14 sierpnia 2014

Rozdział 39

~*~


- Ta, no więc. - wyciągnąłem rękę z kopertą do Harry'ego. - Trzymaj.
- Co to jest ?
- Zaproszenie.
- A. Dziękujemy. - Przyciągnął do siebie Summer i uśmiechnął się do mnie. Ostatnio ona przygaszona taka.
- Cho na moment - pociągnąłem go do ogrodu. Zimno, ale nie ważne. - Gdzie ta nieznośna kobieta?
- Summer jest inteligentna, wystarczyło z nią porozmawiać. Wtedy miała okres. - zaśmiał się.
- Dzięki Bogu.
- Na Ciebie ma focha bo mi się wymsknęło co o niej powiedziałeś..
- Jesteś głupi.
- No bo tak się na mnie patrzyła.. Musisz z nią pogadać.
- Ja nic nie muszę - westchnąłem i poszedłem do niej. - No co rozpieszczona królewno? Foch forever z przytupem? Pomijając to, że słowo Foch znaczy zupełnie co innego...
- Och, ach, zazdrosny bo ty Mercedes nie umiesz zapewnić takiego życia jakie mi zapewnia Harry ? Dupa Cie swędzi jak patrzysz na to co ma on, a czego nie masz Ty, na przykład własne dzieci ?
- Nie. - pokręciłem głową. - Właśnie, oto chodzi że nie. I tym się różnimy słoneczko. Ona nie potrzebuję wszystkiego czego jej się zapragnie aby potem to odłożyć. Nie potrzebuje mieć pięciu aut i tysiąca par butów. Nie zazdroszczę tego jak wychowujecie własne dzieci. A i jeszcze jedno w dupie mam czy Miki urodziła Mercy czy nie. - dodałem i wyszedłem.
- Zawsze przypierdalasz się do mnie Louis. To, że Harry kupuje mi dużo rzeczy nie znaczy, że jestem rozpieszczona. Ale nigdy tego nie zrozumiesz.
- Czasem się tak zachowujesz więc sorry.
- Nie musisz ze mną przebywać i na waszym ślubie też mnie nie będzie. -  a Mercy mnie zabije.
- Teraz będziesz robić przedstawienia nie? - posłałem jej idiotyczny uśmiech. Brakowało mi do niej słów. - Zachowujesz się jak dziecko Summer. Możesz nie być, ale to nie mnie zranisz - warknąłem i poszedłem do domu. Jezu jebana mnie już wkurwia. Kocham ją ale ręce mi opadają Oczywiście Mercy już czekała na mnie z kazaniem i musiałem wrócić i Summer przepraszać. Jak mnie wkurwi to ją rozszarpie.
I ona nie zachowuje się jak dziecko?! Już jej poskarżyła. Szkoda, że nie dodała " Louis się wkurzył, bo ja zachowywałam się jak idiotka". nie, ona jest święta. Drzwi otworzyła mi Darcy.
- Cześć Darcy - pocałowałem ją w czoło i dałem lizaka. Potem poszedłem do tej niuni. Prasowała koszule Harry'ego.
- Musiałaś na skarżyć nie?
- Nie ja, tylko Harry. - wzruszyła ramionami.
- Ja pierdole -co za rodzina.
- Po co przyszedłeś ?
- Mam cię przeprosić.
- Aha.
- Ta, chociaż nie tylko moja wina.
- Rób co chcesz Louis. Na mnie nie masz już co liczyć.
- A no tak. Bo powiedziałem prawdę.
- Nazwałeś mnie snobistyczną więc.. od dzisiaj w stosunku do Ciebie taka będę. - wzięła Darcy za rączkę i zaprowadziła do salonu.
- Ale ty ciągle taka jesteś.
- Tylko w Twoich oczach Louis. Chcesz wiedzieć co o Tobie myśli większość ekipy ? - prychnęła tylko.
- Słuchaj, ja się nie mam zamiaru z nikim kłócić bo to nie jest przedszkole. Z tobą tęż nie. Tylko o jedno cię proszę. Nigdy nie wmawiaj mi, że czegoś ci zazdroszczę.
- To nie są moje słowa Louis.. - syknęła. Wygląda na słodką, ale ma w sobie bardzo dużo jadu.
- Więc ich nie powtarzaj. Lubisz się tak kłócić? Sprzeczać? Ja nie.
- Masz widoczny problem z moją osobą o ile nie rodziną. Zejdę Ci z drogi. Pokaż wszystkim jaki jesteś zajebisty.
- I znowu zaczynasz. Nie mam z tobą problemu! Po prostu bądź Summer. Tą którą wszyscy uwielbiają, a nie tą zimną która piszczy na widok zakupów. - mruknąłem patrząc na nią. Obok mnie stanął Harry, który milczał. Po prostu patrzył. - Proszę. - Patrzyła na niego i na mnie. 
- Bądź Louisem, który śmiał się bez powodu i każdemu poprawiał humor, a nie Louisem ' Dajcie mi spokój, nienawidzę świata. '
- Kim dzisiaj jesteś?
- Sobą.
- Tak ci najlepiej.
- Ale nadal nie wiem kim jesteś ty.
- To ja tez będę sobą - wyciągnąłem ręce. Przytuliła się do mnie. Pocałowałem ją w czoło zamykając w ramionach.
- Powiem ci, że ładnie pachniesz.

- Nie podrywaj mnie, mam męża. - wróciła.
- Nie musi o niczym wiedzieć - szepnąłem konspiracyjnie.
- Musi ! - wskoczyła mu na ręce. Podszedłem do Darcey i pocałowałem ją w czoło, a potem pożegnałem sie i wyszedłem. No i znów spacerek do domu. Super.


