11 sierpnia 2014

Rozdział 37

Wyszedłem z domu. Potrzebuję powietrza.
- Louis co się stało ? - Harry podszedł do mnie.
- Zostaw.
- Zawiozę Cie do lekarza.
- Nie chce.
- Widzę, że coś jest nie tak.
- Wspomnienia.
- Przypominasz sobie ?
- Tak. To męczące.
- Domyślam się.
- Biłeś ją?
- Biłem. Wysłałeś mnie do ośrodka.
- Czasem jestem mądry.
- Ta.. El jest w więzieniu.
- Oj.
- Pamiętasz chociaż za co jej tak nie lubisz ?
- No. Chciała tylko kasy.
- O proszę.
- Błagam nie psuj mi nią humoru.
- Dobra dobra.
- Dzięki.
- A coś o Mercy i Miki pamiętasz ?
- Gwałcona.
- Nie pamiętasz jak ją tu przywiozłeś?
- Nie.
- Przypomnisz sobie
- Wierze w to.
- Chodź do domu.
-Tak już. - Uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach.Wróciliśmy do domu. Bawiłem się z dziećmi.
- My się zbieramy. - powiedział Hazz.
- Skoro musicie.
- Trzeba Alexa położyć.
- Wiem.
- Możemy wieczorem na jakieś piwo wyjść albo coś.
- To dobry pomysł. Przyjdę do ciebie i pójdziemy.
- Okej. Będę czekał. - uśmiechnął się  i wyszli. A  ja zostałem w moim domu z obcymi ludźmi.

~ Rok później ~

Przypomniałem sobie. Wszystko po kolei. Było ciężko. Ale nie wróciłem do nałogu ani do anoreksji czy tam bulimii. Nie pamiętam, bo teraz jest dobrze. Dostaliśmy Mikaylę i chcemy adoptować syna. Dzisiaj mija rok od kiedy jestem oficjalnie jej tatą. Chodziliśmy po parku jedząc lody. Niedawno były święta. Pojechaliśmy nawet na narty.
- Tatku !
- Co miśku?
- Kupisz mi pieska ?
- Pieska?
- Tak.
- Dobrze. Ale najpierw braciszek. Potem piesek.
- Nie chcę tato..
- Dlaczego?
- Bo wolę pieska.
- Piesek też będzie. Ale ja chcę mieć synka. - wziąłem ją na ręce. - Wiesz co? To dużo nie zmieni. Będę cię kochał tak samo.
- A cemu nie ślub najpierw ?
- A co ty taka ciekawska?
- Bo mama mówiła cioci, że nie chcesz być jej mężem.
- Mama jest w błędzie.
- To weź z mamą ślub.
- Mamy czas.
- A mama chce się starać o dziecko z Tobom. Ale nie wiem co to znacy.
- Wracamy do domu. - westchnąłem i zrobiłem jak mówiłem.
- A co to znacy tato ?
-  Ze chce mieć dziecko.
- No to cemu nie ?
- Co nie?
- Nie dziecko z mamą ?
- Bo wiesz z mama możemy mieć dużo dzieci po ślubie a możemy jeszcze pomoc takim dzieciom jak ty.
- Aha. - muszę pogadać z Mercedes.
- Baw się. - posadziłem ją przed telewizorem.
- Buzi. - zrobiła dzióbek. Pochyliłem się i ją cmoknąłem. Poszedłem do Mercedes.
- Chyba musimy pogadać.
- Też mam Ci coś do powiedzenia.
- Mów.
- Ty pierwszy.
- Kobiety mają pierwszeństwo.
- Summer namówiła mnie na wizytę u ginekologa. Mogę mieć dzieci..
- Cudownie - klasnąłem w ręce. - Teraz ja. Możemy być niczym rodzina Brangeliny.
- Co ?
-  No oni maja trochę swoich trochę adoptowanych.
- Mamy adoptowaną Miki. Dlaczego nie możemy mieć swoich ?
- No mowie ze te i te.
- Nie chcę już adoptować dzieci.
- Dobra. Mnie to bez różnicy. Ty rodzic będziesz.
- Co ?
- Pomijając fakt, że boisz sie iść ze mną do łóżka.
- Nie boję się iść z tobą do łóżka.
- Nie chcesz ?
- Chcę.
- Więc w końcu to zróbmy.
- No. Po ślubie.
- Którego sie nie doczekam !
- I po co się tak denerwujesz? Chcesz to pojedziemy do urzędu.
- Denerwuje się bo Cie kocham, a Ty zachowujesz się jakby nic Cie nie obchodziło.. - schowała się w mojej szyi.
- Ja ciebie tez kocham. Nie jestem Harry i nigdy nie będę.
 -Co ma do tego Harry ?
- Ma do tego, że on jest dla wszystkich idealnym mężem. Prawda ? nie zaprzeczysz.
- Niesamowicie dba o Summer i zapewnia jej wszystko. Ale mnie osobiście wkurwia jego " ja powiedziałem ty zrób " .
- Ten typ tak ma. Ty też masz wszystko - bawiłem się jej włosami.
- Ale jak chcę coś głupiego to wybijasz mi to z głowy a on kupuje jej coś czego ona nie potrzebuje i robi z niej rozpuszczoną księżniczkę tak samo jak Niall z Lellki .
- No to chyba normalne, że tak robię.
- A on tak nie robi.
- Kocham cię. Trochę ciężko mi być romantycznym. Po prostu...No ja nawet nie wiem czemu ty ze mną jesteś. I tego...- szukałem pierścionka po kieszeniach. Tak Kurwa kupiłem.
- Jestem z Tobą bo Cie kocham.
- Wiem, że jesteś. I jak tego nie znajdę to będziesz musiała przeżyć
- Tak wyjdę za Ciebie. - zaśmiała się i wtuliła we mnie.
- Awww - pocałowałem ją w usta. Wyjąłem pierścionek i nasunąłem na jej palec.
- Jest śliczny.
- Ale ty piękniejsza.
- Wcale nie.
- Masz tydzień.
- Na co ?
- Na kupienie sukienki i tych innych pier...szczegółów.
- Nie wiem czy dam rade.
- Patrz - zadzowniłem do Summer. pik. Pik. Odebrała.
- Co tam Lou ?
- Wybierzesz z Mercedes sukienkę? Tak super.
- Taa.. oświadczyłeś się ? Nie wierze.
- To macie tydzień i nie oświadczyłem.
- Wiedziałam, że Ci chuja zabraknie. - nie zaczne sie smiać.. nie .. a jednak.Przez dwie minuty się śmiałem, aż opanowałem.
- Wyprzedziła moje pytanie idiotko. - nie, dalej się śmiałem. - No dobra, mniejsza oto - dałem jej Mercedes i poszedłem do Miki. Mi się z Summer często tak przezywamy więc to norma,. Kilka..dziesiąt minut póź
niej przyszła do nas. - Summer kazała powiedzieć, że masz ryj jak tatarskie siodło. - i znów się śmieje.

