9 marca 2014

Rozdział 1

Kolejny dzień w mojej cudownej celi. Szare ściany, wilgoć i brud. Mój zajebisty pomarańczowy uniform. Tasowałem talię kart bo tu nie ma nic innego do roboty. 
- Dzisiaj ją przywiozą. - to akurat przykuło moją uwagę. Podszedł do krat i spojrzałem na pielęgniarki.
- A kogo ?
- Nie interesuj się Tomlinson. 
- No powiedzcie. Przecież się lubimy. 
- Kobietę, która zostanie osadzona na tym oddziale. 
- Laseczka na zaostrzonym rygorze ? Dziwne. 
- Wracaj na pryczę. - odeszły, a ja zacząłem myśleć. Ciekawe kim ona jest i za co tutaj trafi. 
Kobieta. Tutaj. To coś ciekawego. Kobiety nigdy nie pasowały na osoby złe. Raczej były one delikatne.
Podsłuchiwałem rozmowy każdego kto przechodził i wszytko opierało się na tej dziewczynie. Wszedł mój "współlokator". Jezu nienawidzę typa. 
- Tomlinson obiad. - największy ze strażników stanął w drzwiach mojej celi. Wstałem i wyszedłem z małego pomieszczenia jak codziennie o 14. Spacer zawsze spoko. Sprowadził mnie na dół po schodach. Jak zawsze przechodziliśmy obok drzwi wyjściowych, ale dzisiaj były one otwarte. Zatrzymałem się i z otwartymi ustami obserwowałem jak wprowadzają na wydział pierwszą kobietę. 
- Tomlinson rusz się. - popchnął mnie, więc niechętnie ruszyłem przed siebie. Zaprowadził mnie na stołówkę, a potem zniknął. 
Usiadłem na swoim miejscu zaraz obok mojego współwięźnia. Taa...Specyficzny osobnik, któremu już parę razy wjebałem jak mnie wkurwił. Nic konkretnego, ale łatwo mnie zdenerwować. Zwłaszcza głupotą.
- Louis przynieść Ci jedzenie ? 
- Nie jestem głodny - odparłem patrząc na niego krzywo. A ten co w gosposie się bawi? Głowy wszystkich odwróciły się w kierunku drzwi wejściowych, więc zrobiłem to samo co oni. Do sali weszła ona. Jedyna kobieta na tym cholernym wydziale. Więzienie składa się z trzech budynków. Kobiecy, męski i nasz. O zaostrzonym rygorze dla wyjątkowych psycholi. No, zaliczam się do niego. Mogę się tym pochwalić. Ave ja. Patrzyłem na jej zgrabne ruchy. Nawet w tym kombinezonie ładnie wyglądała. Miała długie, jasne brązowe włosy. Była szczupła i miała piękne, ciemne oczy. Ochroniarze posadzili ją przy jednym ze stolików, a ona jak automat skierowała wzrok w moją stronę. Miałem twarz bez wyrazu. Patrzyłem po prostu na nią. mój wzrok bezwstydnie ją lustrował. Większość z obecnych to robiła. Laska musi być silna psychicznie bo na jej twarzy nie ma jakiegokolwiek wyrazu strachu. Westchnąłem i wstałem. Zacząłem iść w jej kierunku. Jej brązowe oczy spoczęły na mnie kiedy stanąłem po drugiej stronie stolika. 
- Louis Tomlinson we własnej osobie.. - powiedziała cicho. 
- Oh, widzę że się orientujemy - cmoknąłem z uznaniem.
- Nie masz czym się chwalić. Mama mnie przed Tobą kiedyś ostrzegała. Teraz siedzimy w tym samym miejscu. - uśmiechnęła się sarkastycznie.
- Cała przyjemność po mojej stronie. 