~*~

- Weź te ręce kobieto - mruknąłem do mamy. Osmy raz mi poprawiała marynarkę.
- Uspokój się Louis.
- To weź te ręce.
- Chcę pomóc .
- Robisz to ósmy raz. Dziękuję. - Westchnęła.
- Jestem z Ciebie bardzo dumna.
- Czemu?
Kościół podczas ślubu Mercy i Louisa :) 
- Bo jesteś moim synem.
- No dobra, dobra. Ugh - popatrzyłem w lustro. Ja w garniturze?! Tylko 30 minut, Summer by mnie nie okłamała. Wyszedłem z domu i pojechaliśmy do kościoła. Mercedes nie widziałem.. Jezu.. Czemu ja się stresuję. Pod budynkiem spotkałem brata. Podszedłem do niego i wymieniliśmy parę zdań.
- Powiedz mi, że nie zaprosiłeś mojej matki ?
- Inne pytanie. - Jęknął i poprawił krawat.
- Też cię kocham. Patrz - wskazałem na mercedes który podjechał. - Powiedz tylko, że nie wygląda ładnie.
Najpierw wysiadła Summer. Oczywiście odstawiona jak milion dolarów. No ale przykro mi nie mogłem dzisiaj podziwiać jej. Za to słysząc głęboki oddech Harry'ego za moimi plecami stwierdzam, że ktoś się nią będzie zachwycał.
Mikayla <3 :) 
- Dobra weź, bo zawału dostaniesz.
- Taa ? To spójrz.. - opadła mi szczęka. Mercy..
- Tlenu..
- A ze mnie się śmiałeś. - Darcy  i Miki szły przed nią i rzucały płatki róż.
- Ale ona to ona.
- Zamknij się już. - prawie do nas już podeszły. Jakoś intuicyjnie zaproponowałem jej swoje ramię.
Marsz. Muzyczka. Tam tam da da i te sprawy. Mercy była szczęśliwa. No i ja przez to też. Przecież to wszystko dla niej.
- Czy ty Louis Tomlinson bierzesz za żonę Mercedes Parker i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że jej nie opuścisz, aż do śmierci ?
- Tak.
- Czy ty Mercedes Parker bierzesz za męża Louisa Tomlinsona i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że go nie opuścisz, aż do śmierci ? 
- Tak. - No i obrączki. 
- Harry... - Wziąłem obrączkę mamrocząc tylko do Mercedes. - Mała, przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości i wierności w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. Zrobiła to samo.
- Może Pan pocałować pannę młodą.
- No to chodź - przyciągnąłem ją i pocałowałem przechylając jej ciało na swoją rękę. Ludzie klaskali, a ja byłem szczęśliwy. Jestem żonaty. Nie sądziłem. Wyszliśmy z kościoła. Obejmowałem ją ręką. , zaczął padać śnieg. No w wieku 30 lat ślub nie tak źle. I zjebał mi się humor. Zayn obejmując Lottie rozmawiał z moją mamą. 


Zapraszam do czytania i komentowania  kolejnego bloga mojego i Skyfallgirl ;)

http://come-to-me-baby-story.blogspot.com/

+ do końca prisoners zostało około 13 tysięcy słów hahaha ;D 

12 sierpnia 2014

Rozdział 38

- Ona jest głupia.
- Troszkę.
- Noom.
- Ale fajna.
-Tak.
- Tak. Fajna. Miki idziemy spać. - wziąłem córkę.
- Nie chcę tato.
- Jest późno.
- Ale chcę się bawić.
- Dobra. Lalki ? - Nie dostałem odpowiedzi bo usnęła mi na rękach.
- Taa...- zaniosłem ją do pokoju. Potem poszedłem pod prysznic i do łóżka. Mercedes siedziała nadal na dole z laptopem. Nie wiem co robiła, ale byłem zbyt zmęczony, żeby to sprawdzać.  Zasnąłem. Rano nie pojechałem do pracy tylko do największego wieżowca w tym mieście.
- Ani słowa -Powiedziałem od razu do sekretarki i ruszyłem do schodów.
- ALE PAN STYLES MA SPOTKANIE ! - ruszyła za mną.
- Odczepisz się czy ci pomoc? WIEM O TYM BO MAM MU TOWARZYSZYĆ.
- Nie wspominał !
- Co tu się dzieje ? - Harry.
- Nie podnoś na mnie głosu dziewczynko z za dużym dekoltem - warknąłem. Nie lubię jej. Otworzyła usta ze zdziwienia i oburzona spojrzała na Harry'ego.
- Wracaj do pracy ! - warknął. - Chodź bracie.  - Weszliśmy do sali. Westchnąłem tylko. Zaczęliśmy spotkanie. Miałem podejść dokładnie kontrahenta. Lepiej się na tym znałem gdyż pracuję w policji i podejścia na przesłuchania do codzienność. Wszystko wyśpiewał nie świadom tego ze właśnie wyznał iż chce go okraść. Mój brat jest jednak inteligentny bo tak go wychujał, że zarobił na nim grube miliony.
- Fajną masz prace. Nie musisz nikogo zatrzymywać - chodziłem po konferencyjnej
- Wiem. Chyba nie lubisz mojej sekretarki ?
- To pytanie to żart?
- Niee..
- To sobie odpowiedz. - Zaśmiał się tylko.
- Od jutra przychodzi nowa. Może znasz ? Sophia Smith ?
- No  dziewczyna Liama.  Nie potrzebujesz może szefa ochrony ?
- Robotę chcesz zmienić ?
- Taak.
 - Mogę zaproponować Ci coś innego, a potem wybierzesz.
- Mów.
- Wolisz pracować tu czy ochraniać Summer ?
- A co Summer grozi?
- Nic jej nie grozi. Chyba. Chodzi o to, że ona ma o tym nie wiedzieć, a ma być bezpieczna. I przypadkiem jakby mnie zdradzić chciała to mam się o tym dowiedzieć czyli w skrócie masz ją szpiegować. - no przecież ja tej dziewczynie tego nie zrobię.
- Nie ufasz Summer?
- Ostatnio wymyka się z domu, chowa przede mną telefon. Przegadała pół nocy zamknięta w moim gabinecie, a wiesz że jest dźwiękoszczelny.
- Możesz szykuje niespodziankę.
- Ufam jej, ale.. to Summer. Nie wiem co jej się ujebie w główce.
- Mam lepszy pomysł. Mercedes z niej wyciągnie.
- Mercedes Ci nie powie.
- Przed ślubem nie powinna mieć tajemnic.
- Przed.. co ?!
-Takie coś w kościele z całą oprawką.
- Kiedy  ty się ? Nie wierzę.
- Wczoraj. Właśnie. W sobotę mam ślub.
- WY DWAJ DO MNIE. - Summer wparowała do konferencyjnej.
- Co jest?
- Rozbierać się. Mężusiu masz obiadek, dzieci są u Twojej mamy jak coś. - podała mu jakąś paczuszkę.
- Boże. Żeby tylko Mercy nie była taka...- mruknąłem do siebie. - Nie będę się rozbierał.
- ROZBIERAJ SIĘ KURWA ! - wyszła, a za chwilę wparowała razem z sekretarką i typem w ochrony niosąc pełno toreb i innych pierdół. O nie.
- Harry zrób coś bo ją uduszę.
- Jak zobaczysz co ona tam ma to dopiero zwariujesz. Ja już wiem co. Chcesz trochę ? - wpierdzielał kurczaka.
- To mięso. Nie -skrzywiłem się. - Ja nie będę miał garnituru na ślubie. - Dziewczyna podeszła do mnie z miną mordercy. Aż zacząłem się cofać, ale na drodze stanęła mi ściana.
- Spróbuj ubrać się jak wieśniak, a osobiście Cie wykastruję !
- Nie. Ubiorę. Garnituru. - powtórzyłem.
- Stary to ślub. 30 minut i się przebierzesz.
- Tak ale ja będę mieć smoking - odpowiedziałem. Mina Summer. Epicka.
- Będziesz wyglądał jak idiota. - skrzywiła się. Nawet Harry zaczął się śmiać.
- No nie. Będę wyglądał Sto razy lepiej niż w garniturze czy fraku. Błagam.

