokoju. Położyłem ją spać, a Sunny dałem sypialnię. Następnego dnia wykąpałem się i zrobiłem dziewczynom śniadanie. Pojechałem do chłopaków na spotkanie.
- Harry jest niedysponowany - powiedziałem na wejściu.
- Co ? Gdzie on jest ?
- Na leczeniu.
- Wreszcie.. - mruknął Zayn. - Zabiorę Summer i Darcy do siebie.
- Nie. Harry prosił aby były u  mnie.
- Mhm.. - wiem, że chciałby ją mieć u siebie. Wykorzystałby to, że jest zraniona , żeby się do niej zbliżyć.  Jest szują, ale co poradzić. Rozłożyli przede mną plany banku i tłumaczyli gdzie są blokady.
Nie mam ochoty na tą akcję, ale przyda się gotówka.
- Dobra, zbierać to. Widzimy się za dwa dni. - pojechałem zagrać. Ciągle miałem w głowie jedno pytanie. Dlaczego waleczna Sunny bez Harry'ego jest taka zagubiona ?
I chyba znalazłem odpowiedź. Obydwoje potrzebują siebie, bo widziałem jak wyglądał jadąc do ośrodka. Już coś się z nim działo. Może on teraz zrozumie, że ją straci ? Nie wiem. Mam nadzieję.
Rozluźniłem się w kasynie. Dobrze mi szło.  Zadowolony wróciłem do domu.
- Louis obiad.. - Mercedes zawołała mnie z kuchni.
- To jedzcie. - Podeszła do mnie.
- Masz zjeść
- Nie dziękuję.
- Dlaczego ?
- Nie lubię. Nie chcę. Nie jestem głodny.
- Nic dzisiaj nie jadłeś. Proszę zjedz.. Chociaż trochę.
- Ughh - poszedłem do kuchni.
- Darcy jadła prawie sama, a Summer grzebała widelcem w talerzu.  Usiadłem, wziąłem talerz, złapałem podbródek Sunny i ją nakarmiłem.
- Jeszcze za mamę - dałem jej ostatni widelec i odstawiłem naczynia do zmywarki.
- Chyba Ci się odwdzięczę.. - powiedziała. Droczy się. Humorek sie polepszył.
- No już, oczywiście. Darcy idziemy do ogrodu. - uff udało się. Wyszedłem z mała.
- Gdzie tatuś ? - bang. Wkopałem się.
- W pracy.
- A wujcio zostanie ?
- Tak. - zaklaskała w rączki i biegała za piłką. Kopnęła ją do mnie.  Ostrożnie jej ją podałem i tak się bawiliśmy.  Biegła do mnie, ale potknęła się o własne nóżki.
- Tylko nie płacz, bo ty twarda jesteś.
- Bam ! - zaśmiała się i wstała.
- No i to mi się podoba. - W końcu do mnie dotarła.
- Wujcio pić !
- No dobra idziemy - poszliśmy do kuchni. Weszła na kolana Summer i mocno ją przytuliła.
- A ja bam. - opowiadała jej i Mercy.
Zaśmiałem się i zjadłem kanapkę, a małej dałem sok.
Próbowała otworzyć kartonik, ale strasznie się męczyła. Summer była zajęta zabijaniem ściany wzrokiem.
- A tobie co? - pomogłem małej pytając Sunny.
- Próbuję sobie poradzić.
- Aaa ha. - Uśmiechnęła się smutno i pocałowała Darcy w tył główki.  Objąłem Mercy i pocałowałem w skroń.
- Mercedes ? Zajmiesz się jutro Darcy ? Muszę zając się firmą mojego męża.
- Jasne.
- Dziękuję.. - podała mi dziewczynkę i wyszła z kuchni.
Nastał wieczór. Kąpałem Darcey i układałem ją do snu. Potem poszedłem do swojej sypialni. Summer wzięła jakieś pigułki i spała. Wreszcie Zero płaczu i marudzenia. Opadłem na łóżko z westchnieniem przymykając oczy. Chcę spać, chcę spać... No i śpię.
Mercedes zaczęła się rano wiercić i obudziła mnie. Wstałem delikatnie, żeby chociaż ona się wyspała. Wziąłem z garderoby uniform psiaka i poszedłem do łazienki.  Najpierw prysznic potem ubranie.
Zszedlem na dół. Sunny w kuchni. Ale wygląda. Wysokie szpilki, czarna sukienka, włosy spięte w koczka i biała marynarka. Whow.
- Częeść laska.
- Mam męża. - znów się droczy.
- Ale ja powiedziałem hej dziewczyno. Języki się kłaniają
- Wybacz. Tępa jestem. - postawiła przede mną śniadanie.
- To ja idę .- zmieniłem temat i wyszedłem z domu
- Wróć.
- Miłego dnia Sunny - Wsiadłem do auta odjeżdżając. Pokazała mi środkowy palec i weszła do środka
Wywróciłem oczami i wyjechałem z posesji.
Lubię się z nią droczyć. W pracy jak zwykle zapierdol. Przyjęli mnie w ogóle bez problemu.
Sami mi to w sumie zaproponowali.  No i oczywiście, Louis nie może być od papierów. Nie, musi zapierdalać za kryminalistami. Jestem kurwa za dobry.  Po drodze z pracy, wstąpiłem do banku i wypłaciłem więcej gotówki. Już prawie byłem pod domem kiedy wyprzedził mnie duży biały samochód. Summer. No jasne, ścigaj się ze mną. Głupia Sunny. Zajechałem ją z boku i wyprzedziłem. W domu byłem pierwszy. Wysiadła z auta i podeszła do mnie roześmiana.
- Do domu - pociągnąłem ją i weszliśmy do środka. - Hej Darcy.
- Dałam Ci wygrać lamusie. - no zajebe.
- Spadaj. - klepnęła mnie w tyłek i wzięła na ręce swoją córeczkę.
- Cześć Mercy - pocałowałem ją w policzek. - Co na obiad ?
- Spaghetti. - Uśmiechnęła się do Darcy.
- Super. - wyjąłem talerze.
- Zjesz.  ? Bez walki ? - udawała szok.
- Głodny jestem.
- To też nowość. - Usiadłem do stołu jedząc. Wszystko zjadłem.