10 sierpnia 2014

Rozdział 36

- Odpoczywaj.. - pocałowała mnie w policzek. Uśmiechnąłem się do niej i poszedłem spać. Dopiero po tygodniu wróciłem do domu. Zdążyłem przywiązać się do małej Miki. Takie słodkie to dziecko. Najlepsze na świecie. No i Darcy. Nie wiem co ona mi wmawia, że się na nią złościłem. Obie są świetne. Opiekowałem się nimi już trzeci dzień.
- Wujcio popacz ! -przybiegła do mnie z rysunkiem.
- Jakie ładne - wziąłem ją na ręce.
- Takie jak wujcio.
- Ale ty słodka. - Przytuliła się.
- A ty Miki co rysujesz ?
- Tate i mamę.
- Oooo.
- Hej wam. - Sunny !
- Hej.
- Jak jest Tommo ?
-Może być. - Przyszła z wózkiem. Po co ?
- Cześć.. Alex.
- Pamiętasz ! - wzięła go na ręce.
- Wspominałaś.
- Ale i tak pamiętasz.
- Nom.
- Idziemy coś zjeść z dzieciakami ?
- Zdecydowanie tak. - Ubrała dziewczynki, a ja siebie. Wyszliśmy na jakiś obiad. Z Summer zawsze jest fajnie. Śmiejemy się i gadamy.
- Wiesz gdzie Mercedes?
- Na kursie prawka.. A co ?
- Tak pytam. Mam żałobę.
- Dlaczego ?
- Jak możesz pytać ?
- Junior.
- Tak.
- Przykro mi.
- Przytul... - Przytuliła mnie mocno. Pocałowałem ją w policzek. Jest świetna.
- Chyba będę zazdrosny. - Harry podszedł do nas z uśmiechem.
- Nie odbił bym żony przyjaciela.
- Brata Lou..
- No tak. Wszyscy jesteście dla mnie jak bracia.
- Mamy jednego ojca. Sam mi to powiedziałeś jakiś czas temu. - Chyba się oplułem. Że jak?!
- Przypomnisz sobie. I wiem, że nie dotknąłbyś mojej żony. Nie poleciałaby na Ciebie. - pokazał mi język.
- To było nie miłe. Czemu Zayn obejmuje moją siostrę ?  - Summer złapała za ramiona Harry'ego. Nic nie rozumiem. Spojrzałem na nich. - Czemu. On. Kurwa. Trzyma. Ręce. Na. Naszej siostrze ?!
- Lottie ma romans z Zaynem. - powiedziała Summer trzymając swojego męża. Wstałem aż stolik się wywrócił. Wyszedłem idąc do nich. Zajebie.
- Louis. - poczułem dłoń na ramieniu. Zobaczyłem Nialla.
- Zostaw mnie. Rozszarpie gnoja.
- Próbowałeś już. Tylko sobie zaszkodzisz. Wracamy do domu. - nigdy nie widziałem Horana tak pewnego siebie.
- Przecież to chore! To skurwysyn.
-  Wszyscy to wiemy. - zaprowadził mnie do swojego samochodu i odwiózł do domu. Po chwili Hazz przyjechał z Summer i dziećmi.
- Harry błagam. Znajdź jakiś zakaz zbliżania do niej.
- Jest dorosła. Nie mogę nic zrobić. Próbowałem.
- Jest głupią dziwką. Znalazła sobie sponsora.
- Louis to nasza siostra !
- Która się z nim puszcza.
- Podobno go kocha.
- A ten ją zaraz rzuci jak mu się znudzi.
- Nic z tym nie zrobimy.
- Ja jej pocieszać nie będę.
- Ja tym bardziej.
- Harry możesz mi powiedzieć czemu kurwa TAKIE sumy były co chwila wypłacane z konta.
- Bo przepierdalałeś je w kasynie.
- Co?!
- Właśnie to.
- No chyba mnie Bóg opuścił.
- Wreszcie się ogarnąłeś.
- Bo nie pamiętam.
- Mam nadzieję, że do tego nie wrócisz. 
- Zablokujesz mi konto.
- Już to zrobiłem.
- No dzięki.
- Znaczy.. A zresztą nie ważne
-No mów.
- Nie.
- Mów.
- Uspokój się. - Miki wyciągnęła do mnie rączki.
- Powiedz. - wziąłem ją.
- Twoja karta jest zablokowana.
- To ją odblokuj.
- Chyba kpisz.
- No przecież nie pamiętam! Nie poszedłbym do kasyna. Patrz jak wyglądam. Który głupi pozwolił mi tak schudnąć?
- Ty.. ?
- No właśnie mi.

- Każdy wciskał w Ciebie jedzenie, a ty albo poszedłeś i to wyrzygałeś albo się darłeś, że Cie dręczymy. 
- Tylko z mostu skakać.
- Byłeś okropny. - powiedziała w końcu Summer unikając mojego wzroku.
- Bo?
- Nic nie dało Ci się powiedzieć..
- Oj dobra.
- Ale teraz jest spoko..
- To dobrze.
- Też się cieszę. - Ktoś wszedł do domu. Mercedes wróciła.
- Cześć Mercy. - Powiedziałem podrzucając córę.
- Hej Lou.
-Jak tam ?
- Tam dobrze, a tu jak?
- Też. Głodna ?
- Troszkę. - Poszedłem zrobić jej jedzenie. Podoba mi się. Jeju chcę pamiętać.
- Lou.. sama sobie coś zrobię. Powinieneś odpoczywać..
- Przestań.
- Po prostu się o Ciebie martwię.. - położyła dłoń na moich plecach. Taki niewielki gest, a znaczy dla mnie tak wiele. Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem ją w policzek. Jej oczy rozbłysły.
- Proszę. - podałem jej talerz.
- Dziękuję. Wygląda super. - uśmiechnęła się.
- Haha to jedz. - Usiadła przy stole i jadła. " Zgwałcili mnie i zniszczyli psychicznie " przemknęło mi przez głowę. Zamknąłem oczy. " Harry mnie bije ". " Louis pomóż jakoś Summer ". Cholera. Złapałem się za głowę. To prawda? Tak było?
- Coś się stało ?
- Nie.
- Zbladłeś.
- Bo ty....
- Co ja ? - teraz jakiś ślub.. Harry i Summer.. kajdanki na moich rękach. Cela, więzienie.
- Kurwa... mój łeb.
- Louis usiądź.. - dziewczyna posadziła mnie na krześle i dała mi wodę. Zamiast ją wypić to wylałem sobie na twarz. Te obrazy i wspomnienia...Straszny natłok. Trzymam na rękach płaczącą Darcy. Wokół jest masa dzieci. Jest Mercy i Miki. Krzyknąłem. Nie wytrzymam tego. 