- Louis proszę Cie raz w życiu zrób o co Cie proszę bo zaraz nerwicy dostanę. - Harry'ego już w to ubrała.  -  No piękny jesteś. - cmoknęła go w usta. - Proszę. 
- Pieprzone trzydzieści minut. - Wyciągnęła w moją stronę wieszak.
- Dawaj to - ubrałem się w ten szajs.
- Odpuszczę Ci krawat jeżeli to założysz. - bawiła się włosami Harry'ego kiedy kończył jedzenie. I on myśli, że ona go zdradza.
- Tylko 30 minut -powtarzałem. - Potem rurki i t-shirt.
- Louis.. - przygryzła wargę.. - To też juz załatwiłam..
- Słucham?! Niby co?
- To już powinno Ci się spodobać. - podała mi inną paczkę i się odsunęła.
- No Dziękuję kobieto.
- A teraz ja mogę Wam pokazać co sobie kupiłam na tą uroczystość ?
- No dawaj - przebrałem się. Uroczystość. Pff.
- To patrzcie ! Kupiłam trzy bo się zdecydować nie mogłam nie ? No. Musicie mi pomóc.
- Myślę, że czerwona. - powiedział Harry. Patrzyłem na nią to na kiecki. Ona worek założy i będzie ładnie.
- Lou.. ?
- No co? Wszystkie ładne. Możesz iść w dzwonach i zrobisz furorę.
- He. Jak miło. - zaśmiała się. - Zanieście mi to wszystko do samochodu ! Szybko bo czasu nie mam !
- Tak królewno. Jak sobie królewna życzy.
- Spierdalaj ? - rozsiadła się na fotelu Harry'ego . Wywróciłem oczami. Wkurwia mnie czasem snobistycznym zachowaniem. Przynajmniej pomaga Mercedes. Wzięliśmy z Harrym te torby.
- Przesłodka jest..- powiedział z uśmiechem.
- Pozwól ze nie skomentuje.
- Co ?
- Nic.
- No powiedz.
- Harry nie urażaj się od razu..nie obrażam twojej żony. Po prostu czasem zachowuje się... Za bardzo ją rozpieszczasz ale twoja sprawa. Nie wtrącam się.
- Wiem.. Ostatnio jest.. Nieznośna, ale kochana. Ja po prostu nie umiem się wściekać na nią bo jak sobie coś kupi, albo mi, albo Darcy to jest taka zadowolona i się uśmiecha i.. jestem beznadziejny
- Beznadziejny?
- No.
- Czemu?
- Bo jej na wszystko pozwalam.
- Dobra. Zgodzę się z tobą. Po prostu niech ma umiar. A nie hihihi Hazz chce słonia to będę mieć słonia.
- Tak to działa od początku, ale ona ma słodki śmiech, a nie idioty. - otworzył jej.. NOWY samochód.
- Beznadziejnie działa. W sumie nie wiem czemu twoja żona wybierała mi garnitur do ołtarza no ale ok.
- Pewnie Mercedes ją poprosiła.
- Robię to tylko dla dziecka.
- Daj spokój Louis.
- No co? Mnie nie bawią te różne rzeczy.
- Nie rozumiem Cie.
- Z czym?
- Po co się oświadczałeś jak nie chcesz ślubu ?
- Mówiłem. Chcę tylko z jednego powodu. Żeby mieć dziecko. Bo to mojej miłości nie zmieni.
- Nie rozumiem Was. - Summi zeszła na dół. - Pa mężu. Widzimy się za dwie godzinki . - pocałowała go długo. - Pa Lou. - pocałowała mnie w policzek, wsiadła do auta i już jej nie ma.
-Pa -mruknąłem do siebie. Lubie ją, ale mnie dzisiaj wkurwiła.
- Wracam do domu. To Cześć Harry.
- Pogadam z nią..Musze. - powiedział bardziej do siebie niż do mnie. - Co z tą pracą ?
- Wolę w firmie.
- Przyjedź jutro, spiszemy umowę.
- Tak braciszku - mruknąłem i pieszo szedłem.. Aż doszedłem do domu. Musze w końcu kupić ten jebany samochód. Po ślubie. Czemu Summer ma wszystko na ładną buźke. ? To nie fer.
- Jestem - zmęczony wszedłem do domu.
- Tata ! - Miki podbiegła do mnie. Mercy siedziała przy stole coś pisząc.
- Hej kochanie. - przytuliłem ją. - Co tam robisz? - spytałem dziewczyny.
- Liste gości. Dałeś mi bardzo mało czasu. - tez zmęczona. - Summer była u Was z garniturami ? - przytuliła sie do mnie.
- Była. - pocałowałem ją w czoło.
- Nieznośna ?
- Nie psuj mi humoru. Robiłaś obiad ?
- Tak, masz w kuchni.
- Jesteś aniołem. Chodź córciu -poszliśmy do kuchni. Zacząłem nie jeść mięsa, ale Mercy nie ma z tym problemu. Lubi gotować.
- Co u Hazzy ?
- Dobrze.
- A ja mam suknie.
- Cudownie.
- Ale ty masz zadanie.
- Jakie ?
- Obrączki.
- Mam.
- Serio ?
- Tak.
- To super. - tuliła się do mnie. Dawno nie była taka szczęśliwa.
- Pokazać ci? - znów pocałowałem ją we włosy.
- Tak, ale później. Musisz sprawdzić liste gości. Nie do końca znam Twoją rodzinę.
- Listę? No to tylko matka i siostry. No i bracia. Ale to wiesz.
- Dziadkowie, Stylesowie, Horan i Lell no i James, Liam z Soph, Zayn..  ?
- Tak. Z szczególnością ten ostatni. Mowy nie ma.
- Dlatego to sprawdź. - Wziąłem kartkę. Lottie dam zaproszenie bez osoby towarzyszącej a jak nie przyjdzie to jej sprawa. Minął rok ale ja tego i tak nie zaakceptuje bo on się nią bawi.
- Nie postępuj tak.. - powiedziała cicho.
- Wczoraj go widziałem z rudą. Harry tydzień temu z jakąś Emi.
- Ruda i Emi to ta sama osoba.. jego asystentka. Lottie była z nią ostatnio na zakupach. - powiedziała.
- Ale on się z nią lizał, więc mi nie wmawiaj.
- Jakoś Ci nie wierze Louis. Rób co chcesz. - usiadła znów przed laptopem.
- Jebaniec - poszedłem pod prysznic Znów zasypiam sam bo Mercy coś jeszcze robi. No nie do końca sam bo z Miki.

11 sierpnia 2014

Rozdział 37

Wyszedłem z domu. Potrzebuję powietrza.
- Louis co się stało ? - Harry podszedł do mnie.
- Zostaw.
- Zawiozę Cie do lekarza.
- Nie chce.
- Widzę, że coś jest nie tak.
- Wspomnienia.
- Przypominasz sobie ?
- Tak. To męczące.
- Domyślam się.
- Biłeś ją?
- Biłem. Wysłałeś mnie do ośrodka.
- Czasem jestem mądry.
- Ta.. El jest w więzieniu.
- Oj.
- Pamiętasz chociaż za co jej tak nie lubisz ?
- No. Chciała tylko kasy.
- O proszę.
- Błagam nie psuj mi nią humoru.
- Dobra dobra.
- Dzięki.
- A coś o Mercy i Miki pamiętasz ?
- Gwałcona.
- Nie pamiętasz jak ją tu przywiozłeś?
- Nie.
- Przypomnisz sobie
- Wierze w to.
- Chodź do domu.
-Tak już. - Uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach.Wróciliśmy do domu. Bawiłem się z dziećmi.
- My się zbieramy. - powiedział Hazz.
- Skoro musicie.
- Trzeba Alexa położyć.
- Wiem.
- Możemy wieczorem na jakieś piwo wyjść albo coś.
- To dobry pomysł. Przyjdę do ciebie i pójdziemy.
- Okej. Będę czekał. - uśmiechnął się  i wyszli. A  ja zostałem w moim domu z obcymi ludźmi.