- Chcesz medal ? - Sunny jak zwykle. Zignorowałem ja. Wiedziałem że przytyje ale byłem głodny
- Wujcio.. - Darcy podeszła do mnie trąc piąstkami oczka.
- Chodź. Idziemy spać. - wziąłem ja na ręce i zaniosłem na górę. Usypia tylko komuś na rękach.
- Wujcio..
- Tak?
- A tatuś wrócił ?
- Jeszcze nie. Pojechał na dłużej.
- Nie dał mi buzi. - wtuliła się we mnie. Będziemy spać.Kołysałem ją i zasnęła. Ułożyłem ją przykrywając. Poszedłem do sypialni. Prysznic, przebranie i łóżko. Mercedes z Summer chyba kończą butelkę wina.

1 czerwca 2014

Rozdział 18

- Tak. Załatwiałem zaległe sprawy.
- Jakie ? Czemu mi nic nie powiedziałeś ?
- Myślałem, że śpisz. Oj stare sprawy. Muszę dzisiaj jechać do chłopaków. Trzymaj - podałem jej kartę. - Zawiozę cię do centrum. Przyjadę za dwie godziny.
- Umm.. No dobrze.
- No chodź. - Założyła sweterek i wyszliśmy. Zawiozłem ją do centrum i pojechałem na spotkanie.
Drzwi otworzyła mi Summer.
- Hej.
- Hej. - uciekła szybko w głąb domu.
- Już tak nie spierdalaj. Widzę, że pobita jesteś.
- Oparła się o drzwi od kuchni i spojrzała na mnie zapłakana. Rozłożyłem ręce i ją przytuliłem.  Przykro mi.
- Summer idź do kuchni. - usłyszałem głos Harry'ego gdzieś za moimi plecami, a dziewczyna zadrżała.
- Idź, bo jeszcze mocniej dostaniesz. I zamerdaj ogonem. Hał - wywróciłem oczami i poszedłem do chłopaków. Usłyszałem jeszcze krzyk Harry'ego, a potem taki charakterystyczny plask.
- Brawo, mocniej bo za słabo - odezwał się Niall chłodno.
- Jak mu nie spierdoli to uznam że pojebana jest. Nie, ona jest pojebana ciągle z nim będąc - mruknąłem. Loczek wrócił do pokoju trzymając się za policzek.
- Wooow - zagwizdałem. - Brawo Summer, wujek Lou jest z ciebie dumny! - W odpowiedzi usłyszałem trzask drzwi.
- To teraz przejdźmy do pracy - rozłożyłem plany.
- Tatuś.. - Darcy. Wyciągnął po nią ręce i mocno ja przytulił.  Oparłem głowę na ręce i czekałem, aż przedstawienie się skończy. Drama. Kłótnia małżeńska. Dramatyczna muzyka. Trzask drzwi. Muzyka zmienia się na zamarzającą krew w żyłach, a potem córka wpada w ramiona ojca.
Przypatrywałem się małej dziewczynce. Albo mam kurwa zwidy, albo ona ma siniaka na rączce.
- Co jej się stało?
- Co ? - Harry spojrzał na mnie jak na debila.
- W rękę. Wczoraj nie miała.
- Pewnie w nocy przywaliła w coś. Nawet  nie zauważyłem.
- Spoko - pokazywałem chłopakom co, gdzie i jak. - Mam nadzieję, że sobie poradzicie. Dobra, muszę jechać. W drzwiach minąłem się z Summer.  Wsiadłem do auta i odjechałem. Muszę coś zrobić z Harrym. Odebrałem Mercy z centrum
- Jak było?
- Jak to w centrum.
- Wsadzę go do ośrodka..no naprawdę.
- Co ? Co się stało?
- Harry lubi bić kobiety.
- Co ?! Uderzył Summer ?!
- Bo to raz.
- Tak mi przykro..
- Mi też.
- Możesz jej jakoś pomóc ?
- Spróbuję. - Pogłaskała mnie po ramieniu. Weszliśmy do domu. Wieczorem przygotowałem Mercy kąpiel . Sam usiadłem przed telewizorem. 22.00 Oglądałem mecz. Chcę do kasyna ! Tak mnie strasznie ciągnęło... Może jak ona zaśnie.
- Louis idziesz do łóżka ? - stanęła przede mną w piżamce w pandy.
- Tak, chodź - poszliśmy się położyć. Położyła się na mnie skutecznie unieruchamiając mnie.
- Śpij...
- A Ty ?
- Też. - Wtuliła się we mnie
- Będzie ci wygodnie tak?
- Najwygodniej.
- Jak chcesz. - Pocałowała mnie w policzek i powoli zasypiała. Bawiłem się leniwie jej włosami. Pocałowałem jej czoło i wstałem ubierając się.
- Louis. - jęknęła cicho.
- Tak?
- Gdzie idziesz ?
- Śpij mała
- Powiedz gdzie idziesz ? - usiadła na łóżku.
- Naprawić auto.
- W nocy ?
- Tak.
- Bo ?
- Bo jest zepsute.
- I musisz naprawiać je w środku nocy ?
- Tak, bo w dzień nie mam czasu.
- To ja pojadę z Tobą. - kurwa mać.
- Ja nigdzie nie jadę. Śpij - poszedłem do garażu no i coś naprawiałem. Zobaczyłem ją opartą o drzwi garażu.  Zignorowałem ją.
- Jedź już do niej. Nie musisz udawać. - i poszła. Stałem jak wryty. Poszedłem za nią.
- Do..co? Do jakiej jej?
- To ty mi powiedz.
- Ja do nikogo nie jadę - zacząłem się śmiać. - Ty myślisz, że ja mam kochankę? Czy coś ? - nie mogłem się uspokoić tak mnie rozbawiła. Wziąłem głęboki  wdech. – Nie, nie mam.
- Super.
- To o co ci chodzi? - założyłem ręce na klatkę.
- Idź.
- No ale gdzie kurwa
- Tam gdzie chciałeś iść. Bo jak na mój gust dobrego samochodu się nie naprawia.
- Ma rozładowany akumulator i na wyścig się nie nadaje.
- Jaki wyścig ?!
- No wyścigi.
- Coś jeszcze ?
- Ale co?
- Wyścigi i co jeszcze ?
- No nic.