8 sierpnia 2014

Rozdział 35

Dziękujemy za 200 tysięcy wyświetleń ! <3

Obudziłem się w szpitalu. Ktoś obok mnie był. Mama i jakaś dziewczyna. Patrzyłem na nie. Dostrzegłem też jakąś małą dziewczynkę. Kto to jest? Widzę Harry'ego. Mój przyjaciel. Jest tu. Czemu leżę w szpitalu?
- Hazz.. - powiedziałem słabo. Każdy jak na zawołanie odwrócił się w moją stronę.
- Tata! - kto kurwa?
- Louis co ty zrobiłeś ? Kochanie.. - czemu ona tak do mnie mówi. Zmrużyłem oczy i zmarszczyłem brwi. Co jest do cholery?
- Mamo?
- Tak synku ?
- Co się stało?
- Miałeś wypadek skarbie..
- Jaki wypadek?
- Wpadłeś w poślizg na lodzie.
- Co mi jest?
- Straciłeś trochę pamięci..
- Kto to jest?
- Twoja dziewczyna i córka..
- Córka ?
- Tak synku..
- Nie pamiętam.
- Pamiętasz Darcey ? - Harry usiadł obok mojego łóżka.
- Tak. Przecież Summer niedawno rodziła.
- Louis posłuchaj mnie. Ja i Summer jesteśmy małżeństwem. Mamy dwójkę dzieci. Darcy i Alexa. Byłeś w więzieniu. Tam poznałeś Mercedes. Summer was wyciągnęła i zamieszkaliście razem. Postanowiliście zaadoptować Mikaylę.
- Nie pamiętam - powtórzyłem kręcąc głową.
- Co pamiętasz ?
- Że byliśmy wczoraj na meczu. No i miałeś się oświadczać.
- Jesteśmy 3 lata do przodu Louis..- Zamknąłem oczy. Nie pamiętam. Jestem zagubiony. Spojrzałem na małą dziewczynkę. Taka malutka. Nie wie co się dzieje. Ale ja też nie wiem. Ktoś wszedł do sali. Ją poznaję. Summer.
- Cześć Summer.
- Hej Louis.. Jak jest ?
- Nijak.
- Nieźle wyglądasz. - uśmiechnęła się do mnie.
- Dzięki.
- Louis.. - poczułem drobną dłoń na swojej.
- Mercedes tak?
- Tak.
- Okay.
- Jak się czujesz ?
- Nijak.
- Mogę Ci jakoś pomóc ? - patrzyłem jej w oczy i coś mi dzwoniło, ale nie wiem w którym kościele.
- Nie sądzę - mruknąłem. Miała łzy w oczach. Nie chciałem, żeby płakała.
- Tatku..
- Hm....
- Psytul.. - Wziąłem ją w ramiona. Harry patrzył na mnie i przygryzał wargę. Nic nie rozumiałem. Nie pamiętałem. Od kiedy ja mam dziecko, przecież jestem z Eleanor. No chyba już nie. Dlaczego musiałem stracić pamięć.
- Lou.. chcesz zobaczyć się z Darcy ?
- Tak.
- Na 100% ?
- Tak. - Sunny gdzieś poszła, a za chwile przyprowadziła za rączkę dziewczynkę. Pamiętam ją jak leżała w wózku i śliniła wszystko do okoła.
- Ale jesteś duża.
- Tatuś mówi, że malutka..
- No tak.
- Co tam wujcio ?
- Nie za dobrze. - posadziłem ją obok tej drugiej.
- Bo za mną tęskniłeś.. - pocałowała mnie w policzek.
- Tak. Za wszystkimi.
- A kiedy na kółko pójdziemy ?
- Na co?
- London Eye.. - szepnął Harry.
- Aaa...Jak stąd wyjdę.
- Kocham wujcia.
- Ja ciebie też kocham.
- A mnie tatuś ?
- Ciebie tez. - Chociaż Cie nie znam. Stylesowie wyszli po godzinie. Mama też poszła zabierając te dziewczynkę. Zostałem sam z tą dziewczyną. O czym mieliśmy rozmawiać? Nie znam jej.
- Ja.. zabiorę Miki i wyprowadzimy się z Twojego domu. - powiedziała płacząc.

Wiesz wydaję mi się - poprawiłem się na łóżku. - że powinnaś pomóc mi sobie coś przypomnieć.
- Jak ?
- Jakkolwiek. Ale ja cię nie trzymam. Nie wiem jak między nami było. Jeśli było ci źle lub cos zrobiłem to cie nie zatrzymuje.
- Kocham Cie.
- To dobrze.
- Tak jak powiedział Harry poznaliśmy się w więzieniu.. wpadłeś z gangiem. Właściwie to uratowałeś Harry'ego. Nie lubiliśmy się, a potem w sobie zakochaliśmy.
- Słodko wyglądasz. Opowiedz o sobie.
- Mam na imię Mercedes. Jestem od Ciebie młodsza o 10 lat, ale nam to nie przeszkadzało. - zaśmiała się smutno - zostałam oskarżona i skazana za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Ratowałeś mi tyłek w więzieniu.. Kilka dni temu dałeś mi to.. - przejechała dłonią po wisiorku na swojej szyi.
- A czemu adoptowaliśmy Miki?
- Bo ja nie mogę mieć dzieci.
- Aaa dobrze. - posłałem jej uśmiech. - To powiedz coś o naszej córce.
- Ma 3 latka, nie lubi Darcy, lubi się z Tobą bawić.. nie wiem co jeszcze.
- Darcy ? Wyglądały na zaprzyjaźnione.
- Miki jest zazdrosna o Jamesa.
- Syn Nialla. Jasne. musisz się teraz dobrze nią zająć.
- Postaram się.. - Nadal trzymała moją rękę.. - Zabiłeś Juniora wiesz ?
- Moje auto?!
- Tak kochanie.. Harry chciał je ratować, ale jak dowiedział się o kosztach to stwierdził, że kupi Ci nowe. - od kiedy on taki bogaty ? Zrobiłem smutną minę. Moje auto. Nie no...
- Lou wszystko będzie dobrze..
- Weź bo się zaraz po płacze - mruknąłem. Przytuliła mnie.. jej zapach.. ten zapach pamiętam.
- Ja sobie przypomnę. Na pewno.
- Spokojnie.. będę przy Tobie.. jeżeli chcesz oczywiście.
- Chyba tak. Jezu jaki ja chudy jestem.
- Wreszcie zrozumiałeś.. - uśmiechnęła się. - Dzisiaj chciałeś zobaczyć Darcy, a przed wypadkiem jak ją usłyszałeś to już Cie szlag trafiał.
- No wiesz jak ja ją pamiętam to to było malutkie w wózku.
- Z Harrym pokłócony byłeś.
- A on w lotto wygrał ?
- Jego firma przynosi niesamowite zyski.
- Chyba że tak.
- Przywieźć Ci coś?
- Nie trzeba.
- Przywiozłam jabłka i wodę.. Wiem jak bardzo je lubisz.. - gładziła moją dłoń.
- Dziękuję mała.
- Nie będę Cie już męczyć. Chcesz żebym przyjechała jutro ?
- I pojutrze tez.