~ Rok później ~

Przypomniałem sobie. Wszystko po kolei. Było ciężko. Ale nie wróciłem do nałogu ani do anoreksji czy tam bulimii. Nie pamiętam, bo teraz jest dobrze. Dostaliśmy Mikaylę i chcemy adoptować syna. Dzisiaj mija rok od kiedy jestem oficjalnie jej tatą. Chodziliśmy po parku jedząc lody. Niedawno były święta. Pojechaliśmy nawet na narty.
- Tatku !
- Co miśku?
- Kupisz mi pieska ?
- Pieska?
- Tak.
- Dobrze. Ale najpierw braciszek. Potem piesek.
- Nie chcę tato..
- Dlaczego?
- Bo wolę pieska.
- Piesek też będzie. Ale ja chcę mieć synka. - wziąłem ją na ręce. - Wiesz co? To dużo nie zmieni. Będę cię kochał tak samo.
- A cemu nie ślub najpierw ?
- A co ty taka ciekawska?
- Bo mama mówiła cioci, że nie chcesz być jej mężem.
- Mama jest w błędzie.
- To weź z mamą ślub.
- Mamy czas.
- A mama chce się starać o dziecko z Tobom. Ale nie wiem co to znacy.
- Wracamy do domu. - westchnąłem i zrobiłem jak mówiłem.
- A co to znacy tato ?
-  Ze chce mieć dziecko.
- No to cemu nie ?
- Co nie?
- Nie dziecko z mamą ?
- Bo wiesz z mama możemy mieć dużo dzieci po ślubie a możemy jeszcze pomoc takim dzieciom jak ty.
- Aha. - muszę pogadać z Mercedes.
- Baw się. - posadziłem ją przed telewizorem.
- Buzi. - zrobiła dzióbek. Pochyliłem się i ją cmoknąłem. Poszedłem do Mercedes.
- Chyba musimy pogadać.
- Też mam Ci coś do powiedzenia.
- Mów.
- Ty pierwszy.
- Kobiety mają pierwszeństwo.
- Summer namówiła mnie na wizytę u ginekologa. Mogę mieć dzieci..
- Cudownie - klasnąłem w ręce. - Teraz ja. Możemy być niczym rodzina Brangeliny.
- Co ?
-  No oni maja trochę swoich trochę adoptowanych.
- Mamy adoptowaną Miki. Dlaczego nie możemy mieć swoich ?
- No mowie ze te i te.
- Nie chcę już adoptować dzieci.
- Dobra. Mnie to bez różnicy. Ty rodzic będziesz.
- Co ?
- Pomijając fakt, że boisz sie iść ze mną do łóżka.
- Nie boję się iść z tobą do łóżka.
- Nie chcesz ?
- Chcę.
- Więc w końcu to zróbmy.
- No. Po ślubie.
- Którego sie nie doczekam !
- I po co się tak denerwujesz? Chcesz to pojedziemy do urzędu.
- Denerwuje się bo Cie kocham, a Ty zachowujesz się jakby nic Cie nie obchodziło.. - schowała się w mojej szyi.
- Ja ciebie tez kocham. Nie jestem Harry i nigdy nie będę.
 -Co ma do tego Harry ?
- Ma do tego, że on jest dla wszystkich idealnym mężem. Prawda ? nie zaprzeczysz.
- Niesamowicie dba o Summer i zapewnia jej wszystko. Ale mnie osobiście wkurwia jego " ja powiedziałem ty zrób " .
- Ten typ tak ma. Ty też masz wszystko - bawiłem się jej włosami.
- Ale jak chcę coś głupiego to wybijasz mi to z głowy a on kupuje jej coś czego ona nie potrzebuje i robi z niej rozpuszczoną księżniczkę tak samo jak Niall z Lellki .
- No to chyba normalne, że tak robię.
- A on tak nie robi.
- Kocham cię. Trochę ciężko mi być romantycznym. Po prostu...No ja nawet nie wiem czemu ty ze mną jesteś. I tego...- szukałem pierścionka po kieszeniach. Tak Kurwa kupiłem.
- Jestem z Tobą bo Cie kocham.
- Wiem, że jesteś. I jak tego nie znajdę to będziesz musiała przeżyć
- Tak wyjdę za Ciebie. - zaśmiała się i wtuliła we mnie.
- Awww - pocałowałem ją w usta. Wyjąłem pierścionek i nasunąłem na jej palec.
- Jest śliczny.
- Ale ty piękniejsza.
- Wcale nie.
- Masz tydzień.
- Na co ?
- Na kupienie sukienki i tych innych pier...szczegółów.
- Nie wiem czy dam rade.
- Patrz - zadzowniłem do Summer. pik. Pik. Odebrała.
- Co tam Lou ?
- Wybierzesz z Mercedes sukienkę? Tak super.
- Taa.. oświadczyłeś się ? Nie wierze.
- To macie tydzień i nie oświadczyłem.
- Wiedziałam, że Ci chuja zabraknie. - nie zaczne sie smiać.. nie .. a jednak.Przez dwie minuty się śmiałem, aż opanowałem.
- Wyprzedziła moje pytanie idiotko. - nie, dalej się śmiałem. - No dobra, mniejsza oto - dałem jej Mercedes i poszedłem do Miki. Mi się z Summer często tak przezywamy więc to norma,. Kilka..dziesiąt minut póź
niej przyszła do nas. - Summer kazała powiedzieć, że masz ryj jak tatarskie siodło. - i znów się śmieje.