- Jasne. - prychnęła. Wzruszyłem ramionami nie wiedząc o co tej kobiecie chodzi. Wszystko zawsze nie tak. Wróciłem do garażu. Podłączyłem akumulator, który spokojnie się ładował. Zająłem się ulepszaniem.
Pewnie powinienem teraz z nią siedzieć, przytulać ją i przepraszać. Nie jestem taki.
Nie umiem też być romantyczny. Robiłbym to na siłę. Dokręciłem jeszcze kilka śrub.
Usiadłem w ogrodzie z talią kart. Tasowałem je paląc szluga. Nie szkodzi, ze jest środek nocy.
Nie chciało mi się wchodzić do domu. Położyłem się na ławce i zasnąłem. Nie wyspałem się. Obudził mnie deszcz. Mój kochany Londyn.Poszedłem pod prysznic, a w sypialni jeszcze spała Mercy. Wyjąłem z szafy jeansy i koszulkę. Ta. Oryginalny styl, ale nie jestem tak wspaniały jak Styles.
Ubrałem to na siebie i zszedłem na dół. Chyba muszę się podlizać pani drażliwej. Zrobiłem jej śniadanie. Wystawne, żeby nie było. Za kanapki by mnie pogoniła. Jest i moja księżniczka.
- Cześć. Siadaj, jedz. Proszę.- podałem jej wszystko.
- Podlizujesz się.  ?
- Nie mam powodu.
- Dobrze wiesz, że jestem na Ciebie zła
- No cóż. Szkoda że nie znam powodu no ale dobra. Smacznego- poszedłem do kuchni.
Przyszła do mnie i się przytuliła. Jak nie wiele trzeba. Pocałowałem ją we włosy.
- Chcę, żebyś spał ze mną, a nie znikał
- Dobrze. Ławki są nie wygodne.
- I chce wiedzieć gdzie chodzisz.
- Nigdzie nie chodzę. W ogrodzie byłem.
- Nie mówię o dzisiejszej nocy.
- Dobra.
- Chodź jeść.
- Śniadanie jest dla ciebie.
- Nie zjem wszystkiego sama
- To zjesz tyle ile możesz.
- A ty nie jadłeś.
- Oj tam ja.
- Louis proszę, żebyś zjadł.
- Dobra, zjem w drodze - chwyciłem jabłko i marynarkę
- Gdzie jedziesz ?
- No Summer kazałaś mi pomóc.
- Aa.. Okej.
- Kocham cię - pocałowałem ją i wyszedłem.
Pojechałem do jebanego domu jebanych Stylesów. Dopiero z więzienia wyszedłem, a już mnie irytowali. Jak nie rozwód to bicie. Jak nie bicie to Bóg wie co jeszcze. Drzwi otworzył mi bokser.
- Hi, hey, hello. - ominąłem go i wziąłem na ręce Darcy.
- Wujcio !  - przytuliła się do mnie.
- No hej. Powiedz mi słonce gdzie mama.
- Tu ! - pokazała paluszkiem na kuchnię.
- Dziękuję. Leć się baw - poszedłem do pomieszczenia i zamknąłem drzwi na klucz. - Hej Summer.
- Hej Louis. - szykowała jedzenie.
- Wszystko dobrze? Jak zdrowie?
- Normalnie, a jak ma być ?
- Z grzeczności pytam. Wczoraj mi ryczałaś, że pobita jesteś.
- Trzeba twardym być.. - spojrzała na mnie.. uuu ale limo.
- uuu chyba mu wjebie - usiadłem. - Robisz za ścianę czy za worek? Na żonę nie wyglądasz.
- Jestem jego żoną.
- No chyba w bajce. - To jest tak Summer chcę seksu. Summer idzie do niego. Summer masz zrobić to, Summer to robi. Coś mi się nie podoba a no to ci wpierdole.
- Po co przyszedłeś Louis ?
- Pomyślałem sobie że jesteś mądra i zgodzisz się na jedną z moich propozycji. Harry jedzie na leczenie lub Harry jedzie na leczenie.
- Lub.
- Wymieniłem aż dwie.
- Nie pozwolę zabrać nigdzie Harry'ego.
- Czyli idiotka z ciebie.
- Dzięki.
- Podziękuj jak cię znów uderzy.
- Uderzy czy nie. Co za różnica.
- Nie osłabiaj mnie. Taka że jeśli jesteś jego żoną, chociaż moim zdaniem to ci trochę brakuje do tego, to nie ma prawa cię uderzyć.
- Może powiedz to jemu, a nie mnie.
- Chwila, chwila Summer. To ty powiedziałaś że nigdzie go nie puścisz.
- Bo myślę o Darcy. Porozmawiaj z nim.
- Jeszcze jedno. Jak by tam pojechał to zamieszkałabyś z nami.
- A co powiem Darcy ? " Twój tatuś mnie bije i wysłałam go na leczenie " ?
- Nie. - popatrzyłem na nią głupio. - Pracuje. - wziąłem śniadanie, otworzyłem drzwi, podałem talerze Harry’emu i zamknąłem drzwi. - To dobre wyjście.
- Spróbuj z nim pogadać na spokojnie. Może zrozumie.
- Nie zrozumie. Ciota jest. Myśli że jak w gangu jest to i w domu może rządzić
- Proszę spróbuj.. - szepnęła prawie płacząc.
- Summer spróbuje. Ale jedną rzecz musisz mi obiecać .
- Jaką ?
- Samoobrona dla kobiet.
- Przestań Louis. Dobrze wiesz, że umiem się bić.
- Ale tak. Bardziej .
- Nie uderzę go. Nie umiem.
- A on ciebie umie.
- Ale ja go kocham.
- I wyszło że on ciebie nie. Patrz do czego doszliśmy - wyszedłem z kuchni.
Harry bawił się z Darcy w salonie.
- Styles.
- Hmm ? - spojrzał na mnie.
- Kazanie Ci będę robił.
- Super. - Głaskał delikatnie Darcy po policzkach.
- Z łaski swojej dziecko oddaj matce.
- Darcy jest moim dzieckiem i jej miejsce jest przy mnie.
Wziąłem Darcy, zaniosłem Summer i wróciłem.
- A co to było ? - spojrzał na mnie jak na debila.
- Siad. - popchnąłem go na krzesło.