5 sierpnia 2014

Rozdział 34

- Żonka mi włosy ułożyła. - pocałował Summer w policzek. Może ja zacznę komplementować Summi ?
- Piękna Sunny zna się na rzeczy. - Przygryzła wargę i uśmiechnęła się do mnie. Pocałowałem jej policzek. Limuzyna przyjechała i wsiedliśmy do środka. Objąłem Mercy  ramieniem. Limuzyną to ona chyba jeszcze nie jechała. Oparłem głowę o szybę. Przynajmniej Liam i Niall są normalnie ubrani. Harry i Zayn się dogadują. Dziwne. Właśnie. Lottie została w Doncaster. Uff. Bynajmniej tak twierdzi. Gdy dojechaliśmy na miejsce, pomogłem Mercedes wysiąść. Dlaczego nie zdziwiło mnie to, że Stylesowie wybrali najdroższy klub w mieście ? Jak oni coś tam robili, to poszedłem zapalić.
- Co jest Louis ? - Zayn poklepał mnie po plecach i odpalił swojego papierosa.
- Nic. Ochłonąć muszę.
- Mi ciśnienie w bokserkach skoczyło jak Summer zobaczyłem.
- Tak? Fajnie.
- Prześliczna jest. - westchnął
- Tylko się nie zakochaj - wywróciłem oczami. Summer. Harry. Summer. Harry. Ja jebie.
- Cześć chłopaki. - Sunny przyszła do nas. - Co tam ?
- Nic. Stanął mu na twój widok.
- To nie pierwszy raz ! -  zaśmiała się i pobiegła do środka. 
- Hihi hihi - wywróciłem oczami parodiując ją. Zgasiłem szluga i poszedłem do łazienki, przepłukać usta. Potem wróciłem do Mercy. W loży byli Mercy, Lellie i Niall. Usiadłem obok brunetki i ją objąłem. Chwilę później zostaliśmy w loży sami.
- Chodź młoda.
- Gdzie ?
- Chcesz tu siedzieć?
- Jesteśmy sami więc tak.
- A okay.
- Kocham Cie. - wpiła się w moje usta. Nie odpowiedziałem, bo oddałem pocałunek. Wplotła palce w moje włosy. W końcu zabrakło nam powietrza. Odetchnąłem opierając czoło o jej. Harry, Summer, Zayn, Liam i Soph wrócili do loży z drinkami dla wszystkich. Nie piłem, ale pilnowałem żeby ta nie przesadziła. Bo jedna już tutaj przesadziła.. Odpłynąłem gdzieś myślami. Przez to zapomniałem pilnować Mercy. Ogarnąłem się i zabrałem jej drinka.
- Oddaj..
- Nie.
- Louis.
- Kurwa nie wyraźnie mówię ?!  - jeśli chodzi o alkohol to nie opuszczałem.
- Czemu już się wydzierasz ? - Harry też już ogarnął Summer.
- Będę się wydzierał jak będę chciał.
- Uspokój się stary.. - powiedział cicho Styles.
- Taa - burknąłem. Mercy i Summer poszły do łazienki. Ja naprawdę najchętniej bym wrócił i poszedł spać.
- Idziesz zapalić ? - Zayn.
- Tak - wyszedłem z nim. Wypaliłem pół paczki.
- Co Ci się dzieje ?
- Nudzi mnie to.
- Louis jesteś tu ze swoją kobietą. Tylko ja jestem sam. Wolisz się do niej przypierdalać niż się dobrze bawić ? Summer jest najebana jak nie wiem co, a Harry tylko się z niej śmieje.
- A ja się nie będę śmiał. Po pierwsze nienawidzę jak pije. To kobieta. W ogóle nie wiem czemu Harry pozwala Summer pić skoro ona karmi.
- Summer nie karmi. Po porodzie i ciąży była zbyt słaba.
- Pierdolić to, nie ważne. Mercedes tez pić nie będzie.
- Weź się uspokój. - wrócił do środka. Skończyłem palić i przeszedłem się trochę a potem wróciłem.
W loży  była tylko Summer. Z nią nawet gadać się nie da bo pijana. Po patrzyłem na zegarek. Dwie godziny. Mam już dość. Siedziała ze spuszczoną głową po czym wstała i wyszła.
- Chodź Summer - przytuliłem ją idąc obok. - zimno jest.
- Gdzie Harry ? - prawie płakała.
- A ja wiem. Weź tylko nie rycz bez powodu. Chcesz wrócić do domu?
- Zayn mnie pocałował.. - rozpłakała się.
- On ciebie nie ty jego
- Ale ja.. ja nie chciałam bo ja kocham tylko Harry'ego. - podszedł do nas Styles prowadzący Mercedes.
- No wiem. A on to widzial? - spytalem szeptem pocierajac jej ramiona.
- Nie.. - wtuliła się w swojego męża.
- Co się stało Louis ?
- Wolałbym żebyś nie popełniał zaraz harakiri.
- Mów. - warknął tuląc ją do siebie.
- Zastanawiam się w ile czasu dobiegniesz do klubu i wywleczesz Zayna.
- Co on jej zrobił ?
- Summer - spojrzałem na nią.
- Ty powiedz..
- Pocałował.
- Zabierz moją żone do domu.
- Niall! - zawolalem blondyna. Wziął je dwie. Zostałem z bratem. Samego go do Zayna nie puszczę.
Na dzień dobry rzucił nim o ścianę
.- Kurwa Styles.
- Nie odpuszcze. Śmieć. - kopnął Zayna w brzuch. Stałem i na razie patrzyłem. Miał prawo.
- Zajebe Cie gnoju. Wypruje z Ciebie jebane flaki. - Podniósł go i okładał pięściami.
- Dobra Harry dość - zabrałem go.
- Nie skończyłem. - wyrywał się.
- Do domu - wepchnąłem go do auta.
- Gdzie jest Sunny ?! - ale go nosi.
- W domu. Uspokój się już.
- A gdyby Ci Mercedes przelizał to byłbyś spokojny
- Ale on już dostał.
- Nie wystarczy. - Wróciliśmy. Nowy rok fajnie się zaczyna. Mercy rozmawiała z Lell, Niall tulił Summer.
Nic nie mówiłem. Położyłem się obok mojej córci. Noc nie była spokojna bo z sypialni obok coś było słychać. Rano dziękowałem Bogu ze wróciliśmy do domu. Nie wiem czy to Stylesowie, Horan i Lell czy Darcy z Jamesem, ale to przesada. Zrobiłem Miki śniadanie i nakarmiłem. Mercy długo spała. Zastanawiam się czy nie lepiej byłoby jej z kimś innym, Powinienem dawać jej wszystko czego chce, ale ja kurwa no nie jestem Romeo i nigdy nie będę. Co mam zrobić ? Zaniosłem jej śniadanie i obudziłem.
- Mam kaca.
- Wiem. I dobrze.
-  Nie czepiaj się tak.
- Ja się cieszę a nie czepiam.
- Dobrze, że mam kaca ?
- Taka kara. 
- Daj spokój.
- Jedz. - Jadła powoli śniadanie Zabrałem jak zjadła i zniosłem na dół. Myślałem o seksie. Nie. Mam zasady i mam zamiar się ich trzymać. Z drugiej strony ona tego chce.
Opadłem na kanapę. Miki oglądała bajki. Wziąłem kluczyki i wyszedłem. Najpierw kasyno, a potem wyścig. Wyżyłem się. Wracałem do domu. Byłem zły. Roztrzęsiony. Na granicy. Było ślisko i jedyne co pamiętam to dachujące auto