10 sierpnia 2014

Rozdział 36

- Odpoczywaj.. - pocałowała mnie w policzek. Uśmiechnąłem się do niej i poszedłem spać. Dopiero po tygodniu wróciłem do domu. Zdążyłem przywiązać się do małej Miki. Takie słodkie to dziecko. Najlepsze na świecie. No i Darcy. Nie wiem co ona mi wmawia, że się na nią złościłem. Obie są świetne. Opiekowałem się nimi już trzeci dzień.
- Wujcio popacz ! -przybiegła do mnie z rysunkiem.
- Jakie ładne - wziąłem ją na ręce.
- Takie jak wujcio.
- Ale ty słodka. - Przytuliła się.
- A ty Miki co rysujesz ?
- Tate i mamę.
- Oooo.
- Hej wam. - Sunny !
- Hej.
- Jak jest Tommo ?
-Może być. - Przyszła z wózkiem. Po co ?
- Cześć.. Alex.
- Pamiętasz ! - wzięła go na ręce.
- Wspominałaś.
- Ale i tak pamiętasz.
- Nom.
- Idziemy coś zjeść z dzieciakami ?
- Zdecydowanie tak. - Ubrała dziewczynki, a ja siebie. Wyszliśmy na jakiś obiad. Z Summer zawsze jest fajnie. Śmiejemy się i gadamy.
- Wiesz gdzie Mercedes?
- Na kursie prawka.. A co ?
- Tak pytam. Mam żałobę.
- Dlaczego ?
- Jak możesz pytać ?
- Junior.
- Tak.
- Przykro mi.
- Przytul... - Przytuliła mnie mocno. Pocałowałem ją w policzek. Jest świetna.
- Chyba będę zazdrosny. - Harry podszedł do nas z uśmiechem.
- Nie odbił bym żony przyjaciela.
- Brata Lou..
- No tak. Wszyscy jesteście dla mnie jak bracia.
- Mamy jednego ojca. Sam mi to powiedziałeś jakiś czas temu. - Chyba się oplułem. Że jak?!
- Przypomnisz sobie. I wiem, że nie dotknąłbyś mojej żony. Nie poleciałaby na Ciebie. - pokazał mi język.
- To było nie miłe. Czemu Zayn obejmuje moją siostrę ?  - Summer złapała za ramiona Harry'ego. Nic nie rozumiem. Spojrzałem na nich. - Czemu. On. Kurwa. Trzyma. Ręce. Na. Naszej siostrze ?!
- Lottie ma romans z Zaynem. - powiedziała Summer trzymając swojego męża. Wstałem aż stolik się wywrócił. Wyszedłem idąc do nich. Zajebie.
- Louis. - poczułem dłoń na ramieniu. Zobaczyłem Nialla.
- Zostaw mnie. Rozszarpie gnoja.
- Próbowałeś już. Tylko sobie zaszkodzisz. Wracamy do domu. - nigdy nie widziałem Horana tak pewnego siebie.
- Przecież to chore! To skurwysyn.
-  Wszyscy to wiemy. - zaprowadził mnie do swojego samochodu i odwiózł do domu. Po chwili Hazz przyjechał z Summer i dziećmi.
- Harry błagam. Znajdź jakiś zakaz zbliżania do niej.
- Jest dorosła. Nie mogę nic zrobić. Próbowałem.
- Jest głupią dziwką. Znalazła sobie sponsora.
- Louis to nasza siostra !
- Która się z nim puszcza.
- Podobno go kocha.
- A ten ją zaraz rzuci jak mu się znudzi.
- Nic z tym nie zrobimy.
- Ja jej pocieszać nie będę.
- Ja tym bardziej.
- Harry możesz mi powiedzieć czemu kurwa TAKIE sumy były co chwila wypłacane z konta.
- Bo przepierdalałeś je w kasynie.
- Co?!
- Właśnie to.
- No chyba mnie Bóg opuścił.
- Wreszcie się ogarnąłeś.
- Bo nie pamiętam.
- Mam nadzieję, że do tego nie wrócisz. 
- Zablokujesz mi konto.
- Już to zrobiłem.
- No dzięki.
- Znaczy.. A zresztą nie ważne
-No mów.
- Nie.
- Mów.
- Uspokój się. - Miki wyciągnęła do mnie rączki.
- Powiedz. - wziąłem ją.
- Twoja karta jest zablokowana.
- To ją odblokuj.
- Chyba kpisz.
- No przecież nie pamiętam! Nie poszedłbym do kasyna. Patrz jak wyglądam. Który głupi pozwolił mi tak schudnąć?
- Ty.. ?
- No właśnie mi.

- Każdy wciskał w Ciebie jedzenie, a ty albo poszedłeś i to wyrzygałeś albo się darłeś, że Cie dręczymy. 
- Tylko z mostu skakać.
- Byłeś okropny. - powiedziała w końcu Summer unikając mojego wzroku.
- Bo?
- Nic nie dało Ci się powiedzieć..
- Oj dobra.
- Ale teraz jest spoko..
- To dobrze.
- Też się cieszę. - Ktoś wszedł do domu. Mercedes wróciła.
- Cześć Mercy. - Powiedziałem podrzucając córę.
- Hej Lou.
-Jak tam ?
- Tam dobrze, a tu jak?
- Też. Głodna ?
- Troszkę. - Poszedłem zrobić jej jedzenie. Podoba mi się. Jeju chcę pamiętać.
- Lou.. sama sobie coś zrobię. Powinieneś odpoczywać..
- Przestań.
- Po prostu się o Ciebie martwię.. - położyła dłoń na moich plecach. Taki niewielki gest, a znaczy dla mnie tak wiele. Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem ją w policzek. Jej oczy rozbłysły.
- Proszę. - podałem jej talerz.
- Dziękuję. Wygląda super. - uśmiechnęła się.
- Haha to jedz. - Usiadła przy stole i jadła. " Zgwałcili mnie i zniszczyli psychicznie " przemknęło mi przez głowę. Zamknąłem oczy. " Harry mnie bije ". " Louis pomóż jakoś Summer ". Cholera. Złapałem się za głowę. To prawda? Tak było?
- Coś się stało ?
- Nie.
- Zbladłeś.
- Bo ty....
- Co ja ? - teraz jakiś ślub.. Harry i Summer.. kajdanki na moich rękach. Cela, więzienie.
- Kurwa... mój łeb.
- Louis usiądź.. - dziewczyna posadziła mnie na krześle i dała mi wodę. Zamiast ją wypić to wylałem sobie na twarz. Te obrazy i wspomnienia...Straszny natłok. Trzymam na rękach płaczącą Darcy. Wokół jest masa dzieci. Jest Mercy i Miki. Krzyknąłem. Nie wytrzymam tego. 