- Nie imponujesz mi na tyle, żeby był to zaszczyt. Śmiem twierdzić, że w porównaniu z tym co ja zrobiłam, ty gówno wiesz o zabijaniu. - wstała i podeszła do mnie powoli - Nie uważaj się za nie wiem kogo. Wszyscy jesteśmy tutaj na takim samym, gównianym poziomie. - ruszyła w stronę lady gdzie wydawali posiłki. Złapałem jej nadgarstek i pociągnąłem do tyłu. Wylądowała oparta o stolik. Wszyscy nas obserwowali. Złapałem podbródek dziewczyny. 
- Będę mówił powoli, żeby dotarło. - syknąłem - Nie. Popisuj. Się. Nie masz przed kim.  Pilnuj się malutka. Zawsze możesz tu się już nie obudzić. - pogłaskałem ją po policzku, a zaraz uderzyłem. Nawet nie odwróciła głowy po moim uderzeniu. Nie tak to sobie wyobrażałem. 
- Kobieta Cie urodziła Tomlinson. Nie masz prawa żadnej uderzyć.. - powiedziała cicho po czym czułem już tylko ból mojego krocza. Upadłem na kolana, ale ona nie odeszła. Uniosła mój podbródek swoją delikatną dłonią.
- Sprawię, że będziesz bał się zasnąć.. - szepnęła i odeszła. Gdy ból minął wstałem. Gówniara jeszcze nie wiem z kim rozmawia. Tu się mnie boi nawet człowiek dwa razy większy ode mnie. Siedziała przy MOIM stoliku, na MOIM miejscu. Jadła jabłko i bawiła się włosami. Podszedłem do niej i jedną ręką przewróciłem stół. W sekundzie poczułem ręce oplatające moje ramiona. Pieprzeni strażnicy. Walnąłem łokciem jednego z mężczyzn. Denerwują mnie.Dwóch innych wyprowadziło ją ze stołówki, a po chwili to samo zrobili ze mną. Brutalnie wrzucili mnie do celi. Świetnie. Na pytanie czy może być gorzej odpowiem, że tak. Ta panna ma celę na przeciwko mojej.
 - Nie, nie. No błagam. Za jakie grzechy warknąłem w poduszkę 
- I co Tomlinson ? Opłaciło się ? - zerwałem się z łóżka i podszedłem do krat. Stała przy wyjściu ze swojej celi i malowała paznokcie. 
- Zamknij się dziwko.
- Dziwką była Twoja dziewczyna, która wyciągnęła w mediach wszystko o waszym pieprzonym związku i załatwiła Ci dłuższy wyrok !
- Jezu, ale ty piszczysz - jęknąłem i odwróciłem się. Koniec dyskusji, bo normalnie nie wytrzymam.
- Uciekasz od rozmowy. Ty też się mnie boisz. - mruknęła cicho i usłyszałem jak odchodzi od krat.
- Taaa, jak cholera! - krzyknąłem i rzuciłem się na łózko. Wszedł Thomas i położył się na górze. Zapanowała cisza bo większość więźniów jest jeszcze na obiedzie. Coś jednak nie dawało mi spokoju. Ciche łkanie. To nie ja. Thomas też nie.. Hmm. Podszedłem do krat zdziwiony. Rzeczywiście to ona płakała.
- I co się tak kurwa gapisz ? - warknęła przekręcając się tyłem do mnie. 
- Bo mam oczy. Czego ryczysz ?! 
- I tak Cie to nie interesuje to po co się pytasz ?! 
- Bez powodu ktoś taki jak ty nie wylewa łez.
- Ktoś taki jak ja ?! Nic o mnie nie wiesz ! Nawet nie wiesz dlaczego tutaj jestem ! Zajmij się swoim idealnym stanem umysłu ! 
- Nie muszę wiedzieć. Ty mi dziewczyno groziłaś. Normalna nie jesteś. Co ci?
- Do Ciebie też to wszystko wraca ? To co zrobiłeś ?
- Kiedyś wracało.
- A teraz ? - usiadła na łóżku i spojrzała na mnie załzawionymi oczami.
- A teraz najwyraźniej przestało. 
- Dlaczego im to zrobiłeś ? 
- Nie znam odpowiedzi. 
- Musiałeś mieć powód. - podeszła do krat. 
- Miałem. Zasłużyli. 
- Co Ci zrobili ? 