3 sierpnia 2014

Rozdział 33

- Ojej.
- Powiedz mu, żeby mi oddał..
- A co ja jestem?
- No Louis, ale sam przyznasz że wyglądam w nim sexy. - poruszyła tak śmiesznie brwiami. Uwielbiam ją.
- No widzisz? Dlatego ci ich nie odda, bo zazdrosny jest.
- Nie oddam ich bo znając brak jej móżdżku zrobi sobie i komuś krzywdę. - Harry objął ją ramieniem i pocałował w skroń.
- No to wiemy od dawna. Ona niedługo straci wszystkie punkty karne
i będziesz miał z głowy.
- Nie zrobisz tego ! - Sunny zmrużyła na mnie oczy.
- Takie prawo.
- A ile razy ty je złamałeś ?
- Ja to ja.
- To ja też pójdę do policji, a wtedy Cie dorwę i dam Ci więcej mandatów niż Ty mi.- pokazała mi język.
- Tak, tak tak - wziąłem córę i pojechaliśmy do domu. Sunny zawsze rozpieprza mi system. Jak wracałem to jeszcze się z niej śmiałem. Zdecydowanie uwielbiam tę dziewczynę. Kochana. Wróciliśmy z Miki do domu i poszliśmy spać. Wreszcie sobota.. Tak miło. No i Sylwester. Harry i Summer wynajęli jakąś opiekunkę, podobno zaufana więc Miki ma zostać z Darcy, Alexem i Jamesem. Zszedłem na dół do kuchni. Mercy coś tam robiła, a ja wziąłem wodę. Klata, plecy, barki. Pamiętaj Lou.
- Louis ? - zwróciła się do mnie
- Hm?
- Czy mogę  w tym dzisiaj iść ? - Zlustrowałem wzrokiem jej czarny strój. Jak dla mnie i w dresie ładnie wygląda.
- Możesz.
- Pewny jesteś  ? I tak dziewczyny mnie przebiją milion razy, ale wydaje mi się, że nie jest źle.
- Nikt cię nie przebije. Pięknie jest - pocałowałem jej policzek i poszedłem na siłownię.Przy wejściu spotkałem się z Harrym.
- Cześć.
- Hej.. Co tam ?
- Idę ćwiczyć. Muszę spalić.
- No ja raczej też na siłownię nie przychodzę pooglądać spoconych kolesi. - mruknął i wszedł do środka.
- Ty akurat rzeźbę robisz, a to co innego.
- Ja już ją mam. Utrzymuję. - poszliśmy do szatni. Przebrałem się i poszedłem na bieżnię. Jak kurwa nie będę ważył 65 kilo to zwariuję. Znalazłem wzrokiem Harry'ego. Podnosił jakieś sztangi. Jebany. Bierze na klatę ponad 100 kg. Nieźle mam wysportowanego brata. Jemu tylko zazdrościć. Siła. Nie jest gruby. Ja to nie wiem czemu Mercy ze mna jest.
- Jeżeli mogę coś doradzić to proponowałbym rozpoczęcie rzeźby ciała. - z napisu na koszulce tego typa wynikało, że jest trenerem.
- Co tu rzeźbić?
- Mięśnie.
- Których nie ma, bo jest sama masa. Masakra.
- Z tej masy właśnie robi się mięśnie. A pana masa jest idealna do przygotowania rzeźby. Proszę ze mną. - pokazał mi zestaw ćwiczeń, ustalił dietę. Miły facet. Kiedy skończyłem byłem wykończony, a Styles to się nawet nie spocił.
Leżałem na ławce wpatrując się w sufit. Nigdzie nie idę. Umrę. Będzie spokój.
- Chodź już.. Za kilka godzin impreza. - Harry kopnął mnie delikatnie w piszczel
- Zostaw mnie.
- Tomlinson. Rusz dupsko.
- Odwal się.
- To ja jadę przelecieć moją żonę. A ty.. rób.. co robisz. - nienawidzę jak mówi o Summer w taki sposób.
- Przelecieć to ty możesz ocean.
- Chyba Cie kutas swędzi bo się przypierdalasz.
- Bo gadasz o niej jak o dziwce.
- Faktycznie dziwne, że sypiam i uprawiam seks ze swoją żoną. Zamknij mnie za to. - wkurwił mnie. Wstałem.
- To wyrażaj się bo to twoja żona - powiedziałem i poszedłem się przebrać.
- Słuchaj to, że nie sypiasz z Mercedes to nie znaczy, że masz czepiać się tego, że pieprzę swoją żonę.!
- Co ma jedno do drugiego? Sam zobacz jak o niej mówisz. A zresztą. Przecież ty jesteś najlepszy i wiesz wszystko. - wróciłem do domu. Mercy już powoli się szykowała. Włosy i paznokcie już zrobione.
Położyłem się na kanapie oglądając Kevina. To już chyba z nudów. Miki położyła mi się na brzuchu.
- Hej skarbie.
- Hej tatku. - uśmiechnęła się.
- Co tam?
- Nic, a tam ?
- Nudno.
- Mi też.
- To oglądamy.
- To nudne tato.
- To co chcesz robić?
- Bawić się.
- A w co?
- Lalkami.
- Dobra, to chodź. - bawiliśmy się lalkami do samego końca.
- Louis ubieraj się ! Za 40 minut musimy zawieźć Miki ! - odwróciłem się do Mercy..Whow.. ale ładna.
Uśmiechnąłem się do niej.
- No właśnie. Za 40 minut.
- No to się rusz. - wywróciła oczami i poszła jeszcze na górę.
- Czy ja wyglądam na kobietę? - zwróciłem się do córki.
- Tak.
- Zabawna jesteś.
- Wiem. - zaśmiała się i zaklaskała w rączki. - Pocałowałem ją w nosek.
- I'm a Barbie girl in a Barbie world. Life in plastic, it's fantastic. You can brush my hair, undress me everywhere. Imagination, life is your creation.
- LOUIS ! - Mercy krzyknęła na mnie. Zaraz mi się oberwie chyba.
- Cicho kobieto.
- Nie denerwuj mnie.
- Nie wiem o co ci chodzi. - pocałowałem córkę w czoło. - Zaczekaj - poszedłem przebrać koszulkę na z napisem Vans i wróciłem.
- Ty tak na serio ?
- Mi nie potrzeba ośmiu godzin. Jakie zabierasz zabawki? - kucnąłem obok Miki. Naszykowała sobie jakieś lalki i pluszaka.
- A ubrania ci mama spakowała?
- Tak. - pokazała mi małą torbę na kanapie.
- To dobrze. Za pół godziny pojedziemy. - Mercedes posadziła mnie siłą na kanapie i zaczęła bawić się moimi włosami. Bynajmniej tak myślałem. Ona po prostu je ułożyła.
- Nie! - krzyknąłem. - O nie. Mowy nie ma. Okropność - wziąłem żel i przeczesałem włosy roztrzepując je.
- Zostaw !
- W życiu. Nigdy - o teraz może być.
- Jesteś okropny. Lellie układa Niallerowi włosy !
- Dlatego wygląda jak wygląda.