8 sierpnia 2014

Rozdział 35

Dziękujemy za 200 tysięcy wyświetleń ! <3

Obudziłem się w szpitalu. Ktoś obok mnie był. Mama i jakaś dziewczyna. Patrzyłem na nie. Dostrzegłem też jakąś małą dziewczynkę. Kto to jest? Widzę Harry'ego. Mój przyjaciel. Jest tu. Czemu leżę w szpitalu?
- Hazz.. - powiedziałem słabo. Każdy jak na zawołanie odwrócił się w moją stronę.
- Tata! - kto kurwa?
- Louis co ty zrobiłeś ? Kochanie.. - czemu ona tak do mnie mówi. Zmrużyłem oczy i zmarszczyłem brwi. Co jest do cholery?
- Mamo?
- Tak synku ?
- Co się stało?
- Miałeś wypadek skarbie..
- Jaki wypadek?
- Wpadłeś w poślizg na lodzie.
- Co mi jest?
- Straciłeś trochę pamięci..
- Kto to jest?
- Twoja dziewczyna i córka..
- Córka ?
- Tak synku..
- Nie pamiętam.
- Pamiętasz Darcey ? - Harry usiadł obok mojego łóżka.
- Tak. Przecież Summer niedawno rodziła.
- Louis posłuchaj mnie. Ja i Summer jesteśmy małżeństwem. Mamy dwójkę dzieci. Darcy i Alexa. Byłeś w więzieniu. Tam poznałeś Mercedes. Summer was wyciągnęła i zamieszkaliście razem. Postanowiliście zaadoptować Mikaylę.
- Nie pamiętam - powtórzyłem kręcąc głową.
- Co pamiętasz ?
- Że byliśmy wczoraj na meczu. No i miałeś się oświadczać.
- Jesteśmy 3 lata do przodu Louis..- Zamknąłem oczy. Nie pamiętam. Jestem zagubiony. Spojrzałem na małą dziewczynkę. Taka malutka. Nie wie co się dzieje. Ale ja też nie wiem. Ktoś wszedł do sali. Ją poznaję. Summer.
- Cześć Summer.
- Hej Louis.. Jak jest ?
- Nijak.
- Nieźle wyglądasz. - uśmiechnęła się do mnie.
- Dzięki.
- Louis.. - poczułem drobną dłoń na swojej.
- Mercedes tak?
- Tak.
- Okay.
- Jak się czujesz ?
- Nijak.
- Mogę Ci jakoś pomóc ? - patrzyłem jej w oczy i coś mi dzwoniło, ale nie wiem w którym kościele.
- Nie sądzę - mruknąłem. Miała łzy w oczach. Nie chciałem, żeby płakała.
- Tatku..
- Hm....
- Psytul.. - Wziąłem ją w ramiona. Harry patrzył na mnie i przygryzał wargę. Nic nie rozumiałem. Nie pamiętałem. Od kiedy ja mam dziecko, przecież jestem z Eleanor. No chyba już nie. Dlaczego musiałem stracić pamięć.
- Lou.. chcesz zobaczyć się z Darcy ?
- Tak.
- Na 100% ?
- Tak. - Sunny gdzieś poszła, a za chwile przyprowadziła za rączkę dziewczynkę. Pamiętam ją jak leżała w wózku i śliniła wszystko do okoła.
- Ale jesteś duża.
- Tatuś mówi, że malutka..
- No tak.
- Co tam wujcio ?
- Nie za dobrze. - posadziłem ją obok tej drugiej.
- Bo za mną tęskniłeś.. - pocałowała mnie w policzek.
- Tak. Za wszystkimi.
- A kiedy na kółko pójdziemy ?
- Na co?
- London Eye.. - szepnął Harry.
- Aaa...Jak stąd wyjdę.
- Kocham wujcia.
- Ja ciebie też kocham.
- A mnie tatuś ?
- Ciebie tez. - Chociaż Cie nie znam. Stylesowie wyszli po godzinie. Mama też poszła zabierając te dziewczynkę. Zostałem sam z tą dziewczyną. O czym mieliśmy rozmawiać? Nie znam jej.
- Ja.. zabiorę Miki i wyprowadzimy się z Twojego domu. - powiedziała płacząc.

Wiesz wydaję mi się - poprawiłem się na łóżku. - że powinnaś pomóc mi sobie coś przypomnieć.
- Jak ?
- Jakkolwiek. Ale ja cię nie trzymam. Nie wiem jak między nami było. Jeśli było ci źle lub cos zrobiłem to cie nie zatrzymuje.
- Kocham Cie.
- To dobrze.
- Tak jak powiedział Harry poznaliśmy się w więzieniu.. wpadłeś z gangiem. Właściwie to uratowałeś Harry'ego. Nie lubiliśmy się, a potem w sobie zakochaliśmy.
- Słodko wyglądasz. Opowiedz o sobie.
- Mam na imię Mercedes. Jestem od Ciebie młodsza o 10 lat, ale nam to nie przeszkadzało. - zaśmiała się smutno - zostałam oskarżona i skazana za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Ratowałeś mi tyłek w więzieniu.. Kilka dni temu dałeś mi to.. - przejechała dłonią po wisiorku na swojej szyi.
- A czemu adoptowaliśmy Miki?
- Bo ja nie mogę mieć dzieci.
- Aaa dobrze. - posłałem jej uśmiech. - To powiedz coś o naszej córce.
- Ma 3 latka, nie lubi Darcy, lubi się z Tobą bawić.. nie wiem co jeszcze.
- Darcy ? Wyglądały na zaprzyjaźnione.
- Miki jest zazdrosna o Jamesa.
- Syn Nialla. Jasne. musisz się teraz dobrze nią zająć.
- Postaram się.. - Nadal trzymała moją rękę.. - Zabiłeś Juniora wiesz ?
- Moje auto?!
- Tak kochanie.. Harry chciał je ratować, ale jak dowiedział się o kosztach to stwierdził, że kupi Ci nowe. - od kiedy on taki bogaty ? Zrobiłem smutną minę. Moje auto. Nie no...
- Lou wszystko będzie dobrze..
- Weź bo się zaraz po płacze - mruknąłem. Przytuliła mnie.. jej zapach.. ten zapach pamiętam.
- Ja sobie przypomnę. Na pewno.
- Spokojnie.. będę przy Tobie.. jeżeli chcesz oczywiście.
- Chyba tak. Jezu jaki ja chudy jestem.
- Wreszcie zrozumiałeś.. - uśmiechnęła się. - Dzisiaj chciałeś zobaczyć Darcy, a przed wypadkiem jak ją usłyszałeś to już Cie szlag trafiał.
- No wiesz jak ja ją pamiętam to to było malutkie w wózku.
- Z Harrym pokłócony byłeś.
- A on w lotto wygrał ?
- Jego firma przynosi niesamowite zyski.
- Chyba że tak.
- Przywieźć Ci coś?
- Nie trzeba.
- Przywiozłam jabłka i wodę.. Wiem jak bardzo je lubisz.. - gładziła moją dłoń.
- Dziękuję mała.
- Nie będę Cie już męczyć. Chcesz żebym przyjechała jutro ?
- I pojutrze tez.