19 maja 2014

Rozdział 17

- Właśnie, słyszałem o jakiejś Sophie. No widzisz. Bo chyba ja tu jestem najrozsądniejszy. Ty się za łatwo wkurwiasz i reagujesz, Zayn prowokuje, Niall się nie przejmuje, a Liam... musi wszystko przemyśleć zanim coś powie.
- Liaś zaczął nam palić.
- Uu jaki bad boy cholera.
- No widzisz.
- Tatusiu ! - Darcy wybiegła z domu, ale Summer złapała ją zanim mała zdążyła dorwać się do schodów. Zniosła ją na dół. Maluszek podbiegł do Hazza i weszła mu na ręce. Mercy do nas podeszła. Wziąłem ją na ręce i pocałowałem w usta. Harry przytulał swoją córeczkę obserwując Summer idącą powoli w naszą stronę. 
- Jesteś teraz fejm. Piątka - przybiliśmy piątkę. - Jednak She has power. - Oparła głowę o jego ramię, a on objął ją w talii.
- Nie będziemy wam przeszkadzać.
- Chodźmy do domu. - Hazz podał mi Darcy i poszliśmy do domu.
- Albo... Mogę zostawić u was Mercy na noc? - spytałem.
- Czemu ? Lou.. - dziewczyna spojrzała na mnie smutno.
- O nic się nie martw. - przytuliłem ją. - Rano ci powiem. Mogę?
- Lou.. - spuściła głowę.
- Wyjątkowo - szepnąłem jej do ucha. - Spędzisz czas z Sunny.
- Ale powiedz mi ..
- Jadę na wyścig.. - Popatrzyła na mnie rozczarowana. - No co ?!
- Rób co chcesz.. - powiedziała tylko. Harry szeptał coś do ucha Summer, a Darcy weszła mi na kolana.
- Wujcio zostanie ?- spytała robiąc te smutne oczy.
- Muszę iść.
- Wujcio nie ! - rozsiadła się na dobre.
- Darcy..- spojrzała na mnie zaciekawiona - - Dobra, pojadę kiedy indziej. 
- Wujcio kocha Dalcy.. - zaczęła śpiewać kołysząc się na moich kolanach Zaśmiałem się całując ją w czoło.
- Wujku zobac.. - pokazała mi jakiś rysunek. - Ty jest tata, tu mama, to ja, a to Ty i ciocia Melcy.. - dała mi go.
- Śliczny. Dla mnie?
- Tak !
- Super, powieszę z ciocią na lodówce.
- A tata mi nie pozwala cukielków !
- Boże, okropny jest twój tata.
- Ale mama i tak mi daje..- szepnęła mi na ucho i zaśmiała się. Też się zaśmiałem. Słodka jest.
Przeszła na kolana Mercedes i złapała jej włosy w swoje małe rączki. Bawiła się nimi, aż w końcu mój skarb miał niebieskie wąsy.
- Supel wyglądaś.
- Dzięki.
- A wujcio też ma wąsy !
- No ma. - zaśmiała się.
- A mój tato nie ma.
- Nie ma.
- A co tato ma ?
- Małego....- mruknąłem pod nosem .nie słyszała.
- Louis pytała o mnie, nie o Ciebie. - Harry usłyszał. Zaśmiałem się tylko.
Oparłem głowę o rękę i tak sobie siedziałem. Spokój.Z 20  kilo na moich kolanach.
Pocałowałem ją we włosy. Chcę zagrać..
- Daj mi ją. - Harry wyciągnął ręce po swoją córkę.
Oddałem jemu Darcy .
Przytulił ją i delikatnie kołysał. Usypia ją.  Summer zaprosiła nas na obiad. Bleeeeeeeeeee.
Mercy popchnęła mnie w stronę jadalni dając nieme sygnały, żebym się zachowywał. Siedziałem i więcej rozmawiałem niż jadłem. Jak tutaj cicho kiedy Darcy śpi.  Nie piszczy i nie skacze.
W porównaniu do więziennego jedzenia, Summer zajebiście gotuje.
W końcu pojechaliśmy do domu. Mój kochany domek.
- Chodźmy spać.
- Jest dopiero 16.. - rozglądała się po wnętrzu
-  To nie chodźmy spać
- Jest dość duży.
- Umm.. whow. - Pokazałem jej co gdzie jest. Jest taka sztywna.
- Co chodzisz jakbyś kij połknęła?
- Wydaje Ci się Lou
- Nic mi się nie wydaję.
- Właśnie, ze tak.
- Jasne.
- Oj no nic. - oparła brodę o mój tors. Pocałowałem ją we włosy.
- Zimno mi.. - Założyłem jej moją bluzę - A przytulisz.  ?
- Chodź.  - Objąłem  ją. Wtuliła się we mnie oddychając niespokojnie
- Co się dzieje?
- Nic. Co ma sie dziać Lou ?
- Dziwna jakaś jesteś.
- Bo nie lubie być w obcych miejscach.
- To nasz dom
- Twój dom
- Nasz.
- Nic nie rozumiesz.
- Najwidoczniej - puściłem ją i poszedłem do kuchni.
- Lou.. - poszła za mną
- Słucham ?
- Jezu nie krzycz. - wyszła z kuchni
- Nie złość się.
- Nie złoszczę.

- Przecież widzę
- Jesteś głodna?
- Nie
- Co chcesz robić?
- Nie wiem.
- No cóż.
- A ty ?
- Też  nie wiem.
- Chodźmy na spacer
- Okay - wyszliśmy do parku. Trzymałem ją za rękę. Było dobrze. Nawet bardzo. Objąłem ją i pocałowałem w czoło. Uśmiechnęła się nieśmiało.
- Kocham cię.
- Kocham Cie.
- Idziemy na lody.
- Dobrze. - Poszliśmy na deser. Trzymała mnie ciągle za rękę Do domu wróciliśmy pod wieczór. Poszła pod prysznic. Zrobiłem jej kolację. Próbowałem wymigać się od jedzenia, ale pilnowała mnie.
I znów czułem się grubszy. Gdy zasnęła, pojechałem do kasyna. Niektórzy mnie tam znali. Grałem przy stole z pokerowym wyrazem twarzy. Wszystko szło dobrze Wróciłem nad ranem. Zrobiłem śniadanie.