- A ty jak ? Jak mop. - znów próbowała mnie ulizać. 
- Zabieraj ręce.
- Słucham ? - uniosła brwi.
- No zostaw. - jęknąłem i złapałem jej dłonie, które ułożyłem na jej kolanach.
- Czy Ciebie da się jakoś.. zreformować ?
- Nie.
- Właśnie widzę.
- No cóż.
- Zbierajmy się.
- Już -pojechaliśmy zostawić Miki. Wszyscy już tam byli. Summer wyglądała cudownie. Tak samo jak Lellie
i SophWitałem się ze wszystkimi. Fajnie się tak z nimi spotkać.
- Limuzyna zaraz powinna przyjechać. - powiedziała Summi poprawiając Harry'emu kołnierzyk.
Ja pierdole. Znalazł się model.
- Hazz świetnie wyglądasz. - Mercedes przegięła. Wypuściłem powietrze z ust zaciskając dłoń na jej biodrze. Niech się jeszcze na niego rzuci. Już mi się to wszystko nie podoba.


czytasz - komentuj :) 

.

31 lipca 2014

Rozdział 32

- Louis.. Harry mnie zabije..
- Ojej.
- No ale Louii.. - robiła do mnie słodkie oczka.
- Trzeba było wolniej jechać. Stwarzasz zagrożenie. A gdyby tak - zaznaczyłem - dziecko tu wybiegło?
- Zajmę się dzisiaj Miki, a ty zabierzesz gdzieś Mercy proszę ?  - powiedziała na jednym wdechu.
- Żeby to było ostatni raz. Na marginesie to nadal wyglądasz jak w ciąży.
- Wiem, że jestem gruba.
- Nie, chodzi mi o ten brzuszek okrągły. Jedź mała.
- Nie jestem w ciąży ! Błagam, nie..
- No nie jesteś.
- Muszę zacząć na ten aerobik chodzić. Papa niedźwiedziu. - wsiadła do samochodu. Odjechała, a ja pracowałem dalej. Zima, lód, śnieg. Chcę do domu. Wróciłem jeszcze wypełniać dokumenty. Potem pojechałem do domu. mieliśmy jechać na zakupy. Nie chcę mi się.
- WUJCIO ! - pieronek Styles.
- O cholera...DARCEY JAK MIŁO. - Wskoczyła mi na kolana i się przytuliła.
- Hej, hej. Cześć Miki, Mercy i kto tam jeszcze w tym domu jest. - Harry wszedł do salonu, a zaraz za nim Summer, ze spuszczoną głową.
- Ile Summer powinna dostać mandatu ?
- Jakiego mandatu?
- W lamborgini są kamery. - mruknęła ucieszona stojąc za jego plecami.
- Oj tam. - machnąłem ręką.
- Pytam o coś.
- Daj spokój już i nie psuj humoru.
- Bo Harry powiedział, że będę musiała mu dać tyle buziaków ile funtów dostanę.. - rumieniła się.
- Wiesz lubię cię brat. 50.
- Tak mało ? - mruknął przyciągając ją do siebie i całując w policzek.
- 50 funtów to mało?
- 5o buziaków to mało.
- Nie narzekałbym.
- A co ty wiesz o tych ustach ?  - spojrzał na Summer z taką miłością, że chyba aż im pozazdrościłem.
- Nie zapędzajmy się - odchyliłem głowę do tyłu. - Meeeercy.
- Tak ? - przyszła upierdzielona w mące. Pięknie się prezentuje.
- Ślicznie wyglądasz - powstrzymałem śmiech,
- Nie zrośnij się z tą kanapą. - odpysknęła mi.
- Zabawna jesteś.
- Wzajemnie.
- Co gotujesz ? 
- Rogaliki robię.
- Długo jeszcze?
- A co ? - Położyłem ręce za głowę dalej odchylając się i patrząc na nią od dołu.
- Możemy gdzieś iść.
- Dobra, zabieramy Miki i lecimy, bo zostawiliśmy Alexa w domu. - Hazz wziął moją córkę na ręce i po chwili wyszli.
- No więc?
- Wolałabym zostać w domu i iść z Tobą do łóżka. - nie owija w bawełnę.
- To ostatnie odpada.
- Niby czemu odpada ?
- Bo nie jesteśmy małżeństwem. Temu.
- Aha, czyli musimy czekać do ślubu ?
- Tak bym wolał.
- Super. - obraziła się.
- A czy to ważne? - wzruszyłem ramionami i poszedłem do kuchni.
- Chciałam, żebyśmy się do siebie bardziej zbliżyli, zrobili coś intymnego, ale Tobie jak zawsze nie pasuje.
Wziąłem sobie jabłko słuchając jej żalów.
- Jest dużo innych rzeczy, które możemy robić.
- Iść na zakupy ? Bo jak do tej pory innych propozycji nie dostałam !
- Chciałem teraz z tobą gdzieś wyjść? Chciałem.
- Gdzie ? Do centrum ?