5 sierpnia 2014

Rozdział 34

- Żonka mi włosy ułożyła. - pocałował Summer w policzek. Może ja zacznę komplementować Summi ?
- Piękna Sunny zna się na rzeczy. - Przygryzła wargę i uśmiechnęła się do mnie. Pocałowałem jej policzek. Limuzyna przyjechała i wsiedliśmy do środka. Objąłem Mercy  ramieniem. Limuzyną to ona chyba jeszcze nie jechała. Oparłem głowę o szybę. Przynajmniej Liam i Niall są normalnie ubrani. Harry i Zayn się dogadują. Dziwne. Właśnie. Lottie została w Doncaster. Uff. Bynajmniej tak twierdzi. Gdy dojechaliśmy na miejsce, pomogłem Mercedes wysiąść. Dlaczego nie zdziwiło mnie to, że Stylesowie wybrali najdroższy klub w mieście ? Jak oni coś tam robili, to poszedłem zapalić.
- Co jest Louis ? - Zayn poklepał mnie po plecach i odpalił swojego papierosa.
- Nic. Ochłonąć muszę.
- Mi ciśnienie w bokserkach skoczyło jak Summer zobaczyłem.
- Tak? Fajnie.
- Prześliczna jest. - westchnął
- Tylko się nie zakochaj - wywróciłem oczami. Summer. Harry. Summer. Harry. Ja jebie.
- Cześć chłopaki. - Sunny przyszła do nas. - Co tam ?
- Nic. Stanął mu na twój widok.
- To nie pierwszy raz ! -  zaśmiała się i pobiegła do środka. 
- Hihi hihi - wywróciłem oczami parodiując ją. Zgasiłem szluga i poszedłem do łazienki, przepłukać usta. Potem wróciłem do Mercy. W loży byli Mercy, Lellie i Niall. Usiadłem obok brunetki i ją objąłem. Chwilę później zostaliśmy w loży sami.
- Chodź młoda.
- Gdzie ?
- Chcesz tu siedzieć?
- Jesteśmy sami więc tak.
- A okay.
- Kocham Cie. - wpiła się w moje usta. Nie odpowiedziałem, bo oddałem pocałunek. Wplotła palce w moje włosy. W końcu zabrakło nam powietrza. Odetchnąłem opierając czoło o jej. Harry, Summer, Zayn, Liam i Soph wrócili do loży z drinkami dla wszystkich. Nie piłem, ale pilnowałem żeby ta nie przesadziła. Bo jedna już tutaj przesadziła.. Odpłynąłem gdzieś myślami. Przez to zapomniałem pilnować Mercy. Ogarnąłem się i zabrałem jej drinka.
- Oddaj..
- Nie.
- Louis.
- Kurwa nie wyraźnie mówię ?!  - jeśli chodzi o alkohol to nie opuszczałem.
- Czemu już się wydzierasz ? - Harry też już ogarnął Summer.
- Będę się wydzierał jak będę chciał.
- Uspokój się stary.. - powiedział cicho Styles.
- Taa - burknąłem. Mercy i Summer poszły do łazienki. Ja naprawdę najchętniej bym wrócił i poszedł spać.
- Idziesz zapalić ? - Zayn.
- Tak - wyszedłem z nim. Wypaliłem pół paczki.
- Co Ci się dzieje ?
- Nudzi mnie to.
- Louis jesteś tu ze swoją kobietą. Tylko ja jestem sam. Wolisz się do niej przypierdalać niż się dobrze bawić ? Summer jest najebana jak nie wiem co, a Harry tylko się z niej śmieje.
- A ja się nie będę śmiał. Po pierwsze nienawidzę jak pije. To kobieta. W ogóle nie wiem czemu Harry pozwala Summer pić skoro ona karmi.
- Summer nie karmi. Po porodzie i ciąży była zbyt słaba.
- Pierdolić to, nie ważne. Mercedes tez pić nie będzie.
- Weź się uspokój. - wrócił do środka. Skończyłem palić i przeszedłem się trochę a potem wróciłem.
W loży  była tylko Summer. Z nią nawet gadać się nie da bo pijana. Po patrzyłem na zegarek. Dwie godziny. Mam już dość. Siedziała ze spuszczoną głową po czym wstała i wyszła.
- Chodź Summer - przytuliłem ją idąc obok. - zimno jest.
- Gdzie Harry ? - prawie płakała.
- A ja wiem. Weź tylko nie rycz bez powodu. Chcesz wrócić do domu?
- Zayn mnie pocałował.. - rozpłakała się.
- On ciebie nie ty jego
- Ale ja.. ja nie chciałam bo ja kocham tylko Harry'ego. - podszedł do nas Styles prowadzący Mercedes.
- No wiem. A on to widzial? - spytalem szeptem pocierajac jej ramiona.
- Nie.. - wtuliła się w swojego męża.
- Co się stało Louis ?
- Wolałbym żebyś nie popełniał zaraz harakiri.
- Mów. - warknął tuląc ją do siebie.
- Zastanawiam się w ile czasu dobiegniesz do klubu i wywleczesz Zayna.
- Co on jej zrobił ?
- Summer - spojrzałem na nią.
- Ty powiedz..
- Pocałował.
- Zabierz moją żone do domu.
- Niall! - zawolalem blondyna. Wziął je dwie. Zostałem z bratem. Samego go do Zayna nie puszczę.
Na dzień dobry rzucił nim o ścianę
.- Kurwa Styles.
- Nie odpuszcze. Śmieć. - kopnął Zayna w brzuch. Stałem i na razie patrzyłem. Miał prawo.
- Zajebe Cie gnoju. Wypruje z Ciebie jebane flaki. - Podniósł go i okładał pięściami.
- Dobra Harry dość - zabrałem go.
- Nie skończyłem. - wyrywał się.
- Do domu - wepchnąłem go do auta.
- Gdzie jest Sunny ?! - ale go nosi.
- W domu. Uspokój się już.
- A gdyby Ci Mercedes przelizał to byłbyś spokojny
- Ale on już dostał.
- Nie wystarczy. - Wróciliśmy. Nowy rok fajnie się zaczyna. Mercy rozmawiała z Lell, Niall tulił Summer.
Nic nie mówiłem. Położyłem się obok mojej córci. Noc nie była spokojna bo z sypialni obok coś było słychać. Rano dziękowałem Bogu ze wróciliśmy do domu. Nie wiem czy to Stylesowie, Horan i Lell czy Darcy z Jamesem, ale to przesada. Zrobiłem Miki śniadanie i nakarmiłem. Mercy długo spała. Zastanawiam się czy nie lepiej byłoby jej z kimś innym, Powinienem dawać jej wszystko czego chce, ale ja kurwa no nie jestem Romeo i nigdy nie będę. Co mam zrobić ? Zaniosłem jej śniadanie i obudziłem.
- Mam kaca.
- Wiem. I dobrze.
-  Nie czepiaj się tak.
- Ja się cieszę a nie czepiam.
- Dobrze, że mam kaca ?
- Taka kara. 
- Daj spokój.
- Jedz. - Jadła powoli śniadanie Zabrałem jak zjadła i zniosłem na dół. Myślałem o seksie. Nie. Mam zasady i mam zamiar się ich trzymać. Z drugiej strony ona tego chce.
Opadłem na kanapę. Miki oglądała bajki. Wziąłem kluczyki i wyszedłem. Najpierw kasyno, a potem wyścig. Wyżyłem się. Wracałem do domu. Byłem zły. Roztrzęsiony. Na granicy. Było ślisko i jedyne co pamiętam to dachujące auto