- Powiesz mi gdzie byłeś całą noc ?


~~~~*~~~~~
Dzisiaj tym razem ja dodaję rozdział. Zapraszamy do albumu. http://prisoners-album.tumblr.com/

11 maja 2014

Rozdział 16

- Musisz się przyzwyczaić. No wskakuj do łóżka.
- Czy jak znajdę pracę i będę miała pieniądze to będę mogła coś pozmieniać ? Kupić jakieś kwiaty, zasłony, dywany ?
- Po pierwsze rób co chcesz, po drugie nie musisz mieć pracy.
- Jak to nie ? Muszę..
- Nie musisz. - przykryłem ją kołdrą i pocałowałem w czoło. - Mamy pieniądze. Ale wiesz. Jak chcesz studiować, pracować czy cokolwiek to masz do tego prawo. Spij dobranoc. - zgasiłem światło i poszedłem do drzwi.
- A gdzie idziesz ?
- Na dół. Chcę żeby ci było wygodnie.
- Chodź tu.. Nie chcę spać sama. Będę się bała.  - Przebrałem się i położyłem obok niej. Po chwili zasnęła. Ja za nią. Rano obudziłem się pierwszy. Ubrany w jeansy zszedłem na dół. Wziąłem jabłko i usiadłem przed komputerem. Musiałem wykonać przelew. Wybrałem dom dziecka i dużą kwotę. Usłyszałem pukanie do drzwi. Nacisnąłem enter i jedząc owoc poszedłem do holu.  Wyjrzałem przez okno. Naczelnik policji. Co on tutaj robi ?
- Dobry - otworzyłem mu.
- Panie Tomlinson. - skinął głową.
- Skąd ta miła wizyta? 
- Chcieliśmy prosić, aby wrócił pan w szeregi policji. - Zakrztusiłem się jabłkiem.
- Słucham?
- Jest pan niewinny. Był pan jednym z naszych najlepszych ludzi. Chcemy, żeby pan wrócił.
- Zastanowię się. Dzięki za pamięć.
- Czekamy na wiadomość z Pana strony. - zasalutował i odszedł.
 Zajebiście - poszedłem do kuchni i zrobiłem śniadanie Mercedes.
- Louis.. - zbiegła przerażona na dół. 
- Słucham?
- Widziałam policję pod domem..
- Proponowali mi pracę.
- Przestraszyłam się.. - przytuliła się do mnie. Objąłem ją i pocałowałem we włosy. Posadziłem dziewczynę na krześle i podałem śniadanie.
- Dziękuję. Jadłeś ?
- Jadłem. 
- A co ? 
- Jabłko. - Zbeształa mnie wzrokiem. - Ale coś zjadłem. Zajęty byłem.
- Tylko się nie przejedz. Dzisiaj zrobię obiad i masz go zjeść. Co robiłeś ? 
- Przelewy. 
- Summer jest taka fajna. I dziewczynka jest cudowna.
- Tak to prawda. - posprzątałem. - Dobra idziemy na zakupy. Znaczy ty idziesz. 
A ty ?
- Ja pojadę z autem na przegląd.
- Ty i to Twoje auto..
- Trzymaj - rzuciłem jej kartę.
- Głupio mi tak..
- Przestań. - pocałowałem ją. - Co tam chcesz to sobie kupuj.
- Nic nie potrzebuję.. - oddała mi kartę
- Weź to. - oddałem jej. - Cokolwiek jak będzie trzeba to w razie czego masz. Mówiłaś o kwiatach, dywanach itd. Nie chcesz ?
- Powinniśmy wybrać to razem..
- Mogę z tobą iść ale ja się na tym nie znam więc będę na wszystko kiwał głową.
- Nie wiesz co Ci się podoba a co nie ? 
- Po prostu ważne żeby tobie się podobało.
- Możemy iść na kompromis.
- To znaczy ?
- No dogadamy się Lou.
- Ja i tak zgodzę się na wszystko. - Uśmiechnęła się i pocałowała mnie krótko. Moje słoneczko. Wziąłem ją za rękę i wyszliśmy. Rozglądała się dookoła jakby ciesząc się każdym liściem, drzewem. W końcu wreszcie była na wolności. Wzięła mnie za rękę.  Pocałowałem jej dłoń. Pojechaliśmy do sklepu. Przez całą drogę trzymałem dłoń na jej kolanie. Zaparkowałem auto i dałem jej całusa w policzek. Weszliśmy do sears'a.  Chodziłem za nią z białą karteczką i wypełniałem luki. Tam były napisane nazwy mebli, sprzętów i inny ozdób. Była taka przejęta tym wszystkim. Więc i ja nie mogłem marudzić.
- Patrz jakie super ! - rzuciłem się na duże poduszki. 
- Pasowałyby do salonu..
- No widzisz ? Jestem geniusz. - zaśmiała się i stanęła w miejscu.
- Coo ? - przyciągnąłem ją. 
 - Zobacz jakie ładne..- pokazała mi mebelki do pokoju dla dziecka.
- Tak, śliczne. Kiedyś jakieś wybierzemy. - Nic już nie powiedziała. wybrała pełno jakiś roślinek i tyle.
- To wszystko?
Dywany wybraliśmy, zasłony i firanki też. Rośliny są. Wszystko.
- To teraz jedziemy po ubrania.
- Ja nic nie potrzebuję Louis..
- Nie masz ubrań kochanie.
- Mam. Tylko w swoim starym mieszkaniu.
- I na pewno nie chcesz nowych ? 
- Nie chcę, żebyś wydawał na mnie swoje pieniądze.
- Co moje to i twoje.
- Przestań. Nie chcę być takim pasożytem.
- Nie jesteś żadnym pasożytem i shh - pocałowałem ją czule w usta.
- Ciężko pracowałeś na wszystko co masz.
- I chcę to dzielić z tobą.
- Ale..
- Ale nie dyskutuj ze mną. Co moje to i twoje i masz to zapamiętać. Tylko ten jakbyś chciała prowadzić Juniora to błagam ostrożnie. 
- Nie mogę prowadzić samochodu Louis.
- Nie masz prawa jazda. Okay.
- Po pierwsze. Po drugie jestem "niepoczytalna "
- Ale to niedługo zostanie zmienione. Chodź na lody - pojechaliśmy na jakiś deser i do Summer. Przecież obiecałem Darcy.