- Nie jesteś zabawna - wgryzłem się w owoc. - Ubierz się to zobaczysz.
- Nie chcę być zabawna. Taka prawda. Chodzimy tylko na zakupy.
- Która część zdania nie dotarła ?- Wywróciła oczami i poszła na górę. Zjadłem mój obiad i założyłem buty oraz bluzę. Czekałem, aż zejdzie bawiąc się kluczykami.
- Ale jak bardzo chcesz to pojedziemy na zakupy.
- Tylko spróbuj. - warknęła schodząc po schodach. Ładnie.
- Chodź i nie marudź - pociągnąłem ją do auta. No tak Louis. Najpierw London Eye. Potem kolacja. Potem spacer nad Tamizą. Super. Ja jestem super. Super skromny też. Ruszyliśmy  spod domu z piskiem opon. Jejuuu jak ja kocham szybko. Nadal jest obrażona.. Westchnąłem i położyłem rękę na jej udzie.
- Nie do twarzy ci z grymasem.
- Tobie z wiecznym niezadowoleniem też.
- Ja jestem nie zadowolony? Wcale nie.
- Skądże.
- Podaj przykład.
- To nie wiesz jak się zachowujesz ?
- Ja wiem. normalnie. Nie marudzę, nie unikam, nie wybrzydzam. Nie wiem o co ci chodzi. A tak. Raz zaprzeczyłem twojej prośbie. Prychnęła, ale już nic nie powiedziała. Skończyły się argumenty. Zaparkowałem auto i przerzuciłem ją przez ramię, idąc na kółko które się tak podoba Darcy.
- Postaw mnie proszę.. - powiedziała cicho. No i znów ma problem. A idź. Postawiłem ją i wziąłem za rekę, prowadząc. Przytuliła się do mojego ramienia. Wreszcie. Wjechaliśmy na górę. Pokazywałem jej najlepsze miejsca. Obejmowałem ją w talii, a ona wtuliła się w mój bok. Było fajnie. Tak jak mówiłem pojechaliśmy na kolacje. Uśmiechała się do mnie.  Idąc nad Tamizą zawiesiłem na jej szyi naszyjnik.
- Lou.. z jakiej to okazji ?
- Tak po prostu.
- Jest śliczny. Dziękuję. - pocałowała mnie długo. Oddałem pocałunek trzymając ręce na jej biodrach. 
-Idziemy? Zimno.
- Jasne.. - wzięła mnie za rękę. Akurat gdy szliśmy do auta, zaczął padać śnieg.
- Moje włosy ! - jęknęła zakładając kaptur. Kobiety.. Pokręciłem głową i otworzyłem jej drzwi, zapraszając do środka. Też wsiadłem i ruszyliśmy. Minęliśmy kasyno. Kusi.. Ale nie mogę.. Wypuściłem powietrze z ust i przyśpieszyłem.
- Coś się stało ? - musiała to przyczaić ?!
- Muszę zatankować. - Zaśmiała się tylko. Zatrzymałem się na stacji. Zatankowałem, zapaliłem papierosa i wróciłem do auta.
- Możemy jechać - ruszyłem. wróciliśmy do domu. Położyliśmy się do łóżka i o czymś sobie przypomniałem. Miki.
- Kurwa - poderwałem się i zacząłem ubierać.
- Co ? Co się stało ?
- Dziecko.
- O kurwa.. Jechać z Tobą ?
- Nie, po co? Spij - pocałowalem jej czoło i pojechałem do Stylesów ledwo wyrabiając na zakręcie. Sam sobie mandat wypisze. Otworzyła mi Summer trzymająca na rekach zapłakaną Darcy.
- Cześć. Czemu ona płącze?
- Harry na nią nakrzyczał. - wpuściła mnie do środka.
- Chyba nie dosłyszałem.
- Nakrzyczał na nią. - powiedziała cicho.
- Serio? Halo to jest DARCY. Za co ? 
- Za to, że zaczęła się wydzierać i pyskować do niego.
- To ma 3 lata, to jak pyskować?
- Powiedziała mu, że nie będzie spać i ma w dupie jego zdanie.
- Dobra też bym nakrzyczał. Gdzie Mikayla?
- W salonie. - Darcy wyciągnęła do mnie łapki.
- Chodź - wziąłem ją. Przytuliła się mocno nadal rycząc.
- Cicho, cicho. Miki - podszedłem do córki.
- Darc chodź do taty. - Harry wziął ją na ręce, a ona w sekundzie zamilkła. Wziąłem Miki i pocałowałem w czoło.
- Tata spać..- powiedziała przytulając się.
- Już jedziemy. Dzięki - powiedziałem do przyjaciół.
- Nie ma za co. - Harry zaniósł Darc na górę, a Summer patrzyła na mnie. Przygryza wargę.
- Co jest?
- Nic, a co ma być ? Zmęczona jestem. - wzruszyła ramionami. Wiem, że kłamie.
- Mów. 
- Zabrał mi kluczyki od lamborgini - wydęła dolną wargę