3 sierpnia 2014

Rozdział 33

- Ojej.
- Powiedz mu, żeby mi oddał..
- A co ja jestem?
- No Louis, ale sam przyznasz że wyglądam w nim sexy. - poruszyła tak śmiesznie brwiami. Uwielbiam ją.
- No widzisz? Dlatego ci ich nie odda, bo zazdrosny jest.
- Nie oddam ich bo znając brak jej móżdżku zrobi sobie i komuś krzywdę. - Harry objął ją ramieniem i pocałował w skroń.
- No to wiemy od dawna. Ona niedługo straci wszystkie punkty karne
i będziesz miał z głowy.
- Nie zrobisz tego ! - Sunny zmrużyła na mnie oczy.
- Takie prawo.
- A ile razy ty je złamałeś ?
- Ja to ja.
- To ja też pójdę do policji, a wtedy Cie dorwę i dam Ci więcej mandatów niż Ty mi.- pokazała mi język.
- Tak, tak tak - wziąłem córę i pojechaliśmy do domu. Sunny zawsze rozpieprza mi system. Jak wracałem to jeszcze się z niej śmiałem. Zdecydowanie uwielbiam tę dziewczynę. Kochana. Wróciliśmy z Miki do domu i poszliśmy spać. Wreszcie sobota.. Tak miło. No i Sylwester. Harry i Summer wynajęli jakąś opiekunkę, podobno zaufana więc Miki ma zostać z Darcy, Alexem i Jamesem. Zszedłem na dół do kuchni. Mercy coś tam robiła, a ja wziąłem wodę. Klata, plecy, barki. Pamiętaj Lou.
- Louis ? - zwróciła się do mnie
- Hm?
- Czy mogę  w tym dzisiaj iść ? - Zlustrowałem wzrokiem jej czarny strój. Jak dla mnie i w dresie ładnie wygląda.
- Możesz.
- Pewny jesteś  ? I tak dziewczyny mnie przebiją milion razy, ale wydaje mi się, że nie jest źle.
- Nikt cię nie przebije. Pięknie jest - pocałowałem jej policzek i poszedłem na siłownię.Przy wejściu spotkałem się z Harrym.
- Cześć.
- Hej.. Co tam ?
- Idę ćwiczyć. Muszę spalić.
- No ja raczej też na siłownię nie przychodzę pooglądać spoconych kolesi. - mruknął i wszedł do środka.
- Ty akurat rzeźbę robisz, a to co innego.
- Ja już ją mam. Utrzymuję. - poszliśmy do szatni. Przebrałem się i poszedłem na bieżnię. Jak kurwa nie będę ważył 65 kilo to zwariuję. Znalazłem wzrokiem Harry'ego. Podnosił jakieś sztangi. Jebany. Bierze na klatę ponad 100 kg. Nieźle mam wysportowanego brata. Jemu tylko zazdrościć. Siła. Nie jest gruby. Ja to nie wiem czemu Mercy ze mna jest.
- Jeżeli mogę coś doradzić to proponowałbym rozpoczęcie rzeźby ciała. - z napisu na koszulce tego typa wynikało, że jest trenerem.
- Co tu rzeźbić?
- Mięśnie.
- Których nie ma, bo jest sama masa. Masakra.
- Z tej masy właśnie robi się mięśnie. A pana masa jest idealna do przygotowania rzeźby. Proszę ze mną. - pokazał mi zestaw ćwiczeń, ustalił dietę. Miły facet. Kiedy skończyłem byłem wykończony, a Styles to się nawet nie spocił.
Leżałem na ławce wpatrując się w sufit. Nigdzie nie idę. Umrę. Będzie spokój.
- Chodź już.. Za kilka godzin impreza. - Harry kopnął mnie delikatnie w piszczel
- Zostaw mnie.
- Tomlinson. Rusz dupsko.
- Odwal się.
- To ja jadę przelecieć moją żonę. A ty.. rób.. co robisz. - nienawidzę jak mówi o Summer w taki sposób.
- Przelecieć to ty możesz ocean.
- Chyba Cie kutas swędzi bo się przypierdalasz.
- Bo gadasz o niej jak o dziwce.
- Faktycznie dziwne, że sypiam i uprawiam seks ze swoją żoną. Zamknij mnie za to. - wkurwił mnie. Wstałem.
- To wyrażaj się bo to twoja żona - powiedziałem i poszedłem się przebrać.
- Słuchaj to, że nie sypiasz z Mercedes to nie znaczy, że masz czepiać się tego, że pieprzę swoją żonę.!
- Co ma jedno do drugiego? Sam zobacz jak o niej mówisz. A zresztą. Przecież ty jesteś najlepszy i wiesz wszystko. - wróciłem do domu. Mercy już powoli się szykowała. Włosy i paznokcie już zrobione.
Położyłem się na kanapie oglądając Kevina. To już chyba z nudów. Miki położyła mi się na brzuchu.
- Hej skarbie.
- Hej tatku. - uśmiechnęła się.
- Co tam?
- Nic, a tam ?
- Nudno.
- Mi też.
- To oglądamy.
- To nudne tato.
- To co chcesz robić?
- Bawić się.
- A w co?
- Lalkami.
- Dobra, to chodź. - bawiliśmy się lalkami do samego końca.
- Louis ubieraj się ! Za 40 minut musimy zawieźć Miki ! - odwróciłem się do Mercy..Whow.. ale ładna.
Uśmiechnąłem się do niej.
- No właśnie. Za 40 minut.
- No to się rusz. - wywróciła oczami i poszła jeszcze na górę.
- Czy ja wyglądam na kobietę? - zwróciłem się do córki.
- Tak.
- Zabawna jesteś.
- Wiem. - zaśmiała się i zaklaskała w rączki. - Pocałowałem ją w nosek.
- I'm a Barbie girl in a Barbie world. Life in plastic, it's fantastic. You can brush my hair, undress me everywhere. Imagination, life is your creation.
- LOUIS ! - Mercy krzyknęła na mnie. Zaraz mi się oberwie chyba.
- Cicho kobieto.
- Nie denerwuj mnie.
- Nie wiem o co ci chodzi. - pocałowałem córkę w czoło. - Zaczekaj - poszedłem przebrać koszulkę na z napisem Vans i wróciłem.
- Ty tak na serio ?
- Mi nie potrzeba ośmiu godzin. Jakie zabierasz zabawki? - kucnąłem obok Miki. Naszykowała sobie jakieś lalki i pluszaka.
- A ubrania ci mama spakowała?
- Tak. - pokazała mi małą torbę na kanapie.
- To dobrze. Za pół godziny pojedziemy. - Mercedes posadziła mnie siłą na kanapie i zaczęła bawić się moimi włosami. Bynajmniej tak myślałem. Ona po prostu je ułożyła.
- Nie! - krzyknąłem. - O nie. Mowy nie ma. Okropność - wziąłem żel i przeczesałem włosy roztrzepując je.
- Zostaw !
- W życiu. Nigdy - o teraz może być.
- Jesteś okropny. Lellie układa Niallerowi włosy !
- Dlatego wygląda jak wygląda.

- A ty jak ? Jak mop. - znów próbowała mnie ulizać. 
- Zabieraj ręce.
- Słucham ? - uniosła brwi.
- No zostaw. - jęknąłem i złapałem jej dłonie, które ułożyłem na jej kolanach.
- Czy Ciebie da się jakoś.. zreformować ?
- Nie.
- Właśnie widzę.
- No cóż.
- Zbierajmy się.
- Już -pojechaliśmy zostawić Miki. Wszyscy już tam byli. Summer wyglądała cudownie. Tak samo jak Lellie
i SophWitałem się ze wszystkimi. Fajnie się tak z nimi spotkać.
- Limuzyna zaraz powinna przyjechać. - powiedziała Summi poprawiając Harry'emu kołnierzyk.
Ja pierdole. Znalazł się model.
- Hazz świetnie wyglądasz. - Mercedes przegięła. Wypuściłem powietrze z ust zaciskając dłoń na jej biodrze. Niech się jeszcze na niego rzuci. Już mi się to wszystko nie podoba.


czytasz - komentuj :) 

.