8 marca 2014

Prolog

Włącz

W niektóre noce, nie mogę zasnąć obumierając w moim pechu
W niektóre noce, nazywam to wszystko zrządzeniem losu
W niektóre noce, chciałbym, żeby moje usta mogły zbudować zamek
W niektóre noce, wolałbym, żeby po prostu odpadły.
Ale ciągle się budzę, ciągle widzę twojego ducha
O Boże, ciągle nie jestem pewien czego bronię
Czego ja bronię? Czego ja bronię?
Większość nocy, nie jestem już pewny....
Tej nocy
Jesteśmy młodzi
Więc podpalmy świat
Możemy płonąć jaśniej niż słońce
Teraz wiem, że nie jestem
Wszystkim co masz
Chyba po prostu pomyślałem, że...
Może moglibyśmy znaleźć nowe sposoby, by się rozpaść
Ale nasi przyjaciele wracają
Wznieśmy więc toast
Bo znalazłem kogoś, kto zabierze mnie do domu
Pokój na trzecim piętrze,
Nie o ten, który prosiliśmy
Nie jestem na tyle zmęczony by iść spać.
Jedno łóżko jest połamane
Następny pokój jest dla palących,
Klimatyzacja się zepsuła.
Na zewnątrz pada,
Słychać gości na górze narzekających
na pokój, w którym TV jest zbyt głośno.
Takie sytuacje jak te chyba przypominają mi
Że muszę twardo stąpać po ziemi.
Dzisiaj śmiechem odganiam chmury
Słyszę co mówią kwiaty
I spijam każdą kroplę deszczu
I widzę miejsca, w których już byłem
W całkiem nowy sposób
Trawa po mojej stronie jest bardziej zielona
Oh, nie mogę uwierzyć, że to takie proste
To wydaje się takie naturalne
Jeśli to jest miłość, to miłość jest prosta
To najprostsza możliwa rzecz.
Jeśli to jest miłość, to miłość mnie dopełnia
Bo czuję jakby mi ciebie brakowało.
Proste równanie
Bez zbędnych komplikacji.
Jeśli to jest miłość, miłość, miłość
Oh, to najprostsza możliwa rzecz.
A dziś...
Czuję się jakbym był z tobą w sądzie
I coś jest nie tak, to ja jestem oskarżony
Gdy zapadnie werdykt, to my na tym stracimy
Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu usłyszysz prawdę.
Bo jest przyjęte jak bronić się w mojej sprawie.
Tak wiele miłości do uratowania.
Jeśli będziesz słuchać przyjaciół, zostaniesz sama.
Jak możesz mnie tak traktować, mimo że dałem ci siebie całego.
Ponieważ nie robiłem głupot i nigdy bym nie wyszedł i nie zrobił czegoś czego Ty byś nie chciała bym robił.
Ponieważ mogę ci teraz powiedzieć, że nigdy nie znajdziesz dowodu przeciw mnie, to jest prawda.
Nigdy nie chciałem aby cokolwiek tak się skończyło
Możesz błękitne niebo zmienić w szare
Przysięgałem, że zrobię co mogę aby się zmienić
Ale powiedziałaś, że to nie ma znaczenia
Byłem samotny, błądziłem a mój żołądek był skręcony,
Teraz mogę wstać, ciemne chmury odpłynęły,
W mym starym życiu, zanim się pojawiłaś,
Nie widziałem dobrze, moje okna były zamglone.
Powiedziałaś jedno słowo, sprawiłaś, że poczułem się lepiej,
Zaczynało się na L i miało cztery litery.
Sprawy mają się coraz lepiej, lepiej
Wszędzie gdzie pójdziemy jest magia,
Nieznajomi zaczynają mówić cześć,
Zrób głośniej, zrób głośniej,
Tak głośno, jak tylko potrafisz,
Bo miłość jest w radiu.
Teraz kiedy cię znalazłem, moje serce bije szybciej,
Możemy być szczęśliwi, teraz i na zawsze,
Możemy być małżeństwem,
Być Panią i Panem,
Będziemy mieć syna i damy mu siostrę.
I będę Cię huśtać kochanie, dopóki nie zaśniesz.
A kiedy się obudzisz to będziesz leżeć obok mnie.
Pojedziemy do Hollywood zrobić z Ciebie gwiazdę filmową.
Chcę, żeby świat wiedział jaka jesteś piękna.
Czarująco wyglądasz tej nocy, a światło tańczy w Twoich oczach,
twoich słodkich oczach.
Czas, którego nie będziemy chcieli nigdy zapomnieć.
Zostajemy na zewnątrz, żeby oglądać zachód słońca.
Jestem zadowolony, że dzieliłem to z Tobą.
Uczyniłaś mnie wolnym.
Pokazałaś mi jak dobre powinno być moje życie



Jest to na co czekaliście ! Opowiadanie o Louisie. Współtwórcą jest pewna cudowna dziewczyna o imieniu Alicja <3 Mam nadzieję, że spodoba Wam się i będziecie NAS wspierać <3 Kocham Was bardzo ! / Horanowa.:)