- Wujcio ! - dziewczynka ruszyła w moją stronę, ale potknęła się o własne nóżki. Najlepsze było to, że upadła, powiedziała bam, zaśmiała się i pobiegła dalej. Wziąłem ją na ręce i podrzuciłem.
- Cześć.- Summi wyszła z kuchni.
- Hej. - Mercy się z nią przywitała. 
- Aaa zjem Cie. - wycałowałem malutką. 
- Wujcio nie jedz ! Tatuś będzie tęsknił ! - śmiała się słodko.
- Patrz Mercy do ciebie przyszła.
- Ceść Melcy ! - pomachała jej i wyciągnęła rączki. Podałem ją na ręce dziewczyny. Spojrzałem na Summer. Coś jej jest.
- Pójdziecie na huśtawkę? - spytałem przenosząc wzrok na Mercy.
- Pewnie. - wzięła dziewczynkę i wyszły.
- I co jest ? Gdzie patrol 24/7 ? 
- Harry jest w pracy. Nic. - jest lato, a ona ma bluzkę z długim rękawem. 
- Zła odpowiedź.
- Napijesz się czegoś ? - unikała mojego wzroku.
- Siadaj - posadziłem ją na sofie. - W tej chwili masz mi powiedzieć co się stało.
- Kto Ci powiedział, że coś się stało ?
- Oczy mam i widzę. Mów, jezu no.
- Wkurzył się o to, że Darcy znalazła się obok Zayna. Zrobił awanturę. Nic więcej.
- Pozwól - zdjąłem z niej bluzkę, została w podkoszulku.
- Zadowolony ? - splotła ręce na piersi ukrywając przedramiona dłońmi.
- Widzę jego awantury. Wiesz co Summer? Nie będę ci już współczuć. Nie ma czego. Rób co chcesz dziewczyno. Ja ci powiedziałem jedno. On może się wyleczyć, ale wy swoje. nie ma sprawy - wyszedłem do ogrodu. Akurat Harry podjechał pod dom. Wysiadł z samochodu. Ciul ma podbite oko. Ciekaw byłem czy to jeszcze ja po wczorajszym. Podszedł do mnie. Miał też rozwaloną wargę. To nie ja.
Gwizdnąłem. Ktoś się postarał. I bardzo dobrze. Ja się do niego nie odezwę.
- Daaaarcy chodź tu. - podbiegła do mnie. Wziąłem ją na ręce kiedy się śmiała.
- Louis.. - powiedział cicho Harry. Popatrzyłem na niego i z powrotem zająłem się małą.
- Możemy pogadać ? 
- Raczej ja mam słuchać twojego monologu. Mów, mów.
- Nie przy dziecku. - Mercedes ją zabrała do Summer. Oparłem się o drzewo.
- Nie mam siły.. Chcę zniknąć. Nie chcę, żeby ona więcej przeze mnie cierpiała.. Wczoraj mnie pobiła..
- Summer! Jesteś moje guru! - krzyknąłem do niej i potem znów na niego spojrzałem. - Jak nie chcesz to idź na leczenie.
- Połamała mi żebra. Wykrzyczała mi prosto w twarz wszystko co jej zrobiłem. Nie było jej w domu przez całą noc, a ja nie mogłem nic zrobić.
- Bardzo dobrze zrobiła Harry. Po pierwsze traktujesz ją jak psa. Summer to, Summer tam to.Tego ci nie wolno i dlatego dostaniesz po dupie bo swojego pana nie słuchałaś.
- Nasze małżeństwo zawsze takie było. Ona robiła to czego ja chciałem bo to ja jestem tutaj facetem Louis.
- Nie masz prawa jej rozkazywać Harry - odparłem. - Też jestem facetem, ale nie traktuje Mercedes jak pracownika. Nie wyobrażam sobie, abym powiedział do niej Tego ci nie wolno, bo mi się to nie podoba.
- Nie chcę, żeby Zayn się do niej zbliżał po tym jak ją pocałował..
- Matko...Dobra, wszystko rozumiem. Ale to jest nasz przyjaciel. To był błąd.
- I moja żona wiesz ? Jak ty byś się poczuł gdybym ja pocałował Mercedes ? Ona odpychałaby mnie,a ja siłą wsadziłbym jej język do gardła ? 
- Wkurwiłbym się, ale to bym ci jeszcze wybaczył. Gorzej z tym jakbyś ją uderzył.
- A gdybym groził ci, że zgwałcę Twoją żonę i zabiorę dziecko ?
- Prawdopodobnie jesteś do tego zdolny, ale ja bym cię zabił.
- On mi to powiedział. Chciał tknąć moją Baby.
- On był naćpany.
- Bez Ciebie wszystko się zjebało. Cały gang. Nasza przyjaźń. Wszystko. Nawet związek Liama z Danielle.

2 maja 2014

Rozdział 15

- Bo ?
- Bo ty potrzebujesz czegoś czego ja Ci nie dam..
- Nie potrzebuję seksu.
- Byłbyś ze mną przez całe życie gdybym z Tobą nie sypiała ?
- Tak.
- I nie zdradzałbyś mnie ?
- Przecież cię kocham.
- Harry też kocha Summer, ma z nią dziecko, a ją zdradził..
- I do tego sypia z Summer, no widzisz. Różnie bywa. Nie jestem Harry.
- Nie chce żebyś się marnował..
- Przestań.
- Nie musisz cierpieć przez moje krzywdy.
- Przestań - powtórzyłem. Robiła się nudna. - Nie obchodzi mnie łózko.  - Wtuliła się we mnie i słuchała mojego serca. Pocałowałem ją we włosy.
- Kocham Cie Louis.
- Ja ciebie też kocham.
- Pocałujesz ? - Złapałem jej twarz i złączyłem nasze usta. Wplotła palce w moje włosy. Objąłem ją ramieniem w talii.

~*~

Siedzieliśmy na sali sądowej czekając na ostateczny wyrok. Trzymałem dłoń Mercy w swojej. Harry i Summer załatwili najlepszych prawników.
- Będzie dobrze.
- Z dostarczonej przez prawnika panny Parker analizy psychologicznej wynika, że w momencie dokonania zbrodni oskarżona była niepoczytalna. W związku z tym Panna Parker zostaje uniewinniona, lecz skazana na środek zapobiegawczy w postaci grupy wsparcia. - Świetnie. To i tak sukces. Uśmiechnąłem się do Mercy.
- Pana Tomlinsona uznaje sie za niewinnego dokonania czynu karalnego. Prawnik dostarczył alibi potwierdzone przez świadków oraz policyjny system monitoringu. W momencie dokonania zbrodni pan Tomlinson był w pracy. - spojrzałem na Summer. Złośliwy uśmieszek wkradł się na jej usta. Spryciula. Zadowoleni wyszliśmy z sądu. Wziąłem Mercy na ręce i zakręciłem.
- Zadowolony ? - Summer i Harry stanęli obok nas trzymając się za ręce.
- Jak cholera. A ty i tak masz wpierdol.
- Jedziemy po wasze rzeczy, a potem do domu. - Hazz poprowadził nas do auta.
- Do jakiego domu?
- Naszego. Obiecaliśmy Darcy, że przywieziemy wujcia. - moje kochane dziecko.
- Aaa, chyba że tak.
- Chodźcie. - wsiedliśmy do samochodu. Nie mogłem się doczekać, aby małą zobaczyć. Moja kruszynka. Pocałowałem Mercy w policzek. Ciągle się uśmiechałem. Byłem kurwa wolny. Zaczynamy z Mercy nowe życie. Gdy byliśmy u Hazzy bawiłem się z Darcy. Wymęczyła mnie. Dwulatka, a ma power jak diabli. Raz jest tu, raz tam. No i włazi na te schody. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Uznałem, że dostanę skrętu szyi. W końcu zasnęła na dywanie. Wziąłem mojego aniołka na ręce i usiadłem na kanapie. Przytuliłem ją i pocałowałem w czoło. Stęskniłem się za tym maleństwem. - Wujcio.. - mruknęła przez sen i mocniej się przytuliła. Summer obserwowała nas z uśmiechem. Moją uwagę przykuła czerwona plama na jasnej kanapie. Harry podążył za moim wzrokiem i spuścił głowę. Aż tak ją zlał ? Zacisnąłem zęby i nie odezwałem się na ten temat. Mercedes wpatrywała się w Darcy z uśmiechem. Malutka jest śliczna.
- Nie oddam jej przez najbliższe dwie godziny - zastrzegłem. Spojrzałem na Harry'ego. - A nawet przez cały dzień.
- Przypuszczam, że ona Ciebie też nie puści. - Summer przykryła Darcy kocykiem.
- No pewnie.
- Zrobię coś do jedzenia. - Summer zniknęła w kuchni, a Hazz zakrył krew na kanapie jakimś kocem. Mercedes usiadła obok mnie. Uśmiechnąłem się do niej.
- Adoptujemy.
- Jeżeli mówisz o mojej córce Louis to lepiej to cofnij. - mruknął Harry obserwując swoje dziecko.
- Nie no stary. Nie mówię o Darcy. 
- Mogę ją potrzymać ? - spytała cicho Mercy. Podałem jej Darcy. Dziewczynka wtuliła się w jej włosy i coś mruczała przez sen. Bardzo słodko wyglądały. Zrobiłem im zdjęcie. Summer przyniosła jedzenie. Jezu. Wziąłem Darcy i poszedłem zanieść ją do pokoiku. Stałem nad jej łóżeczkiem.
- Louis chodź. - Summer przyszła za mną. Musiałem spytać o tą krew.
- Co to za plama na kanapie ?
- Umm.. wino. - kłamie.
- Summer?
- Moja krew, a co ma być ?! 
- Nie krzycz, dziecko śpi.
- Chodź tu. - poszliśmy do ich sypialni.
- Wytłumacz tą krew.
- Harry mnie uderzył i to krew z łuku brwiowego.
- Za dużo krwi z łuku brwiowego. Summer ja byłem śledczym. Nie rób ze mnie idioty. - Odchyliła koszulkę i pokazała mi bliznę na plecach.
- Rzucił mną o szklany stolik.
- Nie no zajebiście. - zbiegłem na dół.
- Louis przestań.. - złapała mnie za ramię.
- Puść mnie. Harry chodź tu ! 
Co tu się dzieje ? Kochanie ? - Styles podszedł do nas.
- Mówiłem, że masz wpierdol? Mówiłem. - podwinąłem rękawy koszuli.
- Przestań.. - Mercedes złapała mnie za ręce, a Summi zasłoniła Hazze.
- Poczekaj Summer, bo może zaraz znów wylądujesz na SZKLANYM STOLIKU. Lepiej się odsuń.- Oczy Harry'ego pociemniały.
- Wiesz co teraz zrobię? Najpierw ci wjebię, a potem zaciągnę na leczenie do ośrodka.
- Przestań Louis. - Summer gładziła jego policzki. Głupia. Odsunąłem ją od niego. Mercedes grzecznie przestawiłem obok. Najpierw dostał w brzuch. Uważałem na splot słoneczny, bo mógł mi tu umrzeć. W sumie dostał w twarz pięścią i kilka razy w brzuch,. Potem pociągnąłem go za koszulę i wsadziłem do auta sam do niego wsiadając. Nawet z nim nie dyskutując zawiozłem kretyna do ośrodka. Już prawie tam byliśmy kiedy on zgasił silnik i uderzył mnie mocno w tył głowy. Potem czułem tylko jak przerzuca mnie z siedzenia kierowcy i odjeżdża. Ocknąłem się w jego domu. Głowę miałem na kolanach Mercedes. Summer czyściła rany Harry'ego. I tak tam trafi. Ja się do niego nie odzywałem, ale jedno było pewne. Pójdzie na leczenie. Wstałem i wyszedłem zapalić. Ona jest tak głupia czy tylko taką udaję? Harry mógłby ją zabić, a ona mu buty wycałuje.
- Louis. - usiadła obok mnie. - Ty tego nie rozumiesz. To moja wina.
- Zamknij się. To jego wina.
- Ja go sprowokowałam. To ja jestem winna. - pod dom przyjechał znajomy mi samochód .
- Louis ! - Nialler się na mnie rzucił. Dosłownie. 
Odepchnąłem go. 
- Posłuchaj mnie dziecko. - spojrzałem na Summer. - Prowokacja a czyn to co innego. Jest debilem i cię bije a ty jesteś na każde zawołanie. Jak masz dalej się tłumaczyć jako winna to się nie odzywaj. Cześć Niall - poklepałem go po plecach.
- Zejdź z niej i Hazzy. To Zayn jest tu winny Louis. - jak na zawołanie mulat podjechał pod ich dom. 
- Winny jest Harry. Nie panuje nad sobą.
- Już panuje. Bardzo się zmienił. Chodź lala. - blondyn podniósł ją ze schodków i weszli do domu. Dokończyłem papierosa i do ogrodu wybiegła Darcy. Wziąłem ja na ręce.
- Wujku, a kochas mnie ? - podszedł do nas Malik
- Tak. 
- Cześć Tommo, Darcy. - mała mu nie odpowiedziała. Dziwne. 
- Cześć. - odpowiedziałem. - Przywitaj się z Zaynem.
- Tatuś nie pozwala.. - szepnęła mi na ucho.
- Przywitaj się. Przecież tatuś cię nie uderzy.
- Ale będzie zły.. tatuś mnie nie bije. Kocha mnie i mamusię.
- Nie wątpię. To tylko pomachaj. Bądź grzeczna.
- Louis. - Summer podbiegła i zabrała mi Darcy. - Mała powiedziała, że tatuś jej zabronił. Nie zrozumiałeś ?!
- Pojebało was do końca. - wziąłem małą i posadziłem na huśtawce. Jedno gorsze od drugiego.
- Cześć Summer.
- Uważaj bo ci odpowie. Mąż jej zabronił. - powiedziałem tonem Stylesa.
- Cześć Zayn. - włożyła w to chyba cały jad jaki w sobie miała.
- Chowaj się bo nas pobije.
- O co ci chodzi? - spytał ją.
- Dobrze wiesz. To przez Ciebie mnie pobił. To Ty dałeś mi narkotyki w piciu.
- Właśnie. Pobił cię. Udowodniłem tylko, że nie miał prawa.- o tak mam sojusznika. Nie wyobrażam sobie abym mógł kiedykolwiek Mercy coś nakazać czy zarządzić. Mogę doradzić lub namówić, ale nie zmuszać. No i na pewno jej nie grozić. 
- Prawie rozwaliłeś moje małżeństwo Zayn. - wzięła Darcy i poszła do domu. Styles już stał na górze schodów. Podeszła do niego. Przyciągnął ją i pocałował w czoło, a potem wziął Darcy i weszli do domu.
- Nie przejmuj się. Chociaż to było chamskie.
- To trwa już kilka tygodni. Tylko Liam ze mną gada.
- No i ja.
- Taa.. Chodźmy tam. - Weszliśmy do środka. Niallowi i jemu przedstawiłem Mercedes. Styles trzymał za rączki Darcy stojącą na jego stopach. Usiadłem obok Mercy i objąłem ją ramieniem.
- Możemy już iść? Zmęczony jestem. - spytałem ją cicho.
- Dokąd iść ?
- Nie martw się oto. Mam dom.
- Więc chodźmy.  - Pożegnałem się z każdym po kolei. Podrzuciłem Darcy do góry i pocałowałem w nosek.
- Nie ma za co Louis. - powiedziała sarkastycznie Summer. Pocałowałem jej policzek i szepnąłem do ucha. - ty wiesz że dziękuję. Jak się coś stanie to mów. A ty słodziaku śliczna jak mamusia. - Sunny uśmiechnęła się i wzięła Darcy. Podała mi kluczyki.od auta. - Stoi na podjeździe.
- Moje auto! - wyleciałem z domu. - moje kochanie- przytuliłem się do maski.
- Wujcio wlóć ! - mała płakała na rękach Summi. Matko ją chcę spać. Łeb mnie boli, przez jej popierdolonego ojca ale jej nie odmowie. Wróciłem do niej. - Przyjadę jutro.
- Obiecas ?
- A czy ja kiedyś okłamałem moją królewnę?
- Nie. Papa wujcio ! - pomachała mi i weszła na ręce Stylesowi. 
- Papa skarbie. - zaśmiałem się i wziąłem za rękę Mercedes. Poszliśmy do mojego samochodu. Mój skarb.
- Ładne auto..
- Piękne. Cudowne. Idealne.
- Zaczynam być zazdrosna. - zaśmiała się.  Pocałowałem ją długo w usta.
- Więcej uczucia włożyłeś w tulenie maski. - znów się śmiała.
- No bo tęskniłem za juniorem.
- Rozumiem.. - odpaliłem silnik i ruszyłem w stronę mojego domu. Był dość duży z mega ogrodem. Muszę mieć gdzie grać w piłkę. Kiedy tylko wjechaliśmy na posesje opadła jej szczęka.  - Jak ci się nie podoba to wiesz możemy kupić inny.
- Jest.. whow..
- Chodź- wziąłem ją za rękę i poszliśmy do środka. Rozglądała się zaciekawiona. Summer musiała tutaj posprzątać. Pokazałem jej wszystko. Cztery sypialnie, biuro, siłownia, basen, muzyczny, kuchnia i kilka łazienek. Jadalnia i salon.
- Whow.. ten dom jest taki wielki.. - trzymała moją rękę.
- Błagam chodźmy spać. 
- Ja.. chciałabym wziąć prysznic..
- Jasne. Wybierz sobie łazienkę. 
- Wszystko jedno chcę tylko się umyć.
- No to mówię że wybierz. - dałem jej piżamę. Summer to kupiła.  Poszła do pierwszej, którą spotkała. Jest jakaś dziwna. Ja poszedłem do kuchni. Wziąłem butelkę wody i położyłem się w salonie na sofie. Zamknąłem oczy. Niedługo później poczułem czyjąś obecność. Otworzyłem jedno oko. Mercy stała przygryzając wargę.
- Co kochanie?
- Już. - bujała się na stopach. Wstałem i zaprowadziłem ją do jednej z sypialni. Czemu jest taka dziwna ?
- No co jest?
- Nic.. źle się tutaj czuję
- Tutaj nie mieszkała Eleanor.
- Nie o to chodzi. Nie czuje się jak w domu.. przepraszam..