30 lipca 2014

Rozdział 31

- W święta? - jęknąłem. Posadziłem Miki w raju jej zabawek. Modliłem się, żeby nie zaczęła marudzić. Kuratorka łaziła po domu i sprawdzała " warunki ". Warunki akurat ma dobre. To jeden z najbogatszych domów i jest przystosowany również do dziecka.
- A ty Mikayla ? Co u Ciebie ? - podeszła do Miki, a ja poczułem zimny pot na karku. Modliłem się, żeby nie była zła o te lody.
- Tata powiedział, że w zimie nie mogę jeść lodów. - Popatrzyłem na córkę i kobietę.
- Ma rację. Możesz być chora.
- Kocham tatusia.
- A jak twoja mama?
- Mama super !
- To cieszę się.
- A pani czemu pyta ? - spytała mała, a ja się zaśmiałem.
- Z ciekawości - pogłaskała ją po włosach.
- A tata mi kupił misia. - pokazała kuratorce pluszaka. - No, a Darcy ma braciszka.
- Kto to Darcy?
- Córka mojego brata - odparłem biorąc dziewczynkę na ręce. Od razu się we mnie wtuliła.
- Kocham cię - szepnąłem.
- Ja Ciebie tez tatuś.. - odszepnęła.
- Moja księżniczka.
- Mikayla idziesz ze mną czy zostajesz ? - spytała kuratorka.
- Zostaje!
- Na pewno ?
-Tak.
- No dobrze.
- Papa. - Próbowałem się nie śmiać, ale słabo mi poszło. Kobieta wyszła. Zrobiliśmy obiad. Mikayla ciągle za mną łaziła.
- A może pójdziesz spać?
- Nie.
- Czemu?
- Bo nie chcę.
- No dobra.
- I co teraz tata ?
- Bawimy się?
- A w co ?
- W co chcesz ?
- W chowanego.
-Dobrze. - Poleciała gdzieś. Nie mogłem znaleźć jej przez 15 minut. Ale w końcu znalazłem. Była w szafie.
Śmiała się kiedy wziąłem ją na ręce.
- Ty mały skarbie. - Zabrałem ją do łazienki i umyłem.  Położyłem ją spać i zszedłem do Mercy.
- Ale jestem zmęczona..
- Ja też - przytuliłem ją.
- Loui..
- Hm? - pocałowałem ją w szyję.
- Ja chyba.. chcę spróbować..
- Ale co ? 
- Seks..
- A to. - mruknąłem i pocałowałem ją we włosy.
- Co o tym myślisz ?
- Fajnie.  - Uśmiechnęła się i przygryzła moją wargę.
- Czuję do Ciebie tak wiele Lou..
- Ja wiem co to. Miłość - pocałowałem ją.
- Dużo miłości..
- Tak.
- Najwięcej. - Zaśmiałem się i znów ją pocałowałem. Kocham smak jej ust. Ostatnio nie mieliśmy dla siebie dużo czasu. Dużo się działo. Święta. Poród. Przynajmniej sytuacja u Stylesów się uspokoiła i wreszcie mogę zająć się Mercy i Miki.
- Zrobię ci kąpiel.
- Chcę z Tobą. - troszkę mi szczęka opadła.
- No dobra...- zgodziłem się niepewnie.
- Co masz taką minę ?
- Bo nie kąpaliśmy się razem.
- Jak nie chcesz to okej.
- Chodź - idziemy do łazienki. - Ręce mi się pocą. Mam tremę. Kurwa, ale przed czym. Nalałem wody do wanny i wypuściłem powietrze z ust, ale wróciło tam kiedy się  odwróciłem.
- O..a...ym...
- Co ? - stała przede mną w samej bieliźnie.
- Nie nic.
- Rozbierzesz się w końcu ?
- No... czekaj bo w szoku jestem.
- Czemu ? - zarumieniła się delikatnie.
- Bo jesteś piękna?
- Ty też.. - szepnęła.
- Nie, ja nie - rozebrała się i pomogłem jej wejść. Sam też pozbyłem się ubrań. Wszedłem do wanny, a ona wtuliła się w mój tors. Pocałowałem jej kark.
 - Kocham Cie.
- Ja ciebie też. - Poczułem  jej dłonie na dole mojego brzucha. O jezu.. nie.. Złapałem jej ręce. Pocałowałem jedną, a potem drugą i ułożyłem je na jej udach. Nie chcę jej skrzywdzić. Nie wiem też czy miała TE zamiary, ale lepiej nie ryzykować.
- Pojedziemy jutro na zakupy.
- Co ty masz z tymi zakupami ?!
- Mała szybko wyrasta.
- Nienawidzę zakupów wiesz ?
- Ja też. To nudne, ale dziecko musi w czymś chodzić.
- Niech Ci będzie. - Znów pocałowałem ją we włosy.
- Umyje Cie.
- Ja się umyję.
- Czemu ?
- Ja umyję ciebie. - tak właśnie zrobiłem.
- A czemu ja Ciebie nie mogę ?
- Bo...jak chcesz.
- Jak nie chcesz to powiedz..
- Nie, spokojnie. - Poczułem jej drobne, delikatnie dłonie na moim ciele. To było dziwne, ale przyjemne.
Odprężyłem się. Wyszliśmy z wanny i ubrani w rzeczy do spania poszliśmy do łóżka. Mercy była dziwnie ucieszona.
- Co?
- Co co ?
 - Taka radosna?
- A nie wolno ? - cmoknęła mnie w policzek.
- Tak pytam.
- Śpij już marudo.
- Idę do dziecka. Sprawdzę czy śpi - wstałem.
- Jak zwykle.
- Co jak zwykle ? 
- Uciekasz.
-Od czego niby?
- No właśnie nie wiem.
- Nie rozumiem cie. Idę tylko sprawdzić czy nasza córka śpi jak powinna.
- Dobra dobra. - Wyszedłem. Miki spala z rączka opuszczona z łóżka. Przykryłem ją. Mruknęła coś i zgarnęła miśka. Pocałowałem ja i wróciłem do sypialni. Opadłem na poduszki zamykając oczy. Mercy przytuliła się do mnie
- Gdzie chcesz jechać na sylwestra? - spytałem.
- Nie wiem.
- Zastanów się.
- Gdzieś tylko z Tobą, Summer i Hazzem.
- Dobra, ale wiesz nie wydaje mi się bo Summer musi karmić.
- Do sylwestra jeszcze dużo czasu.
- Kilka dni a dziecko karmi się kilka miesięcy.
- Trzeba z nimi pogadać.
- Tak.
- Ty pogadasz.
- No. W końcu to mój brat wiec ja.
- Dobranoc kotku. - pocałowała mnie w szyje. Uśmiechnąłem się i zasnąłem. Rano od razu praca. Ważąc się w łazience uznałem ze kurwa 73 kg to za dużo. 
- Papa tata. - powiedziała Miki kiedy otworzyłem drzwi, żeby wyjść.
- Papa kochanie. - Zrobiła dzióbek, a ja ją pocałowałem.
- A mogę iść z Tobą ?
- Będziesz się nudzić tam.
- Z Tobą ? Nigdy.
- Ale ja pracuje królewno.
- Ale tato..
- Tak ?
- To nie idź..
-  Nie mogę kochanie.
- Możesz.
- Nie. Biegnij się bawić.
- Głodna jestem tato.
- Mercy!
- Mama śpi.
- Kurwa - zrobiłem jej kanapki z nutellą i posadziłem przed telewizja. Potem wybiegłem. Za spóźnienie musiałem jechać na patrol. Zajekurwabiście. Kogo złapałem ? Ja to sobie cały bloczek wydrukuje z imieniem, nazwiskiem i adresem oraz rejestracją tego lamborgini.

~~~*~~~~
Nasze: http://come-to-me-baby-story.blogspot